Lewicowa szkoła historyczna na sztandarach powinna wypisać sobie słynne hasło: jeśli fakty są przeciwko nam, tym gorzej dla faktów.

Tradycyjnie już na początku sierpnia następuje wysyp silących się na pozorną obiektywność tekstów piętnujących w czambuł Powstanie Warszawskie.

No bo to przecież zbrodnia była! Przy czym wspomniani obiektywiści jakoś nie zauważają, że obwiniając przywództwo AK jakoś dziwnie stawiają ich po tej samej stronie barykady razem z np. generałem SS i Policji Erichem von dem Bachem (naprawdę zaś Erich von Zelewski. Jego matka de domo nosiła nazwisko Szymańska), katem Powstania.

Całkowicie pomija się przy tym działania polskojęzycznych stalinowców, polskojęzyczną propagandę sowiecką czy wreszcie doświadczenia sprzed raptem jednego pokolenia.

Na dodatek ocena dokonywana jest z perspektywy dzisiejszej wiedzy. Co prawda wiedzy okrojonej wyłącznie do ilości ofiar.

Tymczasem fakty są bezlitosne dla „obiektywistów”.

W wyniku najpotężniejszej operacji lądowej II wojny światowej (Bagration) wojska sowieckie rozgromiły Grupę Armii „Środek” (Heeresgruppe Mitte). Tak naprawdę wysychająca miejscami Wisła (upalne lato!) nie stanowiła problemu dla sowieckich armii, nauczonych pokonywania znacznie rozleglejszych rzek. Nikt zresztą nawet nie próbował wznosić jakichkolwiek umocnień na linii Wisły. Nic dziwnego, że Rokossowski (etniczny Polak, późniejszy minister obrony narodowej w rządzie Bieruta) planował zakończenie operacji na brzegach Odry i Nysy.

Ze wschodu nadciągała potęga – ok. milion żołnierzy wyposażonych w 3,5 tys. czołgów, tyleż samo samolotów oraz ponad 15 tys. dział.

Co więcej, zgodnie z doktryną sowiecką idące wojska płynnie uzupełniano o świeże siły (np. idąca na Warszawę 2 Gwardyjska Armia Pancerna została wprowadzona do walki dopiero 22 lipca).

Przeciwnik cofał się rozbity, nie mogąc stawić oporu. Sytuację ratowano pospiesznie ściągając z Włoch Dywizję Pancerno-Spadochronową Hermann Goering (Fallschirm-Panzer-Division „Hermann Göring”), pojedyncze jednostki z innych fragmentów frontu wschodniego i z Norwegii. Trudno jednak nawet na papierze wykazać, by na tym odcinku doszło do jakiejkolwiek równowagi między przeciwnikami.

Niemcy do tego stopnia byli przekonani o sowieckim zagrożeniu, że rozładunku pociągów ze sprzętem wspomnianej dywizji dokonano na stacji w Skierniewicach uważając, że Warszawa Wschodnia lada moment wpadnie w ręce czerwonoarmistów.

30 lipca w godzinach; 15.00, 20.55, 21.55 i 23.00 polskojęzyczna sowiecka rozgłośnia im. Tadeusza Kościuszki nadała komunikat wzywający warszawiaków do walki:

Warszawa drży w posadach od ryku dział. Wojska radzieckie nacierają gwałtownie i zbliżają się do Pragi. Nadchodzą, aby przynieść nam wolność. Niemcy wyparci z Pragi będą usiłowali bronić się w Warszawie. Zechcą zniszczyć wszystko. W Białymstoku burzyli wszystko przez sześć dni. Wymordowali tysiące naszych braci. Uczyńmy, co tylko w naszej mocy, by nie zdołali powtórzyć tego samego w Warszawie. Ludu Warszawy! Do broni! Niech cała ludność stanie murem wokół Krajowej Rady Narodowej, wokół warszawskiej Armii Podziemnej. Uderzcie na Niemców! Udaremnijcie ich plany zburzenia budowli publicznych. Pomóżcie Czerwonej Armii w przeprawie przez Wisłę. Przysyłajcie wiadomości, pokazujcie drogi. Milion ludności Warszawy niech stanie się milionem żołnierzy, którzy wypędzą niemieckich najeźdźców i zdobędą wolność.

(za: Wikipedia)

Dwa dni przed wybuchem Powstania na ulicach Warszawy pojawiły się plakaty sygnowane przez PPR, w których to oskarżano AK o ucieczkę z Warszawy, jednocześnie zaś wzywając ludność do powstania.

Tak samo próbowali później. 8 sierpnia obradujący w Lublinie polskojęzyczni stalinowcy (PKWN) uchwalili „pierwszy rozkaz rewolucyjny dla walczących i obywateli miasta”. Twierdzili w nim z całą powagą, że Bór-Komorowski zdradził i zamierza poddać Warszawę, w związku z czym PPR przejęła władzę.

Pisano w niej m. in.:

Wszyscy walczący muszą natychmiast złożyć biało-czerwone opaski z orłem polskim. Z tą chwilą należy założyć czerwoną opaskę, którą można sobie sporządzić przez oderwanie białej części opaski.

Polska Armia Ludowa i oddziały aktywistów PPR od dnia dzisiejszego godz. 12 czasu środkowoeuropejskiego rozstrzeliwują każdego, kto nosi opaskę biało-czerwoną.

Czerwona Armia po wkroczeniu do Warszawy traktować będzie walczących i noszących jeszcze opaski biało-czerwone jako nieprzyjaciół.

(za: Aldona Zaorska, Poznaj ich prawdziwe nazwiska, Bollinari 2019, str. 64, ISBN 978-83-63865-55-9)

Szok… Pamiętać musimy także o wydarzeniach wcześniejszych. Oto już pod koniec października 1918 roku Polska Organizacja Wojskowa na terenie Warszawy przystąpiła do rozbrajania Niemców.

Warszawa znajdowała się na dalekim zapleczu frontu wschodniego.

Ludzie, którzy tego dokonali w 1944 mieli raptem ok. 40 lat. Mogli walczyć, a poza tym kolejne pokolenie chciało mieć swoją zasługę dla Niepodległej.

Tymczasem „obiektywiści” jako kontrargument wysuwają fiasko operacji Ostra Brama w Wilnie. Jak pamiętamy w dniach 7-14 lipca miasto zostało opanowane przez AK tuż przed wkroczeniem Sowietów.

Uniemożliwiono w ten sposób przekształcenie miasta w twierdzę. Sowieci po początkowych aktach bratania się z żołnierzami polskiego podziemia aresztowali ok. 6000 partyzantów, w tym dowódcę ppłk „Wilka” (Aleksander Krzyżanowski), co miało miejsce 17 lipca.

„Obiektywiści” zapominają, że w 1944 r. nie istniał jeszcze Internet, nie było komórek itp. a zatem informacja o sowieckiej akcji nie mogła się przedostać do Warszawy na tyle wcześnie, by wpłynąć na decyzje.

Zabawne wobec obecnej wiedzy są dywagacje „obiektywistów” o rzekomych planach Stalina, jakoby nie przewidujących wcielenia Polski do ZSRS jako kolejnej republiki związkowej.

Tymczasem Lenin, po nim zaś Stalin nie porzucili nigdy myśli o przekształceniu całego Świata w jeden kraj socjalistyczny. W będącej oficjalnym głosem Stalina gazecie (Prawda) ukazywały się artykuły o radości, nie tak znowu odległej, gdy do wielkiej rodziny sowieckiej zostanie przyjęta „ostatnia republika”. Moskwa, stolica Ziemi, miała być odpowiednio przygotowana.

Dzisiaj na tym miejscu wznosi się ponownie Sobór Chrystusa Zbawiciela. Wcześniej miał tam być zbudowany Pałac Rad, najpotężniejszy budynek ówczesnego świata. 5 grudnia 1931 r. stojący tam Sobór wysadzono w powietrze. Wybudowano fundament, zgromadzono materiały… 22 czerwca 1941 r. wszystkie plany pokrzyżował Hitler.

Najpotężniejsza armia świata dostała łupnia.

I choć Związek Sowiecki wyszedł ze zmagań zwycięski to przecież zamiast całej Europy musiał zadowolić się jej skrawkiem. A taki układ oznaczał jego klęskę w najbliższej przyszłości.

Czy jednak Stalin chciał z Polski uczynić republikę związkową?

Historycy zwracają uwagę na pewną zmianę w podejściu do sprawy polskiej Kremla. Otóż jeszcze na początku września 1944 roku uznawany przez Stalina za rząd Polski PKWN zawiera tzw. umowy związkowe z Litwą, Białorusią i Ukrainą – zupełnie tak, jakbyśmy sami byli republiką sowiecką.

I nagle nastąpił zwrot. Wanda Wasilewska pod koniec września skarżyła się, że pojechała do Lublina budować kolejną sowiecką republikę, a nie inne państwo.

Powstanie Warszawskie, trwające na przekór obu dyktatorom, musiało w końcu uświadomić Stalinowi, że jego polscy kolaboranci nie dysponują realnymi siłami.

Co to oznaczało?

Stalin już wiedział, jak znaczne siły absorbują antykomunistyczni partyzanci.

Poza tym w Sowietach zaczynało… brakować rekrutów. Doszło do tego, że Armia Czerwona posiadała nadmiar sprzętu. Znany z serialu „Czterej pancerni i pies” czołg średni T-34 wz. 43 (wersja z działem kal. 85 mm) potrzebował aż 5-osobowej załogi. Tymczasem w realiach frontowych często obsada była 3-osobowa. Kierowca pełniący obowiązki dowódcy, ładowniczy i celowniczy. Trzeba jednak pamiętać, że sowieckie zakłady czołgowe produkowały miesięcznie tyle T-34, ile Niemcy wyprodukowali Tygrysów przez… całą wojnę!

Plany podboju świata trzeba było odłożyć na później.

Wielka klęska głodu, jaka dotknęła Związek Sowiecki tuż po wojnie (1946-47) była spowodowana przede wszystkim brakiem rąk do pracy w kołchozach.

Trzeba było zmniejszyć liczebność armii. Nie można było trzymać w podbitych krajach sowieckich wojsk w liczbie wystarczającej do samodzielnej władzy.

Kiedy więc miejscowi kolaboranci utworzyli tzw. aparat bezpieczeństwa na tyle mocny, by kontrolować zmęczone wojną społeczeństwo, sowieci zaczęli się wycofywać.

Nie tylko z Polski. Praktycznie tylko sowiecka strefa okupacyjna w Niemczech była pełna ich wojska.

Czy Powstanie Warszawskie miało wpływ na strategię Stalina?

O złej woli sowieckiego dyktatora świadczy choćby to, że pomimo panowania na niebie akurat nad walczącą Warszawą sowieccy piloci nie przeszkadzali Niemcom w bombardowaniach. Co więcej, ataków dokonywał pojedynczy Stukas, w 1944 r. dość archaiczny pod względem osiągów. Sowieci odmówili także udostępniania swoich lotnisk samolotom dokonującym zrzutów materiałów dla Warszawy.

Wreszcie, kiedy Powstanie wyraźnie przygasało, sami dokonali zrzutów niewielkiej ilości uzbrojenia tak jakby chcieli przedłużyć walki.

Gdyby Stalin atakował dalej doszedłby do linii Odry najpóźniej pod koniec września 1944 r. A gdyby ruszył w głąb Niemiec zamiast na Łabie zatrzymałby się na Renie.

Hipoteza kusząca, prawda? Powstańcy swoją ofiarą uratowali część zachodniej Europy przed stalinowską okupacją.

Zapominamy jednak o ustaleniach konferencji teherańskiej (28.11 – 1.12 1943). Tam podzielono Europę po spodziewanej klęsce Niemiec.

Linia Wisły była zatem koniecznym przystankiem, by nie wycofywać później wojsk na ustalone wcześniej granice.

Wszak amerykańskie czołgi pod dowództwem Pattona doszły pod Dzierżoniów… i musiały potem wracać. Właśnie ze względu na teherańskie ustalenia.

Jeśli tak było faktycznie tym większa jest wina Stalina, zagrzewającego Warszawiaków do Powstania.

Wiedział doskonale, że ani jeden sowiecki żołnierz nie wkroczy do lewobrzeżnej Warszawy. Przynajmniej w najbliższych miesiącach.

To nie Powstanie zmusiło Stalina do postoju, ale wielki sukces operacyjny (Bagration) i teherańskie ustalenia. Inaczej Warszawa podzieliłaby losy Wilna.

Co jednak dało zniszczenie Warszawy komunistom?

No choćby to, co „obiektywiści” podnoszą nawet ćwierć wieku po rzekomym upadku realnego socjalizmu w Polsce. Oto za zniszczenie bohaterskiego miasta odpowiedzialność spoczywa na AK.

A ta to przecież… przodkowie dzisiejszej prawicy.

Ma więc ona w genach zbrodnię na własnym Narodzie.

Wniosek jest prosty – tylko lewica jest w stanie skutecznie bronić kraju. Rząd prawicy prowadzi natomiast ku Zagładzie.

Natomiast po wojnie był to podgrzewany przez lata stały motyw prosowieckiej propagandy. Sanacja nie tylko doprowadziła do klęski wrześniowej, ale doprowadziła też do zburzenia Stolicy.

Komuniści natomiast ją odbudowali.

Nie dajcie się zwieść.

2.08 2024

fot. pixabay