Analiza i ocena sformułowana przez pana Kowala byłaby słuszna, gdyby nie kilka uogólnień, które sformułował. Mam nadzieję, że podświadomie.

Po pierwsze, „Przyjeżdżają, licząc na poprawę warunków życia. Dlaczego czasem spotykają się z gorzkim rozczarowaniem? – Wynika to przede wszystkim z nasilających się nastrojów ksenofobicznych i atmosfery, które pojawiają się w Europie – mówi w rozmowie z Onetem były europoseł dr Paweł Kowal, ekspert ds. polityki wschodniej”. Nie można sugerować, że Polscy to ksenofoby, które uległy europejskiej „atmosferze”. Nie można też zrównywać emigracji Ukraińców i tzw. „uchodźcami”. To tych ostatnich boją się, nie chcą u siebie Polacy, podobnie jak „biała” Europa, będąca w większości zdominowana i skuta politporawnością. nawet prawnie w wielu krajach Zachodu. Emigracja Ukraińców polega na czym innym i my, Polacy, dobrze o tym wiemy.

Po drugie, pan Kowal zdaje się pomniejszać czynnik historyczny. Wyjątkowo ważny dla nas, od których wymaga się ciągłego kajania za godne najwyższego potępienia incydenty wobec Żydów, lecz cały czas są to incydenty, których nie można nazwać zaplanowanym ludobójstwem, przeprowadzonym ze ściśle określoną precyzja. Skala tych ofiar – nie powinno być ani jednej – jest chyba o stokroć mniejsza od Holokaustu i Wołynia. Nic więc dziwnego, że Polacy upominają się o tysiące swoich rodaków bestialsko zamordowanych przez Ukraińców. I tu dochodzimy do konkluzji tego punktu: za niechęć do naszych sąsiadów z Ukrainy odpowiadają na równi oba rządy – i ten w Kijowie i ten w Warszawie. To punkt trzeci.

Po trzecie, zacznijmy od Kijowa. Dobrze wiem, że w tym 60 milionowym kraju zwolenników UPA i Bandery jest gdzieś około 10 tysięcy i to też pewnie przesada. Reszta ludzi albo nic nie wie o historii, albo jest im to obojętne, albo jest przeciwna. Niestety, ta mała grupa ma trochę forsy i jest dość wpływowa. Rząd Ukrainy sam powinien ich zneutralizować, bo wiadomo, że większość z nich może być na żołdzie zupełnie kogoś innego. Strach Poroszenki przed Banderowcami świadczy tylko o tym, że muszą trzymać wiele ważnych nitek w ręku, co nie oznacza, iż mają poparcie społeczne. Strach jednak stworzy z nich siłę, a czasem warto walnąć, a nie głaskać po głowie. Warszawa, z kolei, propaguje jedynie „politykę miłości bez względu na cenę”. To też wpływa na niechęć do Ukraińców, ponieważ brak zdecydowanej krytyki ze strony rządu Ukrainy za tolerowanie nazistowskich, jawnie antypolskich ugrupowań, tworzy mit o „lobby ukraińskim”. Wszyscy zdajemy sobie sprawę ze znaczenia Ukrainy dla nas i z konieczności wyrwania z moskiewskich wpływów, ale dlaczego nikt oficjalnie nie zażąda od Kijowa wyeliminowania tych wpływów, a w tym wszystkich czynników, które odcinają Ukrainę od pełnego porozumienia z nami i prowadzą do działań wbrew opinii społecznej w obu krajach. Oczywiście, że myślę o bandytach z UPA. To nie jest tak, że Poroszenko nada nazwę ulicy, by zadowolić Banderowców, a my nie zwracamy na to uwagi, ponieważ liczymy, że to się uspokoi. Rząd Republiki Weimarskiej postępował podobnie. Potem cały świat. Dał Hitlerowi i NSDAP czas i czym to się skończyło? Nieleczona gangrena, a czasem kuracja bywa „brutalna” nie zniknie od zmiany opatrunków, lecz pożre całe ciało. Poza tym, taka „polityka wyrozumiałości” ma często odwrotny skutek. Na Ukrainie może zrodzić potężną antypolską siłę, a w Polsce tworzy naturalny opór społeczny, wyrażany w owej „niechęci”, na którą skarży się pan Poseł. W dodatku powoduje uogólnienie obrazu mniejszości na cały naród, a to jest bardzo złe.

Po czwarte, bardzo dobrze, że pan Kowal zauważa warunki, jakie mają w Polsce ukraińscy pracownicy. Nikt tego nie badał oficjalnie, a ja sam przeprowadziłem ograniczone „badania” i muszę stwierdzić, że Ukraińcy w Polsce są w większości traktowani, jak niewolnicy. Opłacani źle i wykorzystywani przez pracodawców do granic możliwości. Przyjęliśmy ich, otworzyliśmy prawie granicę i szkoda, że żaden rząd nie pomyślał o stworzeniu barier dla nowoczesnego niewolnictwa. Władza ma przecież doświadczenie, bo wie, jak traktowani są Polacy, którzy się w końcu zbuntowali przeciwko temu. Pan Kowal nie zauważył także, iż znakomita większość Ukraińców pracuje w firmach, których właściciele nie są polskimi przedsiębiorcami, lub są częścią obcego kapitału. W wielu wypadkach rosyjskiego. To też element wpływający na wzajemny odbiór naszych krajów przez ich narody. Warto by się nad tym zastanowić i zbadać tą sytuację, a potem wyciągnąć wnioski. Z kontrwywiadowczymi włącznie. Na przykład, częstymi gośćmi i praktycznie sponsorami „Domu Ukraińskiego”, albo czegoś w tym rodzaju są Ukraińcy, ale dziwnym trafem są także przedstawicielami film zachodnich, w tym zza oceanu, z dużym udziałem kapitału rosyjskiego. Prowadzą nawet szkolenia w Moskwie.

W tym poście nie piszę o Ukraińcach, którzy przyjechali tu na przygotowane wcześniej miejsca i w określonym celu. tacy też są, ale oni unikają społeczności swojego kraju.