Przeglądając portal Pressmania.pl, trafiłam na artykuł pani Agnieszki Marii Romaszewskiej-Guzy „Wybory POWINNY SIĘ ODBYĆ jak najszybciej. Są niezbędne w demokracji!” (czytaj więcej), którego treść nie odpowiada tytułowi, bowiem „jak najszybciej” nie oznacza, iż wybory prezydenckie powinny odbyć się zgodnie z art. 128 Konstytucji RP, w dniu wolnym od pracy przypadającym między 75. a 100. dniem przed końcem kadencji urzędującego prezydenta, a więc w maju.

Autorka w tekście sama sobie zaprzecza, bowiem raz pisze, że gdyby się one odbyły w maju to „wprowadzą nas, na ileś następnych lat, na szlak niekończących się prawnych sporów, delegitymizacji i podważania samej, NAJBARDZIEJ PODSTAWOWEJ, ISTOTY POLSKIEJ DEMOKRACJI”, by dalej stwierdzić „powie ktoś, co z tego, że jakaś, nawet spora, część obywateli będzie podważała wybory, czemu mamy się tym przejmować? (…) Przecież to nic nowego i tak opozycja już OD DAWNA utrzymuje, że w Polsce demokracja umarła, mamy autorytaryzm i robi co może by delegitymizować władzę. Owszem. To prawda. Ale dotychczas jej argumenty są mocno naciągane i polegają w większości na prawniczej ekwilibrystyce”.

Nie rozumiem z czym pani Romaszewska się zgadza z tym, że w Polsce demokracja umarła czy z tym, iż opozycja wszelkimi sposobami delegitymizuje władzę.

Nie powinna się pani przejmować tym, że wybory odbędą się w maju, bowiem bez względu na termin i tak opozycja będzie podważała ewentualne zwycięstwo A. Dudy. Roman Giertych napisał „Plan dla opozycji” według którego „w przypadku ogłoszenia zwycięstwa Andrzeja Dudy wspólne zaskarżenie wyników do SN. W przypadku wygrania wyborów przez któregoś z kandydatów opozycji wspólne uznanie tych wyników za wiążące”.

Poza tym demokracja ma to do siebie, że wygrywa ten który zdobędzie większość głosów. Gdy wybory są równe, tajne, bezpośrednie i powszechne, to nawet gdyby na wybory poszła tylko pani Agata Kornhauser-Duda i oddała głos na męża, to on wygrywa.

Pisze pani, że wybory „w pełni korespondencyjne – są w obecnej sytuacji NIE DO PRZEPROWADZENIA. Są nie do zorganizowania w sposób sprawny i nie do przeprowadzenia w sposób zapewniający przejrzystość, i (…) nie opowiadajcie mi, że może być inaczej. Ponad 25 lat pracuję w państwowej instytucji i wiem, jak działa polskie państwo, gdzie ma swoją siłę, a gdzie wielkie słabości”.

Jeżeli się one nie odbędą, to nigdy nie dowiemy się czy jesteśmy w stanie zorganizować je sprawnie i przejrzyście. Tego typu stwierdzenie to nie tylko brak wiary w możliwości państwa polskiego, ale i automatycznie sytuowanie nas w roli państwa peryferyjnego, które nie potrafi niczego sprawnie przeprowadzić. Najlepiej niech za nas decydują inni, mądrzejsi. Oni już dobrze wiedzą kto powinien być u nas prezydentem i co dla nich jest dobre. Ja wierzę w swoje państwo.

Pisze Pani „Nie ma ludzkiej siły by w kilka tygodni zorganizować normalne, przejrzyste i uczciwe wybory korespondencyjne”, w przeciwieństwie do Pani uważam, że mimu obstrukcji działań marszałka Grodzkiego, europosłów, posłów i senatorów opozycji oraz prezydentów i burmistrzów miast którzy zapowiadają, że nie przekażą list wyborczych Poczcie Polskiej, można w ciągu kilka tygodni je zorganizować w taki sposób by były normalne, przejrzyste i uczciwe.

Odnosząc się do oceny posła Gowina – „Jeśli Gowin usiłuje coś z tym zrobić, uzyskać choć ułamek elementu politycznego konsensusu wokół wyborów, stając na głowie i dorabiając się przy okazji miana zdrajcy, politycznego naiwniaka, idioty itd – ma absolutną rację”. Całkowicie nie zgadzam się z tą oceną. Jedynie co Gowin ma to gen destrukcji.

W wywiadzie „Pierwszy termin to sierpień” (Do Rzeczy”, 20.04.2020, nr 17) mówi „Chęć nadania Polsce podmiotowości w relacjach międzynarodowych to coś, co bardzo silnie łączy mnie z Jarosławem Kaczyńskim. Szanuję go też za to, że – w przeciwieństwie do Tuska – władza nie jest dla niego celem samym w sobie, tylko narzędziem do zmieniania rzeczywistości na lepsze, do głębokiej przebudowy Polski”. (…) J. Kaczyński opowiada się za zmianami szybkimi, radykalnymi i narzuconymi centralnie. Ja jako konserwatysta, bardziej ufam tym oddolnym, ewolucyjnym, zdecentralizowanym”. (…) Gdybym zerwał koalicję rządową, partia którą tworzę, i ludzie, którzy mi zaufali, zostali by zmarginalizowani”.

Jego działania zaprzeczają wypowiedziom zawartym w wywiadzie. W czasie gdy mamy pandemię, suszę i początki gigantycznego kryzysu ekonomicznego które zagrażają bytowi państwa, potrzebne są spokój, jedność i współpraca w Zjednoczonej Prawicy. Natomiast jego działania tego nie zapewniają, wręcz przeciwnie doprowadzą do rozbicia Zjednoczonej Prawicy, a tym samym upadku rządu.

Gdy czytam „Wybory przesunięte o kilka miesięcy poprzez krótkotrwałe wprowadzenie stanu wyjątkowego i przyzwoicie zorganizowane – to dla Polski ratunek. Ale czy ktoś chce tu ratować Polskę, czy też tylko każdy myśli o własnej d…?”, to zastanawiam się czy pani Romaszewska-Guzy słyszała o konsekwencjach wprowadzenia stanu wyjątkowego?

Mówił o nich zarówno J. Kaczyński jak i poseł Gowin. Po wprowadzeniu jednego ze stanów (wojennego, wyjątkowego i klęski żywiołowej) Polska będzie musiała wypłacić obywatelom, firmom i zagranicznym koncernom, gigantyczne odszkodowania co w konsekwencji może doprowadzić do jej bankructwa.

Zgodnie z ustawą o odszkodowaniach wydana na podstawie art. 228 ust. 4 Konstytucji daje możliwość wprowadzenia odszkodowań za straty spowodowane stanami nadzwyczajnymi (np. za zamknięcie hoteli, restauracji, ograniczenia w transporcie, czy za zakaz przemieszczania się).
Odnosi się do wszystkich trzech stanów nadzwyczajnych.

Nie ma znaczenia ile on będzie trwał. Sam fakt wprowadzenia stanu znakomicie wykorzystają zwłaszcza biura prawne zagranicznych koncernów.

Jak skuteczni są zachodni prawnicy pokazał przypadek holenderskiej firmy Eureko. Rząd Jerzego Buzka sprzedał 20% akcji PZU za kwotę 2 miliardów złotych portugalsko-holenderskimu konsorcjum Eureko. W aneksie do umowy prywatyzacyjnej podpisanym w 2001 roku zawarta została klauzula sprzedaży dodatkowych 21% akcji przez Skarb Państwa. Klauzula pozostawała jednak niezrealizowana, co stało się przyczyną konfliktu pomiędzy Eureko a Skarbem Państwa.

Strona polska, odmawiając sprzedaży wspomnianych 21% akcji, zarzucała konsorcjum Eureko złamanie umowy, która zabraniała m. in. zakupu akcji za pieniądze z kredytu oraz nierzetelne wykonanie usługi doradczej przez holenderski bank ABN Amro, ponieważ powstał konflikt interesów – holenderski bank był w tym czasie powiązany kapitałowo z Eureko oraz zatrudniał jako doradcę Marka Belkę, który był równocześnie członkiem rady nadzorczej BIG Banku Gdańskiego.

Mimo bardzo mocnych argumentów Międzynarodowy Trybunał Arbitrażowy w Londynie nie wziął ich pod uwagę. Wydał werdykt zgodnie z którym Polska była odpowiedzialna za „opóźnienie prywatyzacji PZU na szkodę konsorcjum Eureko”. W ramach ugody skarb państwa wypłacił niedoszłym portugalsko-holenderskim właścicielem PZU 4,75 mld zł.

Na zakończenie pani Agnieszka Maria Romaszewska-Guzy pisze „jeśli jednak przy wykręcaniu rąk wybory korespondencyjne mają się odbyć już zaraz, teraz w maju, będą to pierwsze wybory w III RP w których nie wezmę udziału”.

Mówi się trudno. By zapobiec kryzysowi konstytucyjnemu ja z rodziną weźmiemy w nich udział. W przeciwieństwie do niej wierzę w sprawność Poczty Polskiej

Słuchając Pani wypowiedzi w „Salonie dziennikarskim”, niejednokrotnie miałam wrażenie, że bliżej Pani do PO niż do PiS. Ten artykuł jest tego potwierdzeniem.

Foto: internet