Kadencja Prezydenta RP się kończy. Wybory korespondencyjne, albo częściowo korespondencyjne, są zapewne w najbliższym czasie bardziej bezpiecznym rozwiązaniem.
Jest w tym wszystkim tylko jeden, ZASADNICZY kłopot. Te bezpieczniejsze z punktu widzenia epidemicznego wybory – w pełni korespondencyjne – są w obecnej sytuacji NIE DO PRZEPROWADZENIA. Są nie do zorganizowania w sposób sprawny i nie do przeprowadzenia w sposób zapewniający przejrzystość i nie wprowadzający nas, na ileś następnych lat, na szlak niekończących się prawnych sporów, delegitymizacji i podważania samej, NAJBARDZIEJ PODSTAWOWEJ, ISTOTY POLSKIEJ DEMOKRACJI. I nie opowiadajcie mi, że może być inaczej. Ponad 25 lat pracuję w państwowej instytucji i wiem, jak działa polskie państwo, gdzie ma swoją siłę, a gdzie wielkie słabości.
Opozycja kwiczy przeraźliwie, bo te wybory przegra (tu można dodać zależnie od preferencji: niestety lub na szczęście). I to najpewniej przegra je czy będą w maju czy sierpniu czy we wrześniu. W związku z tym próbuje bujać całym krajem jak łódką, w nadziei, że może ktoś z niej wreszcie wypadnie (ale narazie wszystkim tylko rzygać się chce) tworzy wyszukane konstrukcje, w myśl których już nawet Konstytucja może być w zasadzie niezgodna z Konstytucją, bredzi o wirusie na kartach do głosowania, odmawia podawania Poczcie Polskiej spisów wyborców itd
No trudno, powie ktoś, co z tego, że jakaś, nawet spora, część obywateli będzie podważała wybory, czemu mamy się tym przejmować? Przecież to nic nowego i tak opozycja już OD DAWNA utrzymuje, że w Polsce demokracja umarła, mamy autorytaryzm i robi co może by delegitymizować władzę. Owszem. To prawda. Ale dotychczas jej argumenty są mocno naciągane i polegają w większości na prawniczej ekwilibrystyce.
Dopuszczenie do tego, by realne i dające się logicznie uzasadnić, wątpliwości zaczęły otaczać same wybory – to działanie przeciw polskim interesom . Bardzo szkodliwe.
Nie ma ludzkiej siły by w kilka tygodni zorganizować normalne, przejrzyste i uczciwe wybory korespondencyjne.
Jeśli Gowin usiłuje coś z tym zrobić, uzyskać choć ułamek elementu politycznego konsensusu wokół wyborów, stając na głowie i dorabiając się przy okazji miana zdrajcy, politycznego naiwniaka, idioty itd – ma absolutną rację.
Tylko partnerów chyba nie ma w Bandarlogu opozycyjnym i to jest kłopot.
Wybory przesunięte o kilka miesięcy poprzez krótkotrwałe wprowadzenie stanu wyjątkowego i przyzwoicie zorganizowane – to dla Polski ratunek. Ale czy ktoś chce tu ratować Polskę, czy też tylko każdy myśli o własnej d…?
Jeżeli jednak wybory odbędą się w części normalnie (zgodnie z ustawą „epidemiczną”), w terminie jaki przewiduje konstytucja – na co wiele obecnie wskazuje – pomimo wszelkich zagrożeń udam się na nie, choćby minister Szumowski zapowiadał wzrost wykładniczy i szczyt pandemii w grudniu przyszłego roku.
Jeśli będą korespondencyjne w sierpniu – grzecznie pobiorę wszystkie karty z odpowiednich skrzynek i będę pilnować oraz wzywać Trzaskowskiego by wszystko Poczcie wydał, jak trzeba.
Jeśli jednak przy wykręcaniu rąk wybory korespondencyjne mają się odbyć już zaraz, teraz w maju, będą to pierwsze wybory w III RP w których nie wezmę udziału.
Autor: Agnieszka Maria Romaszewska-Guzy
Polska dziennikarka prasowa i telewizyjna, dyrektor Biełsat TV, od 2011 wiceprezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich
Zostaw komentarz