Wizytacja PKA.
Na piątek zapowiedziano wizytację członków Polskiej Komisji Akredytacyjnej na kierunku – no i tu już pojawił się pierwszy problem, bo w zawiadomieniu kilkakrotnie ręcznie poprawiano nazwę kierunku studiów. W związku z tym nie było jasne, czy chodzi o żydoznawstwo czy życioznawstwo. Pojawiły się w związku z tym niezbyt mądre głosy, ażeby na wszelki wypadek połączyć ze sobą oba kierunki, zwłaszcza, że na obu studiowało niewielu studentów.
Obydwa kierunki, delikatnie mówiąc, nie zaliczały się do grona najlepszych na naszym uniwersytecie. Tym większe należało poczynić starania celem odwrócenia uwagi Komisji od pewnych deficytów. Kierownik Działu został poproszony przez Dziekana o spotkanie. W jego gabinecie, na ścianie którego wisiały zdjęcia poprzedników na tej funkcji. Gdy Kierownik tylko wszedł do gabinetu Dziekan uścisnął go serdecznie i z uścisku nie zwalniał. Trzymał oburącz Kierownika Działu recytując poezję neoromantyczną.
– Pomóż, proszę cię, pomóż mi – błagał Dziekan Kierownika Działu. – Musisz mi pomóc, bo PKA rozjedzie nas jak walec. Nawet nie wiemy, który kierunek ma być wizytowany. Ale wszystko jedno – na żydoznawstwie nikt nigdy nie widział Żyda, a na życioznawstwie nikt nigdy się nie urodził. Kadra naukowa z łapanki, pracująca za płacę minimalną, poza tym większość to alkoholicy i narkomani. No i antysemici – na życioznawstwie, stąd kosa tego kierunku z żydoznawstwem. Jednym słowem burdel nie do ogarnięcia. Już lepiej byłoby udawać, że tych kierunków nie ma, niż wystawiać się na ocenę zewnętrzną.
– A ilu tam macie studentów? – zapytał Kierownik Działu.
– Dwunastu na jednym i dwunastu na drugim. Sami najgorsi studenci na całym uniwersytecie. W tym gronie jest bodaj sześciu kwalifikowanych analfabetów. Nie umieją pisać i czytać. Ale od czego są audiobooki? – odparł Dziekan.
– Ja pierpapier… – westchnął Kierownik Działu – jak można było dopuścić do takiej sytuacji. Że oto na danym kierunku spotykają się głupi studenci z niepełnosprawnymi umysłowo wykładowcami? Przecież to woła o pomstę do nieba!
– Ale to nie nasza wina, bo tych studentów na nasz wydział kierowano odgórnie. Jak się jakiś student opuszczał w nauce to dawano mu do wyboru – relegowanie lub życioznawstwo. Większość wybierała to drugie i znów nic nie robiła. – powiedział Dziekan. – My tu mamy na wydziale taki śmietnik studencki jakoby.
– Przyjmuję do wiadomości, choć to jest chore. Trzeba zatem wszystko zatuszować, ustawić odpowiednie dekoracje, wynająć inteligentnych studentów z innych wydziałów, analfabetów zagnać do podziemia, na parking, niech stamtąd nie wychodzą dopóki Komisja nie wyjedzie. Niech tam piją wódkę na mój koszt byleby się nie szwendali po uczelni.
– Świetny pomysł – zakrzyknął Dziekan.
– No, i na początek niech z portierni znikną te kalendarze z gołymi babami, bo jak to wygląda? To ma być uniwersytet? Dajcie im jakieś inne kalendarze i wyłączcie internet na czas pobytu komisji, bo gotowi jeszcze w trakcie wizytacji wydłubać z niego coś niestosownego. – rozkręcał się organizacyjnie Kierownik Działu. – I zamknąć na ten czas stołówkę – jeszcze się ktoś w tym czasie zatruje i zarzyga ubikację. W tym czasie niech sobie zrobią deratyzację, bo już nie mogę patrzeć jak szczury wielkości psa biegają po korytarzach. Z tym trzeba skończyć raz na zawsze. Psy tak, szczury nie.
– Proponuję, żeby Komisja najpierw przyszła do mnie do biura. Kazałem już zabić dzika. Studenci go właśnie opiekają przed uczelnią. Będzie świeże mięso. Dziczyzna znaczy! Do tego mamy orzechówkę. Jakże ona pięknie pachnie. Najedzą się i napiją, to innym okiem spoglądać będą – powiedział wyraźnie podekscytowany Dziekan.
Do gabinetu Dziekana wszedł nagle bez pukania przedstawiciel Rektora.
– Ty wy kazaliście studentom opiekać tego dzika przed budynkiem? – zapytał.
– Tak, a co? Komisja akredytacyjna ma przyjechać. Pomyślałem sobie… – zaczął wypowiedź Dziekan.
– Od myślenia to jesteśmy my – powiedział twardo i stanowczo przedstawiciel Rektora. – Otóż studenci nota bene nietrzeźwi grillują nie dzika lecz guźca, tego co uciekł z ZOO. A on jest pod ochroną. Będziemy mieć z tego powodu jako uczenia, niemałe problemy. Pomyślmy teraz wspólnie, jak to przykryć – zaproponował, łagodząc ton wypowiedzi.
– To może, ale nie wiem czy wolno mi tak otwarcie to zaproponować – powiedział Prodziekan, który siedział w kącie i przysłuchiwał się rozmowie.
– Można, mów pan – polecił Kierownik Działu.
– A gdyby tak studentki rozebrały się przed Komisją, nie całkowicie oczywiście, ale tak wystarczająco, aby odciągnąć uwagę od guźca i tego naszego nieszczęsnego kierunku – może to jest rozwiązanie?
I w tym momencie wszystkie przygotowania stanęły w miejscu. Komisja ostatecznie nie przyjechała. Kalendarze z gołymi babami mogły spokojnie wrócić na swoje miejsce. Wszyscy odetchnęli z ulgą.
Zostaw komentarz