Czytam teksty o mobbingu, przemocy, niszczeniu ludzie i zwykłym chamstwie na słynnej „filmówce”. Nachodzą mnie dwie refleksje.

Pierwsza, że nic, a nic mnie to nie dziwi. Polska w całej krasie i tyle.

I druga, że jakbym opisał 25% tego co sam widziałem (albo 10% tego, co teraz do mnie dociera) z MSZ to „filmówka” okazałaby się Wersalem.

A może warto to opisać? Tyle, że nie rychło okazałoby się, że…. Jak to ujął kiedyś mój kolega, który obserwując to, co otaczało stwierdził – „całe życie myślałem, że pracuję w ważnym urzędzie państwowym, ale chyba jednak w MPO się zatrudniłem, skoro siedzę po uszy w g…..”.

Ostatnich 10 lat poświeciłem temu, by zbudować życie na nowo i aby nigdy nie musieć i aby nigdy nie zechcieć ulec pokusie by wrócić do pracy urzędnika państwowego i niedobrze mi się robi na samą myśl, że musiałbym się z tym znów stykać. Z drugiej strony może jednak trzeba.

Autor: Witold Jurasz
(tekst pochodzi z konta Witolda Jurasza na Facebook’u)