Wszystko wskazuje na to, że zapowiedzi reformy polskiego wymiaru sprawiedliwości, zapowiadane przed 25 października, nie są jedynie „kiełbasą wyborczą”. PiS zamierza bowiem zrównać sędziów i prokuratorów z posłami, senatorami oraz urzędnikami.

Minister sprawiedliwości Marek Biernacki był pomysłodawcą upubliczniania oświadczeń majątkowych sędziów i prokuratorów tak samo, jak upubliczniane są oświadczenia posłów, senatorów czy samorządowców. Projekt został zarzucony, gdy ministrem sprawiedliwości został Cezary Grabarczyk.
Ongiś adwokat, co może tłumaczyć powyższe.

Jednak nowa rzeczywistość polityczna powoduje powrót do zarzuconego projektu.

„Nie ma powodów, by utajniać oświadczenia majątkowe osób publicznych. Obowiązujące rozwiązania dotyczące oświadczeń majątków prokuratorów i sędziów uchybiają zasadom transparentności postępowania osób pełniących funkcje publiczne. Pod rządami PiS oświadczenia majątkowe osób wykonujących obydwa zawody będą jawne.”

w.zurekPowyższe stanowisko zostało skrytykowane przez rzecznika prasowego Krajowej Rady Sądownictwa, sędziego Waldemara Żurka:

– Będzie to służyło tylko zaspokojeniu ludzkiej ciekawości. Igrzyskom. Często majątek sędziów pochodzi ze spadku po rodzicach, ale nikt nad jego pochodzeniem nie będzie się zastanawiał, a hejterzy będą uważali, że sędzia ma nielegalne źródło dochodów. Takie rozwiązanie stanie się pożywką dla mowy nienawiści. Takie informacje pozwolą na identyfikację miejsca zamieszkania sędziego, np. na podstawie danych z Geoportalu, w którym można zidentyfikować działkę po jej powierzchni. Sędziowie obawiają się o swoje rodziny, boją się kidnapingu.

Niewątpliwie sędzia Żurek miałby rację, ale my pamiętamy, jak tłumaczył posiadanie olbrzymiego majątku były prokurator apelacyjny w Katowicach, Jerzy Hop. Jedyna osoba na tak wysokim szczeblu, skazana za łapówki.

hop

(…) Według relacji Hopa właścicielką jednej trzeciej domu jest jego teściowa. – Ona nam dała pierwsze pieniądze, potem ja wziąłem pożyczkę z prokuratury na 130 tysięcy złotych – tłumaczy.
Jak twierdzi, w sumie jest zadłużony na 230 tysięcy złotych. Oprócz pożyczki z prokuratury wziął jeszcze dwa kredyty bankowe. Z tego jeden hipoteczny z banku WBK na budowę domu. Jak sprawdziliśmy w księdze wieczystej domu państwa Hopów, brak jest w niej wpisu hipotecznego. To dopiero początek wątpliwości. Bowiem nawet wymienione przez prokuratora kredyty i pożyczka 100 tysięcy złotych od teściowej nie pozwalałyby na tak wysoki poziom życia. Kredyty trzeba spłacać. A przecież państwo Hopowie zmieniali samochody, utrzymywali rodzinę. Prokurator nie chce powiedzieć, na ile wycenia swoje i żony udziały w nowym domu. – Problem polega na tym, że nie ja praktycznie za niego płaciłem, lecz teściowa. Trudno mi to oszacować – mówi.
Skąd teściowa wzięła te pieniądze? Jerzy Hop wstaje od małego stolika, przy którym siedzimy, podchodzi do swojego wielkiego biurka i wyjmuje kilka spiętych kartek. – Proszę – podaje z miną zwycięzcy. Dokument nosi nazwę „oświadczenie”. Zostało ono sporządzone 30 marca 2001 roku przez teściową Jerzego Hopa.
Zaczyna się od historii rodzinnej: w czasie II wojny światowej ojciec teściowej trafia do armii Andersa, by po wojnie osiąść na stałe w Londynie. Rozłączeni wojną małżonkowie już nigdy nie mieli się spotkać. Emigrant zmarł w Londynie w 1968 roku. „Na początku 1969 roku do mieszkania mojej matki – pisze w oświadczeniu teściowa Jerzego Hopa – przyszło dwóch mężczyzn, kurierów z Londynu, którzy w wykonaniu ostatniej woli mego ojca, po spieniężeniu jego majątku przynieśli jej w gotówce pieniądze i biżuterię. Było to 26 paczek banknotów, po sto w każdej, o nominale 100 dolarów amerykańskich. Stanowiło to kwotę 260 tys. dolarów” – pisze. Pieniądze, jak twierdzi, zostały zdeponowane w jednym z klasztorów, ale w którym konkretnie, nie chce wyjawić. Zostały ponoć podjęte w 1984 roku.
W oświadczeniu teściowa wspomina też o stałych przekazach renty po ojcu – w sumie 10 tys. funtów angielskich. Oświadcza też, że w 1996 roku wręczyła córce i zięciowi 100 tysięcy złotych. Część tych pieniędzy miała być potem przeznaczona na zakup samochodów i na bieżące wydatki. – Ja myślę, że rozmawiamy gdzieś o zakresie 400 tysięcy – podsumowuje prokurator Jerzy Hop pomoc ze strony teściowej.
Pieniądze miały przechodzić z ręki do ręki, prokurator nie ma na nie żadnych pokwitowań, nigdy też, jak mówi, nie były rejestrowane w urzędzie skarbowym, nie zapłacono od nich podatku. Nie podjęto żadnej próby „zalegalizowania” tak dużej sumy, a przecież Jerzy Hop, jako szef Prokuratury Apelacyjnej w Katowicach, powinien sobie zdawać sprawę, że jest pod szczególnym nadzorem. – A czy pan dokumentuje pieniądze od rodziców? – pyta zirytowany.(…)
http://polska.newsweek.pl/pani-minister-milczy,27569,1,1.html

Tak pisał ongiś ( 21.04. 2002 r.) Newsweek, nim za sprawą niejakiego Lisa stał się gazetką zakładową pewnej odsuniętej od władzy partii.
Ten sam model myślenia reprezentuje sędzia Żurek: często majątek sędziów pochodzi ze spadku po rodzicach (…).
Powinien dodać, za Hopem, że pieniędzy otrzymanych od rodziców się nie dokumentuje.
Rzecznik sędziowskiej organizacji korporacyjnej zapomina dodać, a może też celowo pomija, że często, nazbyt często, jednym z rodziców sędziego jest sędzia.
Taka rodzinna tradycja, zwana coraz częściej i coraz głośniej nepotyzmem.
Więc pytanie o majątek będzie nadal zasadne, z tym że obejmuje pokolenie wstępnych, rodziców.
Bo przecież jeszcze nie tak dawno sędziowie byli opłacani gorzej, niż milicjanci.
Więc skąd się wziął majątek?
Jak wielkie muszą to być fortuny (przynajmniej w niektórych przypadkach) wskazuje pośrednio ostatnia część cytowanej wypowiedzi pana rzecznika.
Takie informacje pozwolą na identyfikację miejsca zamieszkania sędziego, np. na podstawie danych z Geoportalu, w którym można zidentyfikować działkę po jej powierzchni. Sędziowie obawiają się o swoje rodziny, boją się kidnapingu.
Kidnaping w żadnym kraju nie dotyka przedstawicieli klasy średniej, Jedynie tych najbardziej zamożnych.
Ze względu na ryzyko.
Czyżby więc sędziowie i prokuratorzy stanowili elitę finansową naszego kraju?
Oficjalne dane raczej na to nie wskazują – w byle samorządzie można odnaleźć całkiem sporo urzędników zarabiających na poziomie sędziego sądu okręgowego. A nawet więcej.
Tymczasem nie ma przeszkód, aby zapoznać się, i to w Internecie, z oświadczeniami majątkowymi nawet dyrektora szkoły.
Tak samo posła czy senatora.
I nikt z nich nie hamletyzuje, a statystyki nie wykazują wzrostu zamachów na ich mienie.
Skąd ten strach, panie Żurek?

Nie ma powodów, aby utajniać majątki sędziów i prokuratorów.
Chyba, że nadto rażą w stosunku do deklarowanych dochodów.
A to by oznaczało, że casus Hopa nie poszedł na marne.

polska_temida

14.11 2015