Znów szedłem na brzezinę ale tym razem nie po gałązki na winyki ale po liście brzozy, które sprzedaję do skupu jako surowiec zielarski. Przed sprzedaniem jeszcze to ususzyć trzeba. Sporo roboty ale zawsze to dodatkowe „hroszy”. Jeszcze więcej roboty jest z kruszyną, z której trzeba ściągnąć korę przed ususzeniem. Dostajemy za kilogram suszu parę złotych a w aptece więcej kosztuje mała paczuszka, którą kupują młode dziewczęta, by mieć sraczkę i się w ten sposób odchudzać.

Tym razem jednak liści brzozy nie przyniosłem ani żadnego innego ziela. Za to widziałem Boga! Jej Bohu! Baczył Boha! Siedział na podwyższeniu i w szatach jakby z ikony. Było to w lesie, niedaleko miejsca, gdzie, jak mówią, kiedyś zamordowano wielu ludzi. Nazywają je Krwawy Łuh, bo ponoć od czasu do czasu pojawia się tam krew dawnych ofiar. Ja tam nie wiem jak było bo tego nie widziałem…ale Boga widziałem! Kiedy go zobaczyłem, padłem na kolana, zacząłem się żegnać i odmawiać modlitwy, tak jak mnie uczono. Jednak on odezwał się:

– Daj spokój Wańka! Chcę z Tobą pogadać jak człowiek z człowiekiem.

– To miło mi, że chcesz rozmawiać z takim marnym człowieczkiem jak ja!

– Każdy człowiek marny a szansę, by urosnąć ma tylko ten, co zdaje sobie z tego sprawę! Pamiętasz swój sen?

– No tak. Strasznie się wtedy wystraszyłem…

– Niepotrzebnie, bo to był dobry sen, był ode mnie. Nie wszystkie sny ode mnie pochodzą ale czasami przemawiam do moich dzieci także w ten sposób. To jeszcze nie był twój czas ale powoli musisz się przygotować na odejście.

– No, trudno, chociaż jeszcze jestem głodny życia. Dobrze mi tutaj

– Wiem, to cudowne miejsce, choć wielu tego nie docenia i ma nawet do mnie żal, że ich tu umieściłem, że tu się urodzili i wychowali.

-Ja tam jestem zadowolony. Pracowałem w różnych miejscach ale tu wróciłem!

– Ale teraz masz na koncie w Niebie, te dwadzieścia tysięcy, które otrzymałeś we śnie.
Boję się, że je roztrwonisz. Wiem, że udajesz większego pijaka niż jesteś. Jesteś jednak już uzależniony a to jest groźne i może prowadzić do zguby

– Wiem Panie Boże.

– Na razie żyj sobie spokojnie, Wańka! Jednak powoli przygotowuj się na daleką podróż.

Pojawiła się mgła i po paru minutach zniknęła. Zniknął też Bóg. Później namawiałem ludzi, by postawić kapliczkę w tamtym miejscu, ale nikt mnie nie słuchał.

WAŃKA Z DOLINY PULWY – powieść w odcinkach – zapraszam do czytania!

Drodzy Czytelnicy,
Zaczynam publikację kolejnej kresowej powieści w odcinkach – historii zanurzonej w autentycznych losach ludzi z pogranicza Podlasia i Polesia.

Postać Wańki ma swój pierwowzór w osobie śp. Wańki Bomko z Wólki Nurzeckiej. To nie biografia, lecz powieść – jednak każda jej strona przesiąknięta jest prawdą życia, humorem, dramatem i duchem dawnych Kresów. To hołd dla ludzi z Doliny Pulwy – tych, których już nie ma, a którzy stworzyli duszę tej ziemi.

Zapraszam do lektury kolejnych odcinków:
🔹 Odcinek 1 – „Pijak co udawał pijaka”
http://pressmania.pl/wanka-z-doliny-pulwy-odc-1-pijak-co-udawal-pijaka/
🔹 Odcinek 2 – „Straszny sen Wańki”
https://pressmania.pl/wanka-z-doliny-pulwy-odc-2-straszny-sen-wanki/
🔹 Odcinek 3 – „Sędzia znad Pulwy”
https://pressmania.pl/wanka-z-doliny-pulwy-odc-3-sedzia-znad-pulwy/
🔹 Odcinek 4 – „Po swojomu”
https://pressmania.pl/wanka-z-doliny-pulwy-odc-4-po-swojomu/
🔹 Odcinek 5 – „Wańka baczył Boha”
https://pressmania.pl/wanka-znad-pulwy-odc-5-wanka-baczyl-boha/
🔹 Odcinek 6 – „Nadieżda z Solidarności”
https://pressmania.pl/wanka-z-doliny-pulwy-odc-6-nadiezda-z-solidarnosci/
🔹 Odcinek 7 – „Remont, impreza i wynalazki”
https://pressmania.pl/wanka-z-doliny-pulwy-odc-7-remont-impreza-i-wynalazki/
🔹 Odcinek 8 – „W poszukiwaniu rogów”
https://pressmania.pl/wanka-z-doliny-pulwy-odc-8-w-poszukiwaniu-rogow/
🔹 Odcinek 9 – „Barysz jak świńskie wesele”
https://pressmania.pl/wanka-z-doliny-pulwy-odc-9-barysz-jak-swinskie-wesele/

Jeśli bliskie są Wam kresowe klimaty, gwara, humor podszyty nostalgią i opowieści o ludziach „z krwi i kości” – ta powieść jest dla Was.

Zachęcam do czytania, komentowania i udostępniania dalej – niech historia Wańki poniesie się szeroko.