Zamiast od razu sięgać po Putina i jego kryptofilozofów w rodzaju Dugina lepiej zacytujmy… Franka Herberta.

Starsi miłośnicy sf od razu skojarzą Go z cyklem opowieści o pustynnej planecie Diuna. Ba, sięgną też po film Davida Lyncha z 1984 roku z rolami Maxa v. Sydow i… Stinga. Młodsi zaś zachwycają się aktualnie pierwszą częścią Diuny z 2021 roku (raptem „tylko” 6 Oscarów) i czekają na część drugą, której premiera przewidziana jest na 3 listopada tego roku.

Przypomnijmy więc słowa, które dokładnie opisują metody działania rosyjskiej (wcześniej zaś sowieckiej) propagandy.

Oto książę Leto Atryda zwracając się do swojego syna, późniejszego przywódcy Fremenów (ludu zamieszkującego planetę Arrakis), nie wahającego się wydać wojny samemu Imperatorowi, mówi:

Pierwszy krok do ominięcia pułapki to uświadomić sobie, gdzie ona jest. To przypomina pojedynek, synu, tylko na większą skalę: finta wewnątrz finty w fincie… pozornie bez końca.

Podstęp wewnątrz innego podstępu.

Propaganda wewnątrz propagandy…

A może lepiej, gdy sięgniemy do Hitlera? W końcu taki sam socjalista, jak Lenin czy Stalin, zatem ideologicznie blisko mu do Putina.

Kiedy naród widzi, że jest okrążony przez różnych wrogów, to taka sytuacja sprawia, że słabsze i mniej odporne jednostki zaczynają się wahać i wątpić w słuszność własnej sprawy.

(Mein Kampf, cz. I, rozdz. III)

No i jesteśmy w domu, proszę państwa.

Tak naprawdę rosyjska propaganda, jaką obficie raczą nas polskojęzyczne portaliki, nie jest przeznaczona… dla nas! Oburzanie się na polskojęzycznych, w tym na żurnalistkę stanu wojennego babunię Wiórkiewicz nie ma sensu. Tak naprawdę ich propaganda skierowana jest na użytek… wewnętrzny Rosji.

Po prostu jak najmniej poddanych Putina ma się wahać i wątpić w słuszność „specjalnej operacji wojskowej”, w istocie będącej zwykłą napaścią na sąsiada.

Stąd właśnie biorą się te infantylne i budzące śmiech u nawet zagorzałych braunowców-korwinowców o biednych mieszkańcach Olsztyna nie mogących spać wskutek ustawicznych salw honorowych podczas pogrzebów poległych na Ukrainie polskich żołnierzy.

Cytat z „niezależnej polskiej prasy” tylko uwiarygadnia kremlowski przekaz. Podobnie i „polski Huffington”. Poza garstką oczadziałych nienawiścią do wolnej Polski (wskutek odebrania ubeckich emerytur) „blogerów” tak naprawdę wpływ na społeczeństwo polskie tego czegoś jest żaden.

Natomiast cytowanie „niezależnych mediów” służy jedynie ugruntowaniu świadomości przeciętnego Rosjanina.

Ten mniej przeciętny natomiast może sobie sprawdzić źródło i… trafia w świat utworzony przez propagandę Kremla.

Ostatnio np. Polska lansowana jest jako kraj przymierający głodem. Słynny NDP, pisany przez polskojęzycznych Rosjan (nawet pośród emerytowanych ubeków i TW trudno znaleźć aż takie bydlęta), podaje:

Nie zapominajmy, że po ostatecznej kłótni z Rosją straciliśmy tanią energię i gaz, paliwo i nawozy, nasza produkcja stanęła, zamknęły się piekarnie i sklepy, a obroty handlowe spadły do punktu krytycznego. Najgorsze w tej sytuacji jest to, że rząd nie zamierza pomagać przedsiębiorcom w tym zakresie, podczas gdy szczególnie w Rosji sankcje spowodowały comiesięczne wypłaty dla przedsiębiorców, rodzin z dziećmi i emerytów dotkniętych tymi sankcjami.

Jak jest naprawdę każdy widzi. Chleb jest, i to nie po 30,- zł, jak prorokowali… niektórzy. Sklepy są otwarte, zaś produkcja odbywa się bez przeszkód. Co więcej, pomimo napływu tak wielkiej liczby uchodźców, bezrobocie mamy najniższe po 1989 roku.

Ale informacje NDP są przeznaczone dla odbiorcy… rosyjskiego. A taka informacja doskonale współgra z kolejną wypowiedzią Sołowiowa.

Polacy popierają Putina, tylko zły (pewnie żydowsko-nazistowski) rząd jest przeciw Rosji. Podobnie w innych krajach.

Co więcej, Rosja nie może wygrać z Ukrainą tak długo, bo naprawdę walczy z NATO. Ukraińcy już dawno mają dosyć, ale żydobanderowcy z Kijowa, obawiający się odpowiedzialności za swoje złe czyny judzą p-ko „oswobodzicielom”.

Jest to więc wojna toczona przez Rosję z „kolektywnym Zachodem”. I tylko przez przypadek na ukraińskiej ziemi (tzw. wojna zastępcza).

W tej wojnie Rosja nie jest odosobniona. Wszak sekunduje jej cały postępowy świat, na razie tylko tłamszony przez siły zła uosabiane przez Bidena, NATO i Kaczyńskiego. ;)

Jednak po Ukrainie przyjdzie kolej na dalsze wyzwalanie…

Tak wygląda kremlowskie opium dla ludu.

By było bardziej wiarogodne od czasu do czasu pojawiają się przedruki z polskiej niezależnej prasy (NDP), do tego niezależni dziennikarze niemieccy, brytyjscy czy amerykańscy. Tak naprawdę wszyscy oni są mniej lub bardziej widocznie związani z aparatem propagandowym Kremla, ale przecież…

Dobre kłamstwo jest jak magiczne zaklęcie.

(A. Hitler)

Wypadałoby wyjaśnić jeszcze jedno. Otóż każdego od początku uderza to, że wg Putina i jego akolitów wojna na Ukrainie ma doprowadzić do denazyfikacji tego kraju.

Szef kremlowskiej junty obwieścił całemu światu 24 lutego 2022 roku:

Będziemy dążyć do demilitaryzacji oraz denazyfikacji Ukrainy.

Ani słowa o tym, że Ukraina to legendarna trzecia kraina „świętej Rusi” i jej opanowanie pozwoli na odbudowę Imperium. Zamiast tego krótki komunikat – denazyfikacja!

Mamy uwierzyć, że w postkomunistycznym kraju głównym problemem są neonaziści, a nie postkomuna!

Znowu trzeba przypomnieć Hitlera:

Kunszt prawdziwie wielkiego wodza w każdej epoce polega przede wszystkim na tym, aby nie rozdrabniać uwagi narodu, ale koncentrować ją zawsze przeciwko jednemu, jedynemu przeciwnikowi.

(Mein Kampf, cz. I, rozdz. III)

Wrogiem Rosji nie może więc być tylko ściśle określona Ukraina. Bo gdy przyjdzie walczyć z Litwą, Gruzją czy też z Polską będzie trzeba za każdym razem szukać nowego pretekstu.

Tymczasem denazyfikacja jest uniwersalna. Wszak denazyfikacja Państw Bałtyckich jest logiczną konsekwencją tego, że obywatele tych Państw przymusowo wcielonych do Związku Sowieckiego w 1940 roku w Wehrmachcie widzieli armię wyzwolicielkę.

Ba, walczyli o wolność ze Stalinem… w nazistowskich barwach!

Podobnie Gruzja. Z kolei Polska, niewdzięczna, zbroi się na potęgę i stanowi zagrożenie dla miłującej pokój Białorusi. Poza tym wspiera nazistów ukraińskich.

Do tego likwiduje pomniki zależności od Sowietów, co z kolei oznacza, że zwracamy się w stronę nazistów.

Wojna z nami byłaby więc uzasadniona denazyfikacją i demilitaryzacją jednocześnie.

I tak pod jednym hasłem Putin mógłby spróbować odzyskać utraconą przez Gorbaczowa i Jelcyna Europę Środkową.

Bo przecież nie Litwini, nie Łotysze, nie Estończycy i nie Polacy są wrogami Rosji, ale nazizm, w jarzmie którego jęczą te Narody. Ruskie ogry walczyć więc będą ze wspólnym wrogiem…

Nie ma więc mowy o podbijaniu Państw, ale o wyzwoleniu Narodów od powszechnie znienawidzonych reżimów.

Paradoksalnie po latach Putin okazuje się wiernym uczniem Hitlera.

To jednak nie powinno dziwić.

Przecież wiadomo, że nazizm był jedynie wersją light komunizmu rosyjskiego.

19.01 2023

fot. twitter