USA od kilku dni publicznie namawiały Polskę do przekazania będących na wyposażeniu Sił Lotniczych RP myśliwców MIG-29 Ukrainie. Gdy Polska zaproponowała, że przekaże je do bazy w Ramstein w Niemczech, by stamtąd trafiły do Ukrainy rzecznik Pentagonu powiedział, że to zaskakująca propozycja, a przekazanie tych samolotów wiąże się z ryzykiem dla NATO, gdyż narażałoby sojusz na ryzyko wojny z Rosją.
Problem polega na tym, że przekazanie samolotów (o prawie do ich operowania z polskich lotnisk nie wspominając) od początku wiązało się z ryzykiem. Ryzyko to było i jest jednak mniejsze, gdy przekazującym samoloty Ukrainie byłoby NATO, albo Stany Zjednoczone, a nie Polska. USA dając do zrozumienia, że poparłoby przekazanie samolotów gdyby tylko Polska się na to zgodziła doskonale powyższe rozumiały. Albo więc ryzyko podejmowane przez Polskę (w tym momencie działającą samodzielnie, a nie jako część NATO) nie miało dla USA znaczenia, albo też od początku do końca w ogóle nikt na serio opcji przekazania samolotów Ukrainie nie brał pod uwagę i cała rzecz była jedynie operacją PR. Realizowaną przez naszego najważniejszego sojusznika naszym kosztem.
Z tego co wiem Amerykanie nie proponowali przy tym Polsce jakiejkolwiek rekompensaty za pozbycie się bądź co bądź jednej trzeciej naszego lotnictwa bojowego. Amerykańscy wojskowi owszem składali różnorakie obietnice, ale żadne z nich nie były ani konkretne ani wiążące. Żadne nie miały też politycznego „stempla”. Innymi słowy nie były w ogóle wiążące dla USA.
Warto w tym miejscu wspomnieć, że kolejne eskadry lotnictwa amerykańskiego są właśnie przezbrajane z F-16 na F-35, co oznacza, że Stany Zjednoczone, gdyby tylko chciały, mogłyby przekazać Polsce samoloty niekoniecznie najnowsze, ale zarazem mające porównywalne z posiadanymi przez nas Mig-29 zdolnościami bojowymi.
Samoloty te należałoby z czasem poddać modernizacji (posiadane przez USA płatowce są nieraz mniej zaawansowane od posiadanych przez polskie Siły Lotnicze F-16 w wersji Block 50 / 52), więc i USA zarobiłyby i Polska miałby w efekcie lepsze samoloty niż płytko zmodernizowane MiG-29. Taka propozycja ze strony USA w ogóle jednak nie padła. Trudno zakładać zaś, że Waszyngton na serio sądził, że Polska pozbędzie się jednej trzeciej lotnictwa niczego w zamian nie uzyskując.
Polska debata publiczna jest niestety tak rozedrgana, że sprawa ta okazała się podstawą do wyjątkowo bezrozumnych komentarzy.
Niektórzy, wieszczący od lat „zdradę Zachodu”, komentatorzy widzieli w cynicznym amerykańskim PR przejaw „nowej Jałty”. Z niczym takim nie mamy tymczasem do czynienia.
Równie mało mądre były jednak komentarze tych, którzy przy każdej okazji chcąc udowodnić, że PiS wszystko robi źle również i tym razem komentowali, że Polska czy to odmawiając przekazania samolotów bezpośrednio Ukrainie, czy też publicznie odpowiadając Stanom Zjednoczonym na ich również publiczne zachęty do przekazania samolotów popełniła straszliwy rzekomo błąd dyplomatyczny.
PiS w polityce zagranicznej w istocie popełnia bardzo dużo błędów, ale przy okazji tej akurat sytuacji nie dając się rozegrać Waszyngtonowi postąpił dokładnie tak jak powinno postępować państwo, które dba o własne bezpieczeństwo, a nie tylko o to, by nas nasz sojusznik pochwalił i poklepał po ramieniu.
W całej sprawie jest jeszcze jeden aspekt. Polskich Migów od lat nikt nie chciał modernizować, gdyż rzekomo nie przedstawiają one sobą już żadnej wartości bojowej. Wg wielu ekspertów powyższe nigdy nie było prawdą, a twierdzenia takie były rozpropagowywane przez lobbystów koncernów zbrojeniowych zainteresowanych tym, by Polska kupowała wyłącznie nowe samoloty. Rzecz w tym, że modernizacja posiadanego sprzętu jest możliwa, można jej dokonywać nie tylko w Rosji, ale przede wszystkim stosunek koszt-efekt takiej modernizacji jest bardzo korzystny. Wojna w Ukrainie, gdy stare i nie poddane praktycznie żadnej modernizacji ukraińskie Migi z powodzeniem strącają nawet najnowsze rosyjskie samoloty takie jak Su-35, Su-30 i Su-34 dobitnie pokazuje, że teza iż Migi nie mają żadnej wartości bojowej jest po prostu nieprawdziwa.
P.S. proszę mnie nie rozśmieszać argumentem o tym, że Polska „ujawniła” coś, co powinno być tajemnicą. Rzecz żadną tajemnicą nie jest, a pierwsi mówili o niej publicznie Amerykanie.
Autor: Witold Jurasz
(tekst pochodzi z konta Witolda Jurasza na Facebook’u).
Ten problem darowizny jest sprawdzanie.naszych możliwości w podejmowaniu decyzji w naszej armii. A wyszło z tego silna prawda że trzeba liczyć tylko na siebie a później na innych. W wojnie nie ma sentymentów i liczenia na innych.