Dwa dni temu ujawniłem swój pomysł na film dokumentalny o mordzie na księdzu Jerzym Popiełuszce. Spodziewałem się hejtu i nie omyliłem się. Zostałem porównany do Hitlera, nazwany określeniem podważającym moralność mojej matki, a także ostrzeżony kilkakrotnie. Dostało się także TV Republice za opublikowanie mojego postu. Bez mojej wiedzy i intencji zresztą. Dowiaduję się też, że jacyś ludzie powołują się na znajomość ze mną i opowiadają legendy. Jedna z nich to to, że miałem podobno przekazać komuś jakieś dane na temat kogoś. Nieważne, ale miało to uderzać bezpośrednio w pana Jarosława Kaczyńskiego. Miał też nazwać mnie złodziejem. Co ciekawe, po wydaniu pierwszej książki, ta sama osoba ostrzegała mnie przed panem Piotrem Jeglińskim, który miał być „źródłem Stazi, SB i WSI”. Panie Wiktorze O., czy powtórzy mi to Pan prosto w oczy? Oskarża mnie Pan o złodziejstwo, więc proszę o dowody. Dotrę do Pana i zapytam publicznie. O Skok Wołomin też, bo Pan chyba wie więcej na ten temat ode mnie, skoro sypie szczegółami.

Hejt pochodzi ze wszystkich stron. Zauważyłem, że stosują te same metody. Ci, którzy ludzi z moim życiorysem powiesiliby wraz z dziećmi i resztą rodziny na latarni mówią to samo, co ci, którzy staż w SB mają dłuższy niż ja. Zacząłem w listopadzie 1982 roku w Departamencie Techniki, potem szkoła w Kiejkutach , praktyka w Kontrwywiadzie i od zimy 1984 roku Wydział XI Departamentu I MSW, a 13 grudnia byłem nauczycielem w podstawówce, a nie funkcjonariuszem bezpieki, jak ci, którzy mnie oskarżają o wszystko. Kilku księży też zniknęło szybko z moich znajomych. Nieważne, ten sam stalinowski język.

Zaczęły się też ataki prywatne. Każdy ma coś w życiu, a ja jestem znów w sytuacji, gdzie archetyp zwycięża, a facet z góry jest przegrany. Te ataki będą dobrze przygotowane i wszystkich nie dam rady przezwyciężyć. Tym bardziej, że niektórzy dziennikarze, aż pala się do zamknięcia mnie. Również ci z tzw. „prawicy”. Może jednak ktoś chociaż raz zapyta o zdanie drugiej strony. Spraw prywatnych nie będę roztrząsał publicznie i nigdy nie dyskutuję ad personam, chociaż przyznaję, że te argumenty są dla mnie bolesne, gdyż dotykają manipulacji bliską mi osoba, a ja będę znów musiał udowadniać, że nie jestem wielbłądem. Chodzi zresztą wyłącznie o pieniądze, których i tak nie mam. Ktoś obiecał kilka lat temu, że mnie zniszczy i konsekwentnie do tego dąży. Był również funkcjonariuszem tej samej bezpieki.

Wszystko to służy deprecjacji i „zniknięciu” mnie. Po awanturze i atakach na TV Republika pewnie ich studia zamkną się dla mnie. O TV publicznej nie wspomnę nawet, bo dochodzą jeszcze moje słowa o Islamie. Trudno. Przeżyję i jakoś będę „opluskwiał” dalej. Nie obchodzi mnie również co piszą różne „bondy” lewicy i prawicy.

Wszystko, co powyżej napisałem, nie oznacza, iż nie spróbuję zrealizować swojego pomysłu. Zapraszam na stronę poświęconą nieistniejącemu (jeszcze) filmowi. Na razie nic tam nie ma. mam zamiar publikować na niej sprawy ogólne, głównie na temat postępu prac nad filmem. Zgłaszają się do mnie osoby oferujące pomoc. Dziękuję, ale uprzedzam jednocześnie: nie chodzi mi o sławę i pieniądze, więc jeśli ktoś chce przy tej okazji „wypromować” siebie i to jest jego głównym celem, nie ma u mnie szans. Podobnie nie obchodzą mnie „gry i zagrywki” tego artystycznego środowiska. Wszystko, co możliwe robione będzie otwarcie. Jeśli się uda, film powstanie i nikt nie będzie chciał go wyemitować, opublikuje go za darmo w Internecie. Jestem to winien Rodakom, z których tak kpi jeden z moich adwersarzy.

I na koniec jeszcze jedno, do wszystkich adwersarzy ze wszystkich stron: To prawda, że SB, zbrojne ramię PZPR czyli PRL w bestialski sposób zamordowało księdza Jerzego Popiełuszkę. Napisałem już swoistą ekspiację w formie powieści. „Spisek Założycielski” nie wystarczy. Uważam za swój obowiązek spróbować przynajmniej wyjaśnić rzeczywistych winnych tej zbrodni. Skazano sprawców, a winni pozostali bezkarni. Tak, byłem funkcjonariuszem SB od listopada roku 1982 do lutego roku 1990 i dlatego właśnie muszę to zrobić. dziwię się, że moi byli koledzy tego nie rozumieją. Nie wszyscy przecież byli „Piotrowskimi”, a część z nich zaplątała się w to wszystko z własnej naiwności i grała, by przetrwać. czas nadszedł jednak, by otworzyć oczy i zrzucić to z siebie.

Jeżdżę na rowerze, bo to lek na serce, które zawodzi mnie coraz częściej. Jakoś dziwnie jednak wiem, że na mój pomysł starczy mi jeszcze czasu. Przeraża mnie to przekonanie i uspokaja zarazem. Zapraszam na stronę na FB TUTAJ.