Test na Covid-19

Trochę o koronawirusie jako matka… Wiem długo mnie tu nie było za co serdecznie przepraszam,trochę choroba,trochę złośliwość rzeczy martwych ,jednym słowem kumulacja życiowych przeciwności się na to złożyła. Jednak jestem teraz i opiszę moje doświadczenia z perspektywy mamy a chorowania dzieci w dobie pandemii…

Mój kochany drugi w kolejności syn Szymon w piątek czyli 4.09.2020 r. po niespełna 4 dniach w nowej szkole, wrócił do domu z gorączką… 38,8, zaniepokojona po serii pytać co cię jeszcze boli kochanie podałam paracetamol na zbicie temperatury. Udało się, po około 2 h spadła do 37,6 ale niestety po godzinie wzrosła do 39,6.

W głowie myśli 1000, lekarz rodzinny nie przyjmuje, do szpitala strach jechać, no i pytanie co mu właściwie dolega? Jako matka Polka z dobrze zaopatrzoną apteczką postanowiłam zaczekać, może to typowa trzydniówka.. i tak bujaliśmy się z tą temperaturą do niedzielnego poranka, w między czasie był jeden epizod biegunkowy i oczywiście najbardziej wyczekiwane przez rodziców w okresie choroby dzieci wymiotowanie, i tu już matczyny instynkt sięgną zenitu, dzwonię do dyżurującego lekarza (tak tu w Irlandii też mamy wizyty telefoniczne tzw. telepirady), jak zwykle akcent bolliwoodzki, który do ogarnięcia nie jest łatwy.

Na szczęście lekarz chce rozmawiać z synem, szczęśliwa oddaję słuchawkę i przyglądam się minie Szymona, która zdecydowanie mówi “mamo ja go nie rozumiem” – w duchu mu odpowiadam – ”miałam tak samo synku ale przebrniemy przez to“, suma sumarum lekarz coś bełkocze, ale zrozumiałam, że najlepiej się skontaktować jutro z lekarzem rodzinnym a w razie bardzo złego stanu jechać do szpitala.

No to wiem tyle co i wcześniej… z duszą na ramieniu, gorączkującym i nie jedzącym synem czekam do poniedziałku… 9;30 czas otwarcia mojej poradni… odbiera Pani w recepcji i mówi, że lekarz przedzwoni, no i dzwoni… tyle, że Szymon w między czasie wstaje zdrów jak ryba, w podskokach i ogólnej szczęśliwości… Lekarz rodzinny zaleca aby go zostawić w domu do środy i skontaktować się w razie powrotu temperatury.

Cały dzień spokój, moje 12 letnie dziecię o głowę wyższe ode mnie szczebiocze cały dzień szczęśliwe jak już od dawna czyli od piątku nie było. Nawet zjadł tosta co dodało mi skrzydeł. Jednak wszystko komplikuje wtorkowy poranek, co by nie robić znów termometr pokazał 38,6….

Dzwonię zgodnie z zaleceniem i znów mam czekać aż lekarz oddzwoni.. Jest 10 rano .. I tak między podawaniem paracetamolu i płynów czekam na telefon do godziny 15-stej czyli do granicy mojej cierpliwości. Dzwonię i słyszę, że lekarz jest na lunchu, cieszy mnie to bardzo, odpowiadam,że cieszy mnie iż Pan doktor może spożywać lunch gdyż mój syn nie może od piątku praktycznie jeść, więc ok spokojnie jeszcze poczekamy.

Po krótkiej pauzie z drugiej strony telefonu pada zdanie, że zaraz lekarz oddzwoni… i tym razem szybko, i znów rozmawia ze mną i z Szymonem, potem znów chce ze mną rozmawiać i słyszę to co chyba nikt w obecnych czasach nie chce słyszeć: “uważam, że musimy zgłosić Szymona do wykonania testu na covid-19, objawy za długo się utrzymują, takie mamy teraz procedury”.

Zgadzam się bo cóż mogę zrobić? Instrukcja od lekarza prosta, on to zgłasza, my tylko czekamy na SMSa z godziną i miejscem na wykonanie testu a potem na jego wynik, który powinien przyjść za 3 do 4 dni. Zawiadamiam męża iż ma stawić się z pracy w domu do odwołania, czyli do wyników testu. I następuje ogólna panika, starszy syn Jakub 19 lat, wielbiciel przemyśleń i teorii spiskowych kombinuje i wysuwa coraz to nowe daleko idące wnioski o tym czy potocznie zwany w domu ”młody” ma koronawirusa czy nie i czy co za tym idzie będziemy wszyscy chorzy lub czy nam się upiecze jak to się potocznie mówi.

Mąż wraca, Jakub myśli i dzieli się przemyśleniami, „młody” z temperaturą śpi. I tak upływa popołudnie. Wieczorem przychodzi SMS z wtycznymi gdzie, jak i kiedy. Środa, dzień testu o podanej godzinie jesteśmy na miejscu, test z samochodu, pierwsza napotkana osoba pyta o dane osobowe, podaje młodemu zestaw covidowy (ja tak to nazwałam), czyli torebkę z chusteczkami higienicznymi, workiem na śmieci i 2 maseczkami i instruuje, że ma wydmuchać nos, wyrzucić do załączonego worka, a maseczki nie musi zakładać bo ma 12 lat. Jak już to robi podjeżdżamy do drugiego stanowiska, gdzie znów są sprawdzane dane osobowe, po czym młody słyszy, że wymaz zostanie pobrany z nosa i gardła i, że będzie to zrobione szybko i w miarę bezboleśnie… Tu zachowam obraz tego co się działo dla siebie aby męska duma mojego synka nie została urażona.

Samo pobranie wymazu podsumuję tylko jego słowami: “mamo ja już tego nie chcę przechodzić ponownie”, uspokaja się po obiecanej nagrodzie i wracamy do domu. Czas oczekiwania upływa w miarę szybko, nie licząc dyskusji z Kubą (dość ciekawych ale swoją drogą skąd on wysnuwa te wnioski…), obowiązkami domowymi i ogólną bezpłatną sielanką gdyż mąż nie pracuje. Jest piątek u młodego duża poprawa, rośnie duch w narodzie i wzmacnia się, bo od znajomych i rodziny napływają podtrzymujące na duchu wiadomości. Jest, przyszedł SMS, to nie covid-19 !!!!!!! Możemy odetchnąć do następnego przeziębienia.

Kochani opisuje to pół żartem pół serio, bo z perspektywy czasu. Jednak towarzyszył mi ogólny strach przed tym, a co jeśli to covid? Piotrek na wolnym bezpłatnym… Kuba miał wracać na studia nie wspominając ile ludzi mogło być zagrożonych zachorowaniem gdyż mieli z nami kontakt. Przetrwaliśmy ten pierwszy raz.

Piszę pierwszy bo nie ostatni. Wytyczne w szkołach są absurdalne, dzieci z katarem mają siedzieć w domu, z kaszlem również jak i z innymi objawami wszelkich chorób czy alergii. Nie wiem ile młody dni spędzi w tym roku w szkole i ile się nauczy, myślę o tym z dużymi obawami co nam przyniesie jeszcze przyszłość covidowa.

42 letnia Matka Polka mieszkająca z rodizną w Irlandii. Od czterech lat ma zdiagnozowany Zespół Chiari i Jamistość rdzenia kręgowego, dwa lata temu przeszła operację obarczania szczytowo potylicznego. Jak sama mówi: „mam wsparcie bliskich, męża mojego anioła stróża i przyjaciół, jestem szczęściarą!”.
By |2020-09-14T21:13:50+01:0014 września, 2020|Felietony|Możliwość komentowania Test na Covid-19 została wyłączona

Udostępnij ten artykuł, pomóż Nam dotrzeć do innych!

O autorze:

Niezależny portal obywatelski. Łączymy ludzi, dla których pisanie jest pasją. Poruszamy tematy, które dla innych mediów są zbyt trudne.