Jedną z najbardziej wyśmiewanych przez elektorat PiS polityków PO była Ewa „Kopara” Kopacz. Robiła ona dosyć długo (po ośmiu latach to przycichło) za symbol głupoty PO w elektoracie Kaczyńskiego.
Tylko jakoś ta rzekomo głupia „Kopaczka” miała na tyle wyobraźni , żeby skutecznie sprzeciwić się naciskom lobbystów z wielkich koncernów i nie kupować szczepionek na ptasią grypę. Miała cohones. A może po prostu jest polską patriotką i podjęła decyzję zgodną z interesem narodu, któremu służyła jako minister?
No to teraz życzę przekonanym o „debiliźmie Koparki”, zawsze prawym zwolennikom PiS miłej lektury artykułu jaki pojawił się na portalu wp.pl o kupowaniu szczepionek przez ich milusińskich.
Były wiceminister zdrowia w rządzie PiS – Krzysztof Łanda stwierdza, że „dwóch uczniów szkoły podstawowej z kalkulatorami w rękach dokonałoby bardziej rozsądnej transakcji niż ta, której dokonali politycy i urzędnicy w imieniu polskiego państwa”
Podpisano umowę na zakup uwaga! 200 000 000 szczepionek (przy populacji liczącej coś około 38 000 000 mieszkańców) za kwotę – jak podaje portal wp.pl – 6 000 000 000 (sześć miliardów) złotych! Szczepionek tych nie odebraliśmy, pieniędzy nie zapłaciliśmy i Pfizer nas teraz pozywa o zapłatę.
Zwolennicy prawicy często tłumaczą, że PiS to błędy oczywiście popełnia, ale założenia ma piękne, ideały w sercu i miłość Ojczyzny, a te „lewaki, co to pilnują szklanego sufitu to by Polskę za czapkę gruszek sprzedały”. W tej narracji opozycja to „opcja niemiecka” chodząca na pasku interesów wielkiej finansjery.
Co mówi o tym ich były wiceministerminister zdrowia?
Na pytanie portalu wp.pl:
„W negocjacjach i zakupie pośredniczyła Komisja Europejska. Ministerstwo Zdrowia tłumaczyło, że w dużej mierze kłopot był na linii rozmów KE-Pfizer, a nie po stronie polskiego rządu.”
Odpowiada:
„W ogóle nie przekonuje mnie to tłumaczenie. Kto jest od reprezentowania interesów polskiego majątku – polski rząd czy Komisja Europejska? Tyle rządzący mówią o niezależności i że Bruksela nam nie będzie nic dyktowała, a tu okazuje się, że z poziomu Warszawy na nic nie mieliśmy wpływu?”
I dodaje
„Premier polskiego rządu mógł wysłać na negocjacje szczepionkowych umów specjalistów z zakresu farmakoekonomiki, fachowców od oceny technologii medycznych. Można było wysłać prezesa Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji, specjalistów z departamentu polityki lekowej i farmacji Ministerstwa Zdrowia.”
Naprawdę nie trzeba być doświadczonym śledczym, żeby nie zrozumieć, że polski interes został tu sprzedany przez polityków PiS za czapkę śliwek czy też gruszek. Nie trzeba się wysilać, żeby zrozumieć dlaczego dopiero teraz Pfizer występuje z roszczeniem. Wreszcie – nie trzeba być finansistą, żeby zrozumieć, że wpuszczenie Morawieckiego na premiera było otwarciem lisowi drzwi do kurnika.
Najśmieszniejsze jest jednak to, że ani ten artykuł o szczepionkach, ani tłumaczenie, że partia, która zrobiła kiedyś wiceministrem niejakiego Kryżego Andrzeja, ani inne podobne przykłady czy argumenty nie dotrą do średniowiecznych, romantycznych głów rycerzy prawicy, walczących w smoleńskiej mgle z wiatrakami zamachu zorganizowanego przez Tuska do spółki z Putinem.
Wszak trzebaby tu przebić stal, w którą takie rycerskie głowy zwykle bywają zakute.
Foto: Gov.pl
Zostaw komentarz