Wracając do Góry Ślęży, należy podkreślić, że u jej podnóża oraz w jej okolicy została znaleziona spora ilość tajemniczych rzeźb, które już opisałem w poprzednim moim artykule pt. „Ślęża – Lechicka „Atlantyda”…….” (czytaj więcej) a który jest obszernym fragmentem z mojej książki  – Ślęża – Polska Atlantyda – wyd. Cieszyn 2002 rok, ISBN : 8391222020, OCLC: (OCoLC)838607333

Oczywiście jak wcześniej pisałem, że do najbardziej interesujących rzeźb okolicy Góry Ślęży należą: niedźwiedzie, sfinksy, lwy a w szczególności „tajemniczy Mnich”  przypominający kręgiel lub też rakietę wieloczłonową ( zdjęcie z lewej ). Zdjęcie z prawej strony przedstawia, jak to jest określany w literaturze, „starożytny słup przydrożny” znajdujący się w Koninie. Ale czy na pewno są tymi artefaktami za które uznaje je nauka współczesna(?).

Dla przypomnienia, otóż w roku 1950  przeprowadzono badania archeologiczne wokół tej rzeźby mnicha, gdyż była ona częściowo zakopana w ziemi i nigdy nie było wiadomo jak wyglądała ta rzeźba w całości. Po odkopaniu stwierdzono, że ma ok. 2,6 m wysokości. Okazało się również, że rzeźba ta posiada na czubku tj. spłaszczonej kuli znak ukośnego krzyża o wymiarach 20 x 19cm i podobny krzyż znajduje się również na podstawie, której średnica wynosi 0,8m , krzyż tutaj ma wymiary 32 x 31cm. Całość została wykonana na bardzo wysokim poziomie technicznym, z zachowaniem doskonałej symetrii. Aby wykonać taką rzeźbę np. bez urządzeń stalowych, trwałoby to na pewno wiele miesięcy. 

Z rzeźbą tą związana jest legenda spisana przez Kunowskiego na początku XIX w. i powtórzona w monografii o Ślęży napisanej przez M. Sadedecka, iż ma ona być świadectwem tragicznego wypadku, jaki miał się zdarzyć w średniowieczu w pobliżu wsi Wojnarowice u podnóża Ślęży, gdzie na przechodzącego mnicha z opactwa znajdującego się na Ślęży napadł wilk. W trakcie walki mnich odniósł śmiertelne rany, ale wilk również stracił życie, dlatego też aby upamiętnić to wydarzenie postawiono dwa pomniki – jeden poświęcony mnichowi  a drugi wilkowi. Za pomnik wilka uważano lwa znalezionego na początku XIX w. na gruntach mieszkańca Garncarska, który nazywał się Wolf (wilk). Zabrał on w roku 1812 tę rzeźbę z pola i postawił przed swoim domem, obecnie lew stoi przy kościele Świętej Anny w Sobótce.

Do końca II wojny światowej okoliczna ludność np. składała u stóp „mnicha” ofiary z żywności. Ta praktyka była prawdopodobnie pozostałością po dawnych obrzędach pogańskich. 

Przepływający przez zachodnią część Sobótki strumyk po ulewie w 1933r. odsłonił na brzegu granitową kolumnę w formie walca o wysokości ok. 2,4m i 0,45m średnicy. Obecnie znajduje się na terenie Muzeum w Sobótce. Znaleziona kolumna jest prawdopodobnie półfabrykatem, gdyż posiada ślady obróbki wstępnej, dokonanej za pomocą grubych ciosów prowadzonych z góry w dół bez śladów gładzenia powierzchni. Chociaż niewykluczone, że mógł spełniać jakąś funkcję, nie posiada on znaku ukośnego krzyża.

Jeżeli chodzi o słup z Konina zwany też słupem milowym, to jest on uznawany za najstarszy znak drogowy w Polsce. Znak milowy ustawiony jest przy gotyckim kościele Św. Bartłomieja, w tak zwanym Starym Koninie. Łacińska inskrypcja na nim głosi, że 2,5-metrowy słup został ufundowany przez komesa palatyna Piotra w 1151 roku. Pierwotnie słup stał w pobliżu konińskiego zamku i wyznaczał połowę drogi między Kaliszem a Kruszwicą. Znajdował  się w odległości ok. 52 km od każdego z tych miast.

„Roku wcielenia Pana naszego 1151
Do Kalisza z Kruszwicy tu prawie punkt środkowy
Wskazuje ta formuła drogi i sprawiedliwości
Którą kazał uczynić komes palatyn Piotr
I starannie też przepołowił tę drogę
Abyś był go pamiętny, racz każdy podróżny
Modlitwą prosić łaskawego Boga”. (źródło)

Należy podkreślić, że pochodzenie słupa nie jest ostatecznie wyjaśnione. Pojawiają się teorie o pogańskim rodowodzie obelisku, który został w 1151 roku zaopatrzony napisem łacińskim. Niestety nic nie wiemy o wcześniejszej historii tego jakże pięknego zabytku. 

Chciałbym jednak wrócić do podobnej rzeźby pod Ślężą. Otóż wzmianka o tym, że  „do końca II wojny światowej okoliczna ludność np. składała u stóp „mnicha” ofiary z żywności”. Dlaczego skupiłem się tym razem na tych rzeźbach, otóż rzeczywiście ta praktyka była prawdopodobnie pozostałością po dawnych obrzędach pogańskich. Moim zdaniem świadczy o czymś co widziałem niejednokrotnie podróżując po Indiach. Może to za daleko wybiegająca teoria, ale te zabytki przypominają mi indyjskie Lingamy czyli symbol bóstwa Śiwy. Lingamy są różnej wielkości, najczęściej nie wysokie jak np. zabytki spod Ślęży określane jako „grzyb”, ale były też duże i wysokie (https://en.wikipedia.org/wiki/Lingam). Na terenie Indii i Nepalu jest zlokalizowanych 12 głównych świątyń śiwaickich z wielkimi lingamami (zwanymi dźjotirlinga), jako centralnym obiektem kultu. Są one podobne do naszych polskich zabytków.

Wyjaśnijmy pierwsze co to jest Lingam, czy też Linga, otóż jest to termin z metafizyki hinduizmu. W najstarszych tekstach śiwaizmu linga obrazowana jest jako Pierwotne Kosmiczne Jajo z którego powstaje cały wszechświat i wszystkie stworzenia. Kamienny hinduistyczny lingam to najczęściej obiekt kultu boga Śiwy, czyli śiwalingam. Lingam jest kojarzony z fallusem, ale  Abhinawagupta (X wiek) w tantrycznym traktacie „Tantra-Aloka” (Światło Tantry, wers 5.54) tak wyjaśnia znaczenie pojęcia lingamu:

Ten cały wszechświat jest rozpuszczany w tym (lingamie), i ten cały wszechświat jest postrzegany jako przebywający w tym lingamie!

Linga jest rozumiana raczej jako kształt geometryczny superprzestrzeni w której zawiera się cały fizyczny kosmos i bardzo trudno ten symbol kojarzyć z męskim członkiem. (więcej)

Kilka lat temu sensacją było wiadomość jak podczas wizyty w jednym z najbardziej znanych miejsc w sufizmie w Mauzoleum Rumiego w Konyi w Turcji, indyjski Sadhguru odkrywa lingę w ogrodzie na zewnątrz, miejsce to jak i znajdujące się tutaj zabytki w tym lingan liczą 4700 lat (czytaj więcej). Trzeba zaznaczyć, że religia hinduizmu łączy się z cywilizacją Ariów, która kilka tysięcy lat temu opanowała Indie, a hinduizm rozprzestrzenił się po całej Azji.  Z hinduizmu i poprzedzającego go braminizmu wywodzi się wiele innych religii rozprzestrzenionych po całej Azji i nie tylko a dot. takich religii jak m.in. buddyzmdźinizmsikhizmadźiwikowie – pośrednio, sięgając nawet do Japonii. Zaratusztrianizm i tej religii święta księga Zend Awesta wywodzi się z tego samego rdzenia aryjskiego co np. hymny wedyjskie i wykazuje do nich wiele podobieństw. Hinduizm jest religią bez jednego głównego założyciela i rozpoczął się razem z rozkwitem kultury Ariów w Indiach. Wtedy też powstała Rygweda – najstarsza święta księga hinduizmu. Z czasem do kanonu świętych pism tej wiary dołączyły pozostałe Wedy oraz wiele innych tekstów religijnych. Tak więc hinduizm jako religia powstał właśnie z Wed, ale wyewoluował z braminizmu, który z kolei wyewoluował z wedyzmu. Wedyzm został przyniesiony do Indii przez Ariów, którzy już go dużo wcześniej rozwinęli. Był z początku religią politeistyczną, która przekształciła się później w henoteizm. Na początku hinduizm na szczyt panteonu wysunął Wisznu i Śiwę, a dawniejsze bóstwa wedyjskie takie jak AgniIndraWaruna, a także Brahma spadły albo do roli bóstw pomniejszych lub całkowicie zanikły. Hinduiści byli w zasadzie podzieleni na wisznuitów (czczących Wisznu i jego awatary) oraz śiwaitów (czczących Śiwę). Członkowie każdego z tych odłamów uważali ich bóstwo za Boga jedynego, zatem hinduizm był monoteistyczny (czytaj).

Powstaje pytanie czy jest możliwym, aby rzeźby opisane wyżej mogły stanowić elementy wiary wedyjskiej. Przecież wiara słowiańska opiera się też na Wedach. Kontakty wiele tysięcy lat temu były czymś normalnym, zwarzywszy na ogromne wędrówki ludów. 

Największą bolączką współczesnej nauki o czym pisałem już w moich publikacjach jest to, że wszystkie prawie dziedziny poszczególnych dyscyplin naukowych posiadają ramy stworzone wiele lat temu i przekroczenie tych ram dla młodych zdolnych naukowców czasem wiąże się z końcem ich kariery. Głównymi ograniczeniami są nazwiska twórców ram, ich pochodzenie czy też polityczne podejście do nowych teorii. Nadto panuje nad tym wszystkim niepodzielnie teza –Jeżeli dowody nie pasują do teorii to tym gorzej dla dowodów.

Tak właśnie jest odkrywana m.in. na nowo powoli historia Słowian, przy czym nadal w Polsce mamy nazwy ulic imieniem zagorzałych niszczycieli naszej kultury i historii (czytaj więcej). Dokumenty starożytne zachowały się nie tylko w innych krajach jak np. w Starożytnej Persji jak również kronikach rosyjskich, niemieckich , francuskich, hiszpańskich ale i w naszych kronikach, jak kronika arcybiskupa Prokosza z X wieku, czy też Cholewy, Kadłubka a także Bogufała jak również zachowanych starożytnych map. Przemilczane są badania genetyczne. Odkrycie przez genetyków polskiej haplogrupy R1a1a7 męskiego chromosomu Y- DNA, potwierdziło, że żyjemy nieprzerwanie na naszych rdzennych terenach od przeszło 10 700 lat. Mało tego ta właśnie haplogrupa jest obecna do tej pory w 51% populacji w Polsce. Dzięki badaniom genetycznym prześledzono wędrówki Prasłowian na przestrzeni kilku tysięcy lat od Europy do Indii i powrotem. Badania wykazały, że tę haplogrupę posiada ogromny odsetek ludzi w północnych Indiach, W szczególności posiada go wyższa kasta w tym wielu Braminów. Genotyp oparty o  wspólną haplogrupę R1a, czy później R1a1 dotyczy Ariów, którzy są bezpośrednimi przodkami Słowian, Irańczyków i  Indów. Zresztą nazwa starożytna Polski zachowała się w wielu krajach jak np. jednym z przykładów mogą być Węgrzy, którzy nazywają nasze państwo Lengyelország, albo Litwini, którzy mówią  Lenkija. Natomiast w Turcji, Armenii jak również w krajach, w których używany jest język perski mówi się o Polsce  Lehistan, Lehastan bądź Lahestan. Przemilczane są również badania genetyczne. Odkrycie przez genetyków polskiej haplogrupy R1a1a7 męskiego chromosomu Y- DNA, potwierdziło, że żyjemy nieprzerwanie na naszych rdzennych terenach polskich od przeszło 10 700 lat.

Rozmowa profesora Tomasza Grzybowskiego z Katarzyną Kobylecką w bydgoskim studiu Polskiego Radia:

Przełom wrzesnia i listopada 2017 i 2018 spędzałem w Indiach a w zasadzie w najdalszej północnej części tego subkontynentu  – w Śrinagarze i Leh – Ladakh tj Prowincji Jammu i Kaszmir (czytaj więcej). Tak jak Śrinagar przyciąga z uwagi na Jezusa czyli Grób Issy tak po przejechaniu górzystą drogą przez Kargill znajdujemy się w Tybecie w Ladakh w pięknie położonym na wysokości ponad 3500 m.n.p.m mieście Leh, gdzie przysłowiowo dech zapiera z powodu nie tylko rozrzedzonego powietrza, ale w szczególności z powodu piękna i surowości tych terenów. Właśnie na tych wysokościach odkryto w jednym z jezior ponad 5 kilometrów nad poziomem mórz, ciała ludzi o genach odnotowanych w kolebce Słowian (czytaj więcej).

Na podstawie badań prof. Szałka dotyczących m.in. Mezopotamii, można wysunąć tezę dotyczącą rzeźb odkrytych w Masywie Ślęży, że są one bardzo podobne do rzeźb z kręgu kultury Międzyrzecza i kultury Hetytów. Jaka kultura naprawdę zamieszkiwała Ślężę i okolice? Można to rozważyć na podstawie skąpego materiału dowodowego jakimi są rzeźby, ale nie tylko. Wielu naukowców skłania się do poglądu, że wędrówki ludów były czymś normalnym i to na duże odległości. Takie rzeźby jak sfinks, głowa z Wrocławia, czy też grzyb oraz fragment rzeźby granitowej, a także lwy i niedźwiedzie bardzo przypominają sztukę Hetytów oraz starożytnej Mezopotamii w szczególności Persji. To czy można zaprzeczyć twierdzeniu, że Wedy i kultura wedyjska dotyczyć mogła tylko terenów Subkontynentu Indyjskiego i okolic? Nie można stanowczo tak twierdzić z uwagi na badania genetyczne. A może przed wiekami była jedna kultura Euroazjatycka dopiero z tego pnia powstawały inne religie. 

Fot. Wikipedia i scren YouTube