Kiedy świat parę dni temu został sparaliżowany awarią Facebooka przypomniało mi się, że pół wieku nieco inne były SMS-y. Komputer na Wydziale Techniki Uniwersytetu Śląskiego przypominał młockarnię w stodole a czekanie na przeniesienie numeru (!) telefonu w Katowicach trwało 7 lat…

W 1977 roku miałem 20 lat z hakiem. Studiowałem dziennikarstwo. Jako żak byłem spragniony kasy i piwa. No to trzeba było dorobić. Przez miesiąc pchałem nocą wózek z gazetami (rotacja drukarni przy ul. Liebknechta, obecnie Opolska) a przez następny roznosiłem telegramy.

Bazą była Poczta Główna przy ulicy nomen omen Pocztowej. Ja mieszkałem na kwaterze przy ul. Skargi u stryjka aktora Tadeusza Łomnickiego.

Nazwy ulic są ważne. Wiele z nich w centrum Katowic zmieniło swoją nazwę. Na przykład Korfantego to była Armii Czerwonej, Raciborska gen. Świerczewskiego, Katowicka Róży Luksemburg, Sokolska generała Zawadzkiego, Chorzowska Dzierżyńskiego…

Telegramy roznosiło się nogami. Nie było służbowych rowerów, a tym bardziej elektrycznych hulajnog.

Potwierdzeniem odbioru telegramu był podpis na tzw. cedułce. Z kolegami pilnowaliśmy tego, aby zagiąć brzeg cedułki na którym od góry pisało na czerwono pogrzeb. Od razu był szok i płacz, no i figa z napiwku. Dawano od 5 zł do 10 zł. Najlepiej płacono przy okazji wesel…

Kiedy koledze biedny dziadek dał za fatygę 20 groszy ten wrzucił mu monetę do skrzynki pocztowej…

O czym pisano w telegramach? O tym samym o czym i teraz. O terminie powrotu z delegacji, wyrazach miłości, zamówieniu szafy, narodzinach potomka… Dalekopisy stukały i wieści niosły się po drucie…

Sławomir Mrożek pisał o transmisji treści telegramu do jednej z zapadłych wsi. – Ojciec umarł! Pogrzeb śroooda! Krzyczał pocztowiec na górce do swego kolegi na następnej górce. Może i tak bywało…

Na pół etatu zarobiłem 1100 zł. Prawie tyle samo też na napiwkach… Pewne zawody przeszły bezpowrotnie do historii. Ale telegraf ma swoje drugie życie. Jako aplikacja – komunikator, która próbuje współzawodniczyć z fejsem…

Zbigniew ZEW Wieczorek