„Czy chcesz by twój wzrok był uzdrowiony?” -pytanie takie zadał mi mój znajomy, gdy byłem w liceum. Mało jest pytań, które tak dokładnie pamiętam.
Gdy wracam do tego pytania uświadamiam sobie, że mój znajomy pytał tak naprawdę, czy chce doświadczyć cudu.
Cud. Słowo, jakby nie z tej epoki. Zapatrzeni w nasze elektroniczne sprzęty, pełni logicznej racjonalności, jakby wyprosiliśmy za drzwi coś takiego jak daleki od realności cud. Ale….
Moja znajoma dzisiaj urodziła córeczkę. Założę się, że gdy tylko na nią spojrzała wiedziała, że właśnie spogląda na cud. Inni znajomi dowiedzieli się ostatnio, że ich dorosła córka ciężko choruje i, zdaniem lekarzy tylko cud może coś zmienić. Oby tak było.
Poznałem ostatnio pewną rodzinę. Byli mocno pokłóceni i połączył ich… udar seniora rodu. Syn, skłócony od lat z tatą, zaczął się nim opiekować, codziennie podnosząc go i wożąc na inwalidzkim wózku. Paradoksalnie, nikt w zgodę nie wierzył i nagle choroba wszystko przemeblowała, cudownie zmieniając perspektywę.
Są zdarzenia straszne, gdy wiara w cuda jest wręcz nie na miejscu. Ale może właśnie wtedy, gdy dni są już policzone, każda doba pełna dobra i milosci jest cudem.
Są sytuacje beznadziejne niczym wirus infekujące przestrzeń naszej duszy. Ale to właśnie wtedy każdy krok do przodu, każda drobna wygrana cudem może być nazwana.
Są dni beznadziejne, gdzie każda chwila boli udowadniając nam, że nie damy rady. Ale może to właśnie wtedy cudem może być aromat zmielonej kawy, uśmiech nieznanego człowieka, lub zwyczajny dotyk wiatru lekko smyrajacy nas po twarzy, tak długo, aż w końcu choć lekki usmiech na niej zagości.
Czy wierzymy w cuda? Nie, nie tylko te sakralne, ale te zwyczajne, proste, nierealne w danej chwili?
W serialu The Chosen, który mocno mnie ostatnio zatrzymał są dwa ważne dla mnie motywy.
Pierwszy to te chwile, gdy Jezus z czułością odsłania ciemność, która zagościła na oczach podchodzących do niego niewidomych. To nie jest zabieg okulistyczny. To momenty, w których wiara i nadzieja stają się namacalnymi narzędziami, które Nauczyciel z Nazaretu wykorzystuje delikatnie i…skutecznie.
Jest też inny moment, gdy cierpiąca na krwotok przez 12 lat kobieta przedziera się przez tłum by choć frędzli chrystusowego płaszcza się uchwycić. W filmie pokazano, że owo przedzieranie się było walką z nienawistnym wzrokiem tłumu który nią gardził, wszak nieczystość rzekomo sprowadzała na nich. Resztką sił i nadziei rzuca się w stronę Rabbiego. Całkowity skok w nieznane….skok jakże skuteczny.
Tak chyba właśnie jest z cudami.
Trzeba się czasem rzucić. alti wie, może natkniemy się na czekające na nas…. frędzle.
Autor: dr hab. Błażej Kmieciak
Polski pedagog specjalny, socjolog, bioetyk, doktor habilitowany nauk społecznych w dyscyplinie nauki prawne, nauczyciel akademicki Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, specjalności naukowe: socjologia prawa, socjologia medycyny, bioetyka, prawo medyczne, prawa człowieka, publicysta.
Zostaw komentarz