Cała ta reżimowa swołocz zaczyna dostrzegać, że zbliża się ich koniec i coraz wyraźniej spychani zostają na śmietnik historii. Jesteśmy oto świadkami nadchodzącej wielkiej zmiany pokoleniowej. Andrzej Dudazdecydowanie zwyciężył nie tylko wśród Polaków po 50-tce pamiętających tę pierwszą prawdziwą Solidarność, ale co cieszy najbardziej, także wśród wyborców najmłodszych, czyli ich dzieci, które tamtych czasów nie pamiętają.

W Polsce wybierany w wyborach powszechnych prezydent posiada niezwykle silny społeczny mandat do sprawowania władzy. Zmiana na tym stanowisku i objęcie prezydentury przez przedstawiciela opozycji daje wielką szansę na otwarcie na oścież okiennic i wpuszczenia światła ukazującego Polakom celowo zaciemniany i skrzętnie skrywany prawdziwy obraz stanu naszego kraju rozkradanego i szabrowanego przez rządząca klikę. Nie jest to jeszcze uchylenie okien i wielkie wietrzenie tego gromadzonego przez ćwierćwiecze magdalenkowego smrodu, ale przecież zawsze od czegoś trzeba zacząć.

Jeżeli zrozumiemy z jak potężną i zasobną we wpływy oraz pieniądze polityczno-medilno-finansową mafią udało się wygrać to wtedy naprawdę wystarczy tylko głęboko nabrać powietrza do płuc i zakasać rękawy do dalszej mozolnej pracy w dziele uwalniania Polski od rządzącej nią bandy zdrajców i złodziei.

Jest jeszcze coś bardziej optymistycznego. Potwierdziło się w Polsce to, co mówiono w Ameryce po pierwszym zwycięstwie wyborczym Baraka Obamy. Otóż, kto wygrywa w Internecie ten wygrywa wybory. Siła medialnego reżimowego walca została właśnie przez Internet zneutralizowana, a młody kandydat Andrzej Duda bardziej wsłuchiwał się w to, co niósł Internet niż tradycyjne salonowe szczekaczki i głos pożal się Boże ekspertów mielących ozorami od rana do nocy w rządowych gadzinówkach.

Oczywiście oszołomione klęską magdalenkowe bractwo nie może przełknąć nie tylko swojej klęski, ale i tych oczywistych faktów, dlatego Wyborcza w swoim znanym wrednym stylu tak poinformowała o zwycięstwie Andrzeja Dudy: „Pół Polski na Dudę, pół na Komorowskiego”, „Duda wygrał tylko na wsi”.

Po 10 maja byliśmy świadkami wielkiego i niespotykanego dotąd zintensyfikowania kłamstw, oszczerstw, chamstwa, agresji, manipulacji i dzikiego propagandowego szału, dzięki czemu kolejna potężna grupa Polaków zrozumiała, kim jest ta cała banda szkodników symbolizowana przez Michnika i spółkę oraz duet Lis – Karolak.

Cała ta reżimowa swołocz zaczyna dostrzegać, że zbliża się ich koniec i coraz wyraźniej spychani zostają na śmietnik historii.

Trzeba być nie lada łajdakiem by próbować zestawiać zwycięstwo Andrzeja Dudy z rokiem 1932, kiedy to Hitler parł do władzy w Niemczech. Kim musi być człowiek, w którego chorej głowie lęgną się takie podłości, że był w stanie napisać: Znam te kalkulacje. W 1932 r. komuniści mówili, że najgorszym ich wrogiem jest socjaldemokracja, i jak wygra Hitler, to po kilku tygodniach on się przewróci, a my wszystko weźmiemy. Jako historyk odpowiadam na tę propozycję: ja tę wycieczkę przerabiałem. Czy trzęsące się ze strachu michnikowe portki aż tak bardzo rozdygotały mu organizm, że z jego mózgu uczyniły trzęsącą się galaretę? Jak można było kandydata PiS na prezydenta zestawiać z niemieckim zbrodniarzem? Panie Michnik przyjmij pan do wiadomości, że jesteś pan kompletnie skończony i doszczętnie skompromitowany, a uprawiane przez ciebie antypolskie szkodnictwo będzie w przyszłości opisywane przez historyków i potępiane przez politycznych analityków.

Ojcze redaktorze Michnik zakończę dedykowanymi tobie strofami K.I. Gałczyńskiego.

Posłuchajcie, o dziatki,
bardzo ślicznej balladki:

Był sobie pewien pan,
na twarzy kwaśny i wklęsły,
miał portek z piętnaście par
(a może szesnaście)
i wszystkie mu się trzęsły

Gdy wieje wiatr historii,
ludziom jak pięknym ptakom
rosną skrzydła, natomiast
trzęsą się portki pętakom

Mirosław Kokoszkiewicz

Tekst pierwotnie opublikowany w tygodniku „Polska Niepodległa”