Nec Herkules, contra plures w ludowym przekładzie oznacza, że i Herkules dupa, kiedy wrogów kupa. Z satysfakcją więc jako elektorat PiS przyjąłem wygraną tej partii, a zarazem specjalnie się nie martwię, że nie będzie ona przez kolejne 4 lata rządzić, bo razem z miłościwie panującym nam szalenie wojowniczo nastawionym Prezydentem R.P. jest za bardzo zdeterminowaną, żeby walczyć do ostatniego ukraińskiego żołnierza. Co nie jest ani dla Ukrainy, ani dla Polski dobre. Dla nikogo nie jest dobre!

I nie ma się co dziwić, że i z Zachodu i ze Wschodu uruchomiono podczas rozgrywanej u nas bitwy wyborczej działania i środki, które zaowocowały, taką sytuacją polityczną, jaka ona dzisiaj jest. Co przy okazji tej refleksji chciałbym dodać, ano to, że jakbym miał numer telefonu do Jarosława, to zadzwoniłbym do niego i doradził, żeby zaczął się układać z Donkiem, że go będzie cząstkowo popierał, ale niech ten nie bierze do koalicji lewicy, której, czerwony na gębie, pewnie od gorzały führer aż się zachłystywał w niedzielę z radości, że oto, po osiemnastu latach, lewica będzie znowu współrządzić Polską.

Niech Tusk tego nie robi, wystarczy, że będzie zapamiętany przez konszachty z Niemcami jak Konrad Mazowiecki, po co więc ma jeszcze szargać sobie biografię coitusem z pogrobowcami komuny? Przecież jest też, takim samym jak ja kuzynem Sentymentalnej Panny „S”.