Wraca do Polski pan ambasador i ma zostać wiceministrem. Jest co prawda średnio oceniany jako ambasador, ale jest protegowanym szefa „firmy”. Sam nie jest co prawda z „firmy”, ale ma firmowe znajomości, a firmie średnio idzie szpiegowanie, ale za to genialnie układanie kadr.
Nowo powołany rzecznik p. Łukasz Jasina rozgląda się za placówką ambasadorską (rzecznikiem jest ledwie kilka miesięcy). No piękna kariera nieprawdaż?
O ambasadora stara się również pan X. Pan X starał się „wychodzić sobie” wiceministra w PO gdy mu się wydawało, że PO wygra wybory, ale nie wygrało i teraz stara sobie załatwić ambasadora w PiS.
A ja sobie myślę, że to dobrze, że nie biorę udziału w tej grze, bo jakbym brał to bym przegrywał. I nie to byłoby bolesne, ale to z kim bym przegrywał. Oto bowiem praktycznie wszystkie (nie 100%, ale na pewno 90%) nominacji i awansów dzieje się po linii kumplowsko – koteryjnej. W efekcie, z nielicznymi oczywiście wyjątkami, świetnie mają się ludzie bez właściwości, bez poglądów, świetni w grach gabinetowych i wzajemnym pod…. się, a nie w polityce zagranicznej. Przegrywać z miernotami to jednak byłoby bolesne.
P.S. a przy okazji. Można trzymać równocześnie z PO i z PiS? Oto Olaf Osica jest równocześnie szefem Rady OSW i dyrektorem u Rafała Trzaskowskiego. Da się? Da się.
Autor: Witold Jurasz
(tekst pochodzi z konta Witolda Jurasza na Facebook’u).
Zostaw komentarz