Wszystkim tym, którzy w reakcji na mój poprzedni wpis (czytaj tutaj) będący ironicznym komentarzem do tego, jak przyjęcie Euro rzekomo zwiększyłoby nasze bezpieczeństwo, a który oburzeni argumentowali, że może i Rosja by się owym faktem nie przejęła, ale fakt, iż mielibyśmy Euro zwiększałby prawdopodobieństwo tego, iż w razie rosyjskiej agresji Zachód przyszedłby nam z pomocą pragnę uświadomić trzy rzeczy:
– po pierwsze to, że obroty handlowe np. Niemiec z Polską to 120 miliardów Euro (w porównaniu do 40 z Rosją) – słowem jesteśmy – z Euro, lub bez – częścią zachodniego krwioobiegu gospodarczego,
– po drugie – od 1999 jesteśmy częścią NATO i mamy gwarancje bezpieczeństwa wynikające z tego faktu wzmocnione dodatkowo obecnością sił zbrojnych naszych sojuszników na naszym terytorium,
– po trzecie twierdzenie, że przyjęcie Euro „zwiększa prawdopodobieństwo” tego, że Zachód nam przyjdzie z pomocą w istocie oznacza tyle, że w ocenie tak twierdzących obecnie nie jest to pewne. Powyższe, chcecie tego Państwo czy nie, zalatuje rosyjską narracją o tym, że „Zachód nas zdradzi” tudzież „na Zachód nie można liczyć”.
O tym, czy mamy przyjąć Euro czy też nie niechaj zadecyduje analiza ekonomiczna, a konkretnie odpowiedź na pytanie czy się to nam opłaca, czy nie, czy polska gospodarka będzie się dzięki temu rozwijać szybciej czy też nie. W tej debacie nie zamierzam brać udziału, bo nie jestem ekonomistą. Wiem natomiast, że nie ma nic gorszego dla debaty o Euro niż głosy fanatycznych przeciwników Euro dla których europejska waluta to tyle, co koniec suwerenności, ale też i fanatycznych zwolenników dla których Euro staje się tarczą przed rosyjskimi kolumnami pancernymi.
Autor: Witold Jurasz
(tekst pochodzi z konta Witolda Jurasza na Facebook’u).
Zostaw komentarz