Tak, jak pisałem w poście dotyczącym survivalu, jedną (o ile nie najważniejszą) rzeczą potrzebną do egzystencji człowieka jest woda.

Sztuką jej uzdatniania w wersji przemysłowej zajmują się fachowcy, ja do takich nie należę.

Przedstawię Wam jednak sposoby pozyskania i uzdatnienia wody w warunkach survivalowych, kiedy możemy poradzić sobie w jakiś sposób sami, pozostawieni sami sobie na łonie natury z dala od cywilizacji.

Jak pisałem wcześniej w naszych szerokościach geograficznych uznaje się, że w 72 godziny (najdłużej) możemy odnaleźć cywilizację.

Ale co robić przez te 72 godziny bez wody.

Nie trudno wyobrazić sobie prostą sytuację jedziemy choćby na grzyby do lasu, gubimy się gdzieś, zapada zmrok, musimy przenocować posiadając jakiś zapas wody.

Ile tej wody możemy ze sobą dźwigać wybierając się na grzyby 1 litr???

Czasami bierze się manierkę lub termos o pojemności 0, 75 l.

Jest upał wypijamy wodę, musimy obozować i co wtedy?

Możemy pić wodę z rzeki, cieków, kałuży (czego nie polecam) później mamy biegunkę

i odwadniamy organizm, a to dla człowieka najgorsze.

Ponadto potencjalny zjadacz chleba nie nosi ze sobą puszki przetrwaniowej, zasięgu telefonu komórkowego nie ma wszędzie, więc co robić?

Oczywiście nie poddawać się, obozować, sięgnąć do głowy i pomyśleć w pamięci jak za pomocą kozika, który zakładam mamy możemy zrobić schronienie, jak rozpalić ogień, co można zjeść naturalnego, co rośnie w lesie, itd…

Najważniejsze jednak jest ułożyć sobie w głowie plan działania!!!, i działać.

Tak więc mamy ze sobą coś, co możemy, a w zasadzie musimy wykorzystać.

Zastanówmy się co zabieramy idąc na grzyby.

Na pewno jesteśmy w coś ubrani, mamy zapewne jakiś kozik, mamy jakąś butelkę na wodę, jakąś np. jednorazową reklamówkę w którą mamy zapakowane kanapki, koszyk na grzyby, portfel, klucze

i wreszcie być może grzyby.

Te wszystkie rzeczy mogą posłużyć nam w sytuacji survivalowej jako doskonałe narzędzia.

Wracając do wody (o obozie, jego rozbijaniu, ogniu, pożywieniu i znajdowaniu drogi powrotnej będzie w innych postach)…

Możemy ją pozyskać i uzdatnić w bardzo prosty sposób.

Musimy poszukać jakiegokolwiek cieku wodnego, możemy założyć i szczelnie zawiązać nasz worek/reklamówkę na drzewie liściastym (liście wydzielają wodę, możemy wziąć wodę czerpiąc ją

z rzeki.

Idealnie byłoby wodę przegotować, jednak zazwyczaj zabieramy niestety wyłącznie butelkę pet. Możemy jednak tę butelkę założyć na gałąź drzewa liściastego i rano kilka kropel wody nam się uzbiera.

Jeżeli dysponujemy korą brzozy, możemy z powodzeniem zrobić z niej prowizoryczne naczynie, w którym zagotujemy wodę, umiejętnie paląc ogień.

Możemy także nagrzać kamienie w ognisku i uzdatnić wodę poprzez umiejętne wkładanie ich w odpowiednim momencie do połówki (szerszej) z butelki pet, którą możemy przeciąć.

Z drugiej części naszego peta możemy zrobić prowizoryczny filtr, umieszczając w nim na przykład węgiel drzewny i piasek.

Możemy także odpowiednio rozpoznając zarówno glebę, jak i mniej więcej znając źródła podskórne, czy też korzystając na przykład z opadów, które miały miejsce wykopać dołek prowizoryczną łopatą z gałęzi, w którym umieścimy połowę butelki pet, czy puszki, bądź jakiegokolwiek naczynia, jakie znajdziemy aby uzyskać nieco wody.

W sytuacji bardzo ekstremalnej (zagrażającej naszemu życiu) możemy uzdatniać własny mocz.

Jak rozpoznać czy wodę, którą chcemy poddać uzdatnianiu możemy pobrać do uzdatniania?

Bardzo prosto, zakładam, że jesteśmy w lesie, skoro zgubiliśmy się, jesteśmy z dala od cywilizacji. Szukamy cieku wodnego i po pierwsze patrzymy czy ciek nie ma przebarwień, tłustych plam, itd… po wtóre wąchamy czy nie śmierdzi.

Jeżeli taki ciek znaleźliśmy możemy nabrać do swojej butelki wody i zabrać do swojego prowizorycznego schronienia/obozu.

Teraz kwestia uzdatniania samego wody.

To jeden z najprostszych sposobów.

Proponuję użyć swojego np. t-shirta, chustki, bandamy, arafatki, czegokolwiek np bawełnianego,

z czego zrobimy dwie niewielkich rozmiarów szmatki.

Budujemy trójnóg, wiążemy go gałązką, korzeniem, czymkolwiek aby nam się „nie rozjechał”

i zawiązujemy nasze szmatki w taki sposób aby były w miarę sztywno.

Na pierwszą warstwę do filtracji (pierwsza szmatka) możemy położyć piasek ze żwirem, żwirkiem, ściółką (w zależności jaki las, (w każdej glebie piasek jest należy tylko do niego dotrzeć kopiąc np. prowizoryczną łopatą z gałęzi), jako drugą warstwę użyjmy węgla drzewnego z ogniska (zakładam, że potrafimy go rozpalić).

Jeżeli nie znajdziemy w lesie żadnych śmieci typu puszka i nie posiadamy żadnego metalowego naczynia ze sobą (kubek lub wieczko puszki przetrwaniowej) postarajmy się przygotować naczynie z kory brzozowej.

Zakładam jednak, że jeżeli dobrze rozpoznaliśmy wodę i uzdatnimy ją w sposób, jaki opisałem, być może będzie brudna ale będzie na pewno zdatna do picia.

Są jeszcze inne sposoby uzdatniania wody ale niestety ludzie nie noszą ze sobą filtrów osobistych takich jak choćby najprostszy Life Straw.

Dlaczego?

Ponieważ jesteśmy ignorantami, twierdzącymi, że nic nam się przydarzyć nie może, przecież to zwykłe wyjście na grzyby.

Uzdatnianie wody metodami chemicznymi dokładnie opiszę w innym poście, tutaj przytoczę kilka najprostszych sposobów.

Można także uzdatniać wodę za pomocą jodyny z apteczki czy nadmanganianu potasu (zasada kropla jodyny na 1 litr wody, niewielka ilość nadmanganianu potasu na 1 litr wody, tak aby przełamać kolor), jednak nie znajomość tej techniki może grozić poparzeniem a przecież, my Polacy potrafimy się jedynie śmiać z innych, którzy taką wiedzę posiadają i wykorzystują.

Możemy także uzdatnić wodę tabletką Katadyn z jonami srebra, którą mamy, czy to w apteczce, czy też w naszej puszce survivalowej, ale kto by nosił na co dzień puszkę survivalową, jakiś idiota chyba. Tak więc uważam, że czasem ci idioci, do których się zaliczam, którzy ćwiczą, ćwiczą i jeszcze raz praktykują nie pozostawią swoich dzieci bez opieki a żony w żałobie.

Czego i Wam życzę…

Obejrzyjcie także nasz filmik z terenu, gdzie uzdatnialiśmy wodę z górskiej rzeczki

Outrider radzi, ćwiczcie, ćwiczcie i jeszcze raz praktykujcie…