Historia ma sens tylko wtedy, gdy potrafi nam objaśnić nas samych pozwalając zrozumieć to, co przestało być zrozumiałe, gdy zmieniły się okoliczności.
Aula Collegium Novum pękała w szwach. Ponad 200 osób przyszło na spotkanie pracowników i studentów UJ z ministrem-kierownikiem Urzędu do Spraw Wyznań Kazimierzem Kąkolem. Kiedy minister wykrzyczał do Bogusława Sonika i Jerzego Budynia ze Studenckiego Komitetu Solidarności pamiętne „Takich jak wy, zrzuca się ze schodów!”, sala zamarła. Pięści same się zaciskały. Z przerażenia i złości.
Było to bowiem zaraz po śmierci Staszka Pyjasa i 7 lat po masakrze na Wybrzeżu, gdzie służby władzy ludowej strzelały do robotników. Raniono wtedy 1164 osoby, a 41 osób zabito; choć opinia publiczna nie znała szczegółów zbrodni, pamięć o tragedii była świeża.
Musi o tym wiedzieć każdy, kto zastanawia się nad okolicznościami śmierci Pyjasa.
Nie wiemy jak zginął Staszek Pyjas i nie wiem, czy kiedykolwiek się dowiemy. Bo zamknięcie śledztwa przez IPN oznacza tylko tyle, że nie znaleziono żadnych dowodów na prowokację, czy morderstwo.
O zabójstwie politycznym Pyjasa mówił Jacek Kuroń, pisał KOR, a między sobą mówili też ubecy, o czym w filmie 'Trzech kumpli’ opowiadał oficer SB Olszak.
W roku 1977 Józef Tejchma był wicepremierem i członkiem Biura Politycznego KC PZPR. W PRL to była władza najwyższego szczebla. O hipotezach dotyczących zaplanowanej śmierci Pyjasa tak mówił Cezaremu Łazarowiczowi: „Wszystko było możliwe w tamtym czasie, także i zabójstwo.”
500 funkcjonariuszy liczyła wtedy krakowska Służba Bezpieczeństwa, z czego sześćdziesięciu (!) pilnowało wykładowców akademickich i studentów. Dowodzeni przez ppłk Jana Billa, który zaczynał karierę w Urzędzie Bezpieczeństwa Publicznego, pracowali pilnie.
W marcu, zjawili się u moich rodziców, żeby im oznajmić, że prowadzę „antypaństwową” działalność zagrożoną więzieniem do lat pięciu. Jeśli nie zaprzestanę, SB wyjaśni rektorowi UJ, że musi mnie wyrzucić z uczelni „na zbity pysk”. To samo mówił mi esbek podczas przesłuchania, wykrzykując że każe zerwać podłogi w moim mieszkaniu i znajdzie dowody przestępstw, bo jestem ‘bojówkarą’. Co brzmiało zabawnie, bo nie bez powodu koledzy nazywali mnie ‘maleństwem’.
Często esbekom udawało się rodziny przerazić: nasi ojcowie i matki pamiętali czasy stalinowskie.
Rodziców Pyjasa wezwano do rektoratu UJ. Przyjechali z Żywca. Prof. Tomasz Weiss relacjonował im, że funkcjonariusze SB zapowiedzieli, że jeśli Staszek nie zaprzestanie współpracy z KOR, to spotkają go poważne nieprzyjemności i „może mu się przydarzyć coś złego, coś najgorszego”. Pyjasowie błagali syna, żeby się nie narażał, żeby skończył studia, do czego brakuje mu tylko pracy magisterskiej. Staszek był nadzieją na pierwszego w rodzinie magistra. Nie chciał zawieść rodziców, ale wiedział przecież, że jeśli podporządkuje się żądaniom SB, zrujnuje i podepcze swoją wolność.
To był dylemat z gatunku „być, czy żyć?”!
Jego koledzy dostali anonimy oskarżające go o bycie konfidentem SB. Są w nich okrutne wyzwiska i groźby. Dziś wiemy, że pisali je esbecy.
Doprawdy ostatnie tygodnie życia studenta Pyjasa były straszne. I same się strasznymi nie zrobiły. To piekło od A do Z zafundowała mu bezpieka inwigilując, szantażując psychicznie jego i jego rodziców, oczerniając, ubliżając i strasząc.
Naczelnik Wydziału VI Departamentu IV ppłk Tadeusz Grunwald raportował, że podczas 267. Pieszej Pielgrzymki do Częstochowy „w celu wyłączenia na pewien okres z aktywnej działalności osób znanych z postawy antypaństwowej zastosowano specjalne środki odurzające wobec księży Wiśniewskiego, Jończyka, oraz wobec Honowskiej, Sonika…” Po utracie przytomności Sonik wylądował w szpitalu.
O tym wszystkim wiedzieć trzeba, kiedy się mówi o Staszku i jego śmierci.

Wykładowcy UJ zgodnie twierdzą, że był wybitnie uzdolniony i wykształcony. Ten chłopak z prowincji, choć musiał nadrabiać braki kapitału kulturowego, nie tylko nigdy nie powtarzał roku, ale dostawał nagrody rektorskie za doskonałe wyniki egzaminów. A przecież studiował równolegle filozofię, a dorywczo pracował zarobkowo. Mył okna i wagony, i… pisał cudze magisterki.
Kiedy więc słyszę, jak ktoś mówi o ‘budowaniu mitu’, mam ochotę odpowiedzieć po ukraińsku: 'иди на хуй!’
Autor: Liliana Sonik
Urodzona 30 sierpnia 1954 r. w Krakowie – polska filolog, wychowanka DA Beczka, po śmierci Stanisława Pyjasa założycielka Studenckiego Komitetu Solidarności, publicystka, dziennikarka, opublikowała w „Tygodniku Powszechnym”, „Rzeczpospolitej”, „Dzienniku Polskim”, „Głosie Wielkopolskim”, „Gazecie Wyborczej”, „Znaku”. Pracowała w Radio France Internationale i TVP.
Zostaw komentarz