Cała akcja w Trybunale Konstytucyjnym wymyślona była tak by po pierwsze: Prezydenta nie było w kraju, po drugie – by ludzie (także urzędujący sędziowie TK) rozjechali się z Warszawy do rodzin na Wszystkich Świętych, które w Polsce jest bardzo uroczyście obchodzone, jako święto zmarłych. Sędziów TK, którzy nie złożyli ślubowania przed Prezydentem wwieziono od tyłu, przez zazwyczaj zamkniętą bramę łaczącą siedzibę TK z Kancelarią Premiera. Przedtem Trybunał obstawiono policją i nie wpuszczono do środka jego legalnego prezesa i wiceprezesa. Następnie jedna z sędziów wybranych, ale niezaprzysiężonych, ogłosiła się tymczasową szefową TK i zaczęła zarządzać.
Problem w tym, że Polacy nie za bardzo lubią rozwiązywanie sporów politycznych za pomocą policji… I to niezależnie od tego czy są „wyznawcami” PiS czy nie są. I ja tego bardzo nie lubię. Źle mi się kojarzy.

Co do racji, to w tym sporze żadne nie są krystalicznie czyste, ale warto się przyjrzeć, jak to wszystko wyglądało od początku. Wiem, że czytuje moje posty wielu cudzoziemców. Warto by także oni nie byli skazani jedynie na uproszczony, rządowy, propagandowy przekaz. (A na przykład do telewizyjnej wymiany międzynarodowej TVP, daje oczywiście wyłącznie głosy popierające stronę rządową).

Tego co dzieje się teraz nie sposób zrozumieć, jeżeli nie wie się, źe od lat i to nie od 10 lat, ale znacznie dłużej, trwa polityczna walka o kontrolę nad Trybunałem Konstytucyjnym. Jest to bowiem specyficzne ciało, w którym używając czasem bardzo zawiłych interpretacji Konstytucji, 3 sędziów (przy 5 osobowym składzie orzekającym) może w zasadzie obalić prawo uchwalone przez kilkuset posłów i zatwierdzone przez Senat. Tak więc stawka jest wysoka.

Do 2015 r. większość w Trybunale miała (w szerokim sensie) opcja ideologiczna i polityczna kojarzona z obecnym rządem, przy sporym, zwłaszcza z początku, udziale postkomunistycznych sędziów z okresu PRLu. Gdy w 2015 r. został wybrany prezydent Andrzej Duda i zapowiadała się wielka zmiana polityczna na korzyść tzw. prawicy, strona rządząca postanowiła szybko zabezpieczyć sobie na przyszłość większośc w Trybunale (gdzie kadencje trwaja 9 lat!).
Sędziów TK wybiera się indywidualnie. Dotychczasowy obyczaj polityczny nakazywał, w sytuacji gdy sędziemu kadencja kończyła się już po wyborach, choć przed formalnym ukonstytuowaniem się kolejnego Sejmu, pozostawienie wyboru jego następcy temu nowemu Sejmowi. Niemniej nie był to obowiązek prawny, a tylko zwyczaj. Tym razem taka była sytuacja w przypadku 3 wakatów. Koalicja Platformy Obywatelskiej postanowiła czym prędzej wybrać tych trzech, a co gorsza także i dwóch kolejnych sędziów na miejsca, które zwalniały się już po ukonstytuowaniu się nowego Sejmu (czyli w grudniu) . W tym celu błyskawicznie „poprawiono” ustawę o Trybunale i 8 października 2015 r. wybrano wszystkich 5 sędziów. Prezydent Andrzej Duda zwlekał jednak z przyjęciem ich ślubowania, a było (wtedy jeszcze było🤷🏼‍♀️)oczywiste, że sędziowie przystępują do orzekania dopiero po złożeniu ślubowania wobec Prezydenta.
12 listopada nowy sejm się zebrał i nastepnie dokonał reasumpcji uchwał o powołaniu 5 sędziów i na ich miejsce powołał 5 nowych. Przy czym odbyło się to w swoistym wyścigu z jeszcze urzędującym (a wkrótce byłym) prezesem Trybunału sympatyzującym z PO Andrzejem Rzeplińskim. Rzepliński, dobry prawnik, zdając sobie sprawę, źe sprawa „wyborów awansem” jest nie do obrony, zwołał posiedzenie Trybunału Konstytucyjnego na 3 grudnia. Trybunał uznał, że wybory dwóch sędziów były niedopuszczalne, a trzech dopuszczalne, ale juź 2 grudnia nowa wiekszośc parlamentarna z PiS wybrała 5, a nie tylko 2 sędziów, na wszelki wypadek nie czekając na wyrok Trybunału, a 3 grudnia Prezydent przyjął ślubowanie. Skorzystano z tego że wszystkich 5 zostało wybranych w jednej procedurze, którą hurtem uznano za nieważną. W ten sposób „skok” PO na 2 miejsca zmienił się w „skok” PiS na 3 miejsca.
To był grzech pierworodny. Potem były kolejne, gdy do Trybunału wchodzili aktywni politycy, tacy jak pani Pawłowicz, czy pan Piotrowicz, albo sam obecny prezes Święczkowski, a prezes Julia Przyłębska była znana ze szczegolnie dobrych relacji z prezesem Kaczyńskim. Teraz premier Tusk postanowił posunać się jeszcze dalej i nie ograniczyć się do kruczków prawnych, a po prostu wyegzekwować „przejęcie” Trybunału siłą. Sejm wybrał 13 marca 2026 r. 6 nowych osób, Prezydent 1 kwietnia przyjął śłubowania od dwóch z nich. W przypadku pozostałych argumentowal, że wybrani zostali „hurtem” i nie stwierdzono kto na czyje miejsce, a tak prawidłowo (indywidualnie) powinny się odbywać wybory członków TK. Ta czwórka w tydzień póżniej wykonała dziwną i nieprzewidzianą Konstytucją ceremonię ślubowania w Sejmie, ktorej Prezydent nie uznaje i oświadczyła, że teraz juź mogą orzekać. Na jesieni pojawiły się kolejne dwa wakaty. Na jeden z nich został wybrany wierny zausznik Premiera Maciej Berek, nie spełniajacy formalnych wymogów wyboru. Cały czas jednak prezes TK Święczkowski i jego zastępca Sochański nie dopuszczali do orzekania sędziów, którzy nie złoźyli ślubowania. . To właśnie miało zostać przełamane siłowym „przejęciem” Trybunału.

TK stał sie ofiarą nagminnego łamania standardów prawa i przyzwoitości (zwłaszcza), w sytuacji gdy lojalność grupowa czy polityczno – partyjna zdecydowanie wyżej jest ceniona i znacznie częstsza w życiu publicznym, niż wierność zasadom WBREW swojej grupie czy środowisku politycznemu.

Dlatego uwaźam, źe na wage złota są głosy niezaleźne, takie jak w swoim czasie głos odrębny sędziego Pszczółkowskiego przeciwko uznaniu za niekonstytucyjną wieloletniej ustawy antyaborcyjnej, co skutkowało drastycznym zaostrzeniem prawa w tym zakresie, czy jak dziś – profesora Matczaka, albo głos prezesa Naczelnego Sądu Administracyjnego.
Bez żelaznego stosowania głęboko uwewnętrznionych ZASAD równo do „swoich” i „obcych” będziemy się smażyć w tym plemiennym piekiełku ku uciesze naszych wrogów – bez końca.

Autor: Agnieszka Maria Romaszewska-Guzy
Polska dziennikarka prasowa i telewizyjna, od 2006 do 2024 dyrektor Biełsat TV, od 2011 do 2016 roku wiceprezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.