Ponieważ moi koledzy wydobywają z siebie akty strzeliste, odezwy, opisy sytuacji, akty rozwagi i równowagi to i ja coś napiszę. I nie to, że w duchu oportunizmu…

Oni wołają więcej umiaru – ja powiem, zdecydowanie nie, ostrzej, mocniej, bo umiar nic nie da, będzie kolejną sztucznością, która tym razem ile wytrzyma 15 lat? (bo musielibyśmy mieć okrągły stół 2 czyli de facto podział wpływów i sukna, a więc i Rzeczypospolitej miedzy 2 wrogie obozy)…

Dlaczego zatem trzeba do końca? 
Bo zmęczone społeczeństwo, zdekoncentrowane, ogłupiałe, sterowane impulsami emocjo-memowymi, dostając stereo chaotyczny przekaz różnowektorowy, zmanipulowany, przekręcony, wyostrzony, mając wszystkich liderów za nic, śmiejąc się z wszystkiego i traktując politykę jako błahostkę, polityków mając za śmieci i szaleńców, na tyle będzie miało wszystkiego pod każdym względem, nie tylko estetycznym – dość, że wyda z siebie ryk.

Niekoniecznie głośny, być może niemy… i w końcu zacznie się skupiać, rezygnując z mediów masowych, albo na czystej bierności, albo na merytoryce, innej drogi nie ma.

Będzie musiało patrzeć na czyny i skutki, szukać faktów i prawdy wszędzie, w alternatywnych kręgach, mediach, wspólnotach. W końcu odrobi prace domowe i zacznie czytać i rozpocznie samoedukację, albo będzie szukać informacji i w końcu odkryje swoje małe, lokalne autorytety, w końcu zacznie ze sobą rozmawiać, by wyrazić wątpliwości, przemyślenia i tak oddolnie odbuduje komunikację.

Trochę to potrwa, ja wiem… bo najpierw musi być Ragnarok z udziałem zwaśnionych plemion żoliborskiego Asgardu i PO.Nowoczesnego Niflhelu.

Dlaczego Ragnarok? Dlaczego nie dialog, konsens? 
Dlatego, że wrzód magdalenkowego kłamstwa musi w końcu pęknąć, a organizm państwa musi wypluć wszystkie jady i wapory, przetrawić tę całą ohydę PRLu, w końcu do niej się ustosunkowując i nazywając po imieniu.

W końcu musi nazwać i przeliterować – czym dla niego, dla nas jest P-O-L-S-K-A. Odbudować strefę buforową, strefę niczyją, sferę identyfikacji, podstawowych wartości nas konstytuujących i jednoczących, zwalczyć chciwość chodzenia na skróty, wytworzyć antyciała nowego pokolenia.

I dlatego teraz potrzebny jest jednooki (bo bez oka swego brata) Odyn, ciastkowy trikster Loki, a nawet wrocławski Jormungand o ostrych zębach czy brukselski wilk (bo przecież nie pies) Fenrir…

A potem…, a potem będziemy krainą mlekiem i miodem płynącą.

Autor: Miłosz A. Lodowski
Urodzony w czasach późnego Gierka. Na tyle późno by nie doświadczyć zdobyczy realnego socjalizmu, na tyle wcześnie by je na zawsze zapamiętać. Krakowianin z Kazimierza na placówce imperialnej w Warszawie. Architekt, grafik, projektant, scenarzysta i innowacyjny rebeliant. Strona firmowa. W przeszłości Dyrektor Kreatywny Kampanii prezydenckiej Pawła Kukiza na Prezydenta RP. Szczęśliwie poza Ruchem K’15 od września 2015.