Ciesząc się z wielkiego sukcesu pana Andrzeja Dudy i PiS-u oglądałam „Wieczór wyborczy” na różnych kanałach telewizyjnych, w których zaproszeni goście komentowali wyniki wyborów. Od razu uderzył mnie stosowany od lat przez telewizję tendencyjny dobór zaproszonych gości. Komentatorami byli Zb. Hołdys, M. Maleńczuk, K. Legierski, J. Poniedziałek, T. Nałęcz, P. Piskorski R. Giertych R. R. Kwiatkowski, I. Krzemiński, R. Markowski.

Ludzie, którzy nie raz pokazali, jak bardzo nienawidzą premiera Jarosława Kaczyńskiego i PIS-u. Myślałam, że nareszcie nastąpi równowaga w przedstawianiu ocen i opinii i zobaczę w śród komentatorów proporcjonalną ilość przedstawicieli dziennikarstwa prawicowego na przykład: braci M. i J. Karnowskich, T. Sakiewicza, J. Targalskiego, J. Lichocką, D. Kanię, J. Pospieszalskiego. Niestety, kierownictwo telewizji publicznej oduczyło się pod rządami PO, co znaczy słowo „obiektywna”.

Absolutnie nie zgadzam się z opinią, która padła podczas „Wieczoru wyborczego”, że przewaga procentowa zwycięstwa jest zbyt mała w stosunku nakładu sił. Ile trzeba mieć złej woli, aby nie pamiętać nieustającego promowania B. Komorowskiego w głównych środków przekazu i ich wrogiego stosunku do A. Dudy. Wystarczy przypomnieć sobie słynne spotkanie telewizyjne pretendenta z redaktor B. Tadlą. Uważam, że zwycięstwo w tak skrajnie niesprzyjających warunkach nawet 0.00000000000000001 % byłoby wielkie, a tu mamy kilkuprocentową przewagę.

Zatkało mnie, gdy zaproszeni goście przekonywali widzów o wielkiej klasie B. Komorowskiego, bo uznał swoją porażkę i pogratulował sukcesu A. Dudzie. To, co we wszystkich krajach jest normą, że przegrany uznaje swoją porażkę, gratuluje wygranej i życzy sukcesów następcy, u nas przedstawiane jest, jako coś nadzwyczajnego. Traktuje się nas jak skończonych kretynów, którzy nic nie wiedzą, na niczym się nie znają i dlatego można im wcisnąć każdy kit, w który uwierzą.

Od razu też zaczęło się napuszczanie A. Dudy na J. Kaczyńskiego, który z nich jest teraz w partii ważniejszy i czy prezes J. Kaczyński nie powinien ustąpić miejsca młodszemu. Co chwila przewijało się pytanie: Czy A. Duda będzie samodzielnym prezydentem?. Jakoś nigdy nie przeszkadzało im to, że B. Komorowski był otoczony ludźmi służb WSI i prawie przez całą kadencję był zapatrzony na wschód.

Zaczęły się rozważania, dlaczego prezydent przegrał. Goście przede wszystkim obwiniali sztab B. Komorowskiego, bo według nich zawiedli ludzie w nim pracujący, którzy stworzyli koszmarną kampanię wyborczą. Oskarżali ich i prezydenta o to, że nie potrafili dobrze zdiagnozować problemów nurtujących, społeczeństwo, chociaż wysyłało ono sygnały chęci zmian. Unikali jednak jak ognia stwierdzenia, że podobnie jak pani Ogórek, głównym autorem klęski jest sam prezydent, który unikał spotkań z ludźmi, a każdorazowo jak do nich dochodziło zamiast poprawienia notowań, na skutek wpadek następował ich odpływ elektoratu. Ponadto przemilczali fakt, że B. Komorowski zapomniał, iż ma służyć narodowi, a nie swojej partii i grupom interesów.

Andrzej Duda musi zdawać sobie sprawę, że będzie przez czas trwania swojej prezydentury pod specjalnym nadzorem środków przekazu. Nie będzie go chronił medialny kokon jak to miało miejsce w przypadku B. Komorowskiego. Wygrał najlepszy z kandydatów stających w szranki wyborcze. Teraz kolej na PiS i Jarosława Kaczyńskiego.