Bruksela zamiast naprawiać błędy własnej polityki, sięga po kolejne dopłaty, które mają „ratować” europejski przemysł samochodowy. Tymczasem to właśnie unijna biurokracja, zielony ład i socjal rozłożyły konkurencyjność gospodarki. Europa nie leczy choroby – tylko znieczula pacjenta, który już umiera.
Leczenie kiły tyfusem
Unia Europejska w końcu zauważyła, że europejskie firmy motoryzacyjne nie są w stanie konkurować z chińskimi producentami. Normalną reakcją byłoby zadanie sobie pytania: dlaczego Chiny znów wygrywają z przemysłem UE?
Odpowiedź jest oczywista. To chory system socjalny, który przyciąga „uchodźców” z całego świata, to tysiące regulacji dławiących przedsiębiorczość, to biurokracja i gigantyczne koszty „zielonego ładu”. Innymi słowy – przyczyną upadku konkurencyjności jest sama polityka Unii Europejskiej.
Dopłaty zamiast rozumu
Zmiana tej polityki oznaczałaby przyznanie się do błędu, a na to eurokraci nie mogą sobie pozwolić. Przecież – jak to powiedział Hołownia – „cały świat zazdrości nam regulacji”.
Dlatego zamiast reform, mamy rewolucyjne rozwiązanie – dopłaty!
Jeszcze niedawno, gdy Polska próbowała ratować swoje stocznie państwowymi dopłatami, zostało to uznane za karygodne i zakończyło się karą. Teraz, kiedy problemy ma przemysł samochodowy, nagle dopłaty okazują się „świetnym rozwiązaniem”. I to nie jednorazowe – ma powstać system dopłat, który będzie działał nieustannie.
„Na rympał” – redystrybucja po europejsku
Pamiętacie, jak Zachód zarzucał Chinom manipulowanie kursem juana, by zwiększyć konkurencyjność swoich firm? W UE nie będzie tak finezyjnie. Tu pójdzie po prostu „na rympał”.
Odbierze się pieniądze tym, którzy potrafią je zarabiać, i da tym, którzy nie potrafią – czyli koncernom samochodowym. A że właścicielami są głównie Niemcy i Francuzi? Cóż, wtedy to „inny przypadek”.
Znieczulenie zamiast leczenia
Zamiast usunąć przyczyny niekonkurencyjności przemysłu, Unia stosuje finansowe znieczulenie, które konserwuje patologiczny układ.
To tak, jakby pacjenta z sepsą leczono środkami przeciwbólowymi – choroba się rozwija, a kiedy znieczulenie przestanie działać, pacjent i tak umrze.
Unia na drodze do upadku?
Trudno oprzeć się wrażeniu, że UE jest rządzona albo przez niekompetentnych polityków, albo przez ludzi, którzy świadomie dążą do jej zniszczenia.
Jedynym rozsądnym wyjściem pozostaje więc przygotowanie się na nadchodzący upadek Unii Europejskiej – lub zawczasu poszukać drogi ucieczki z tego projektu, który coraz bardziej przypomina chorego, podłączonego już tylko do aparatury finansowej podtrzymującej życie.
Zostaw komentarz