Wypowiedź premiera Morawieckiego, który w końcu explicite przyznał, że jeśli Niemcy będą nadal blokować możliwość wysłania posiadanych przez Polskę czołgów Leopard-2 na Ukrainę okazała się bardzo skuteczną groźbą!
Pisze na ten temat amerykański komentator polityczny Peter Zaihan. Tłumaczę:

„Jeśli Niemcy odmówią zgody, to i tak wszystkie zainteresowane strony dostarczą te Leopardy (Ukrainie) na własną rękę i nikt z nich nie zastąpi tych wysłanych czołgów nowymi zakupami z Niemiec. Tak będzie wyglądał koniec komercyjnego sukcesu niemieckiego przemysłu zbrojeniowego.”
Zeihan nawiązuje to wprost do politologa Edwarda Luttwaka, który w książce pt. „Strategy: The Logic of War and Peace” (Strategia: logika wojny i pokoju) z 1990 r. opisał wiele tzw. paradoksów strategicznych. Przykładowo:
– Skuteczna droga do zwycięstwa jest zazwyczaj najcięższa, lecz właśnie z tego powodu jest najmniej strzeżona przez przeciwnika,
– Najpotężniejsze bronie są na ogół najbardziej podatne na zniszczenie,
– Ofensywa szerokim frontem, choć wymagająca pod względem liczebności oddziałów, jest prosta logistycznie, gdyż posuwanie się w równym tempie nie wymaga zaawansowanej koordynacji. Z kolei ofensywa wąska, która pozwala osiągnąć sukces mniejszymi siłami, wymaga doskonałej łączności, gdyż działania poszczególnych formacji muszą być ze sobą odpowiednio zsynchronizowane.
Takich spostrzeżeń jest w tej książce multum. Jest to de facto dzieło na miarę von Clausewitza czy Sun Tzu – lektura obowiązkowa w amerykańskich szkołach wojskowych!
No i wśród tych spostrzeżeń jest też takie o kruchej naturze groźby w polityce międzynarodowej. Groźba bowiem działa, dopóki oczekiwany koszt wiążący się z naruszeniem związanych z nią oczekiwań drugiej strony wydaje się wyższy niż koszty ponoszone w związku z dostosowaniem się do jej wymagań. Jeśli jednak rachunek ten ulega odwróceniu, to dochodzi do pokerowego „sprawdzam” i wówczas szybko okazuje się, czy faktycznie zastosowana groźba ma pokrycie.
Groźba Putina, że odetnie Zachód Europy od surowców energetycznych wydawała się bardzo poważna i miała zasadniczy wpływ na politykę państw „Starej Unii” aż do chwili, kiedy koszty geopolityczne związane ze spełnianiem rosyjskich oczekiwań okazały się zbyt poważne. Kiedy Niemcy podjęły decyzję o odcięciu się od rosyjskiego gazu, rosyjska siła perswazji gwałtownie opadła i rosyjska retoryka musiała uciec się aż do groźby użycia taktycznej broni jądrowej – co również okazało się skuteczne jedynie przez chwilę.
Podobnie w przypadku Niemiec. Zdolność Berlina do blokowania inicjatyw innych państw NATO w zakresie wspierania Ukrainy określona jest przez amerykańskie oczekiwanie zachowania spójności sojuszu oraz szeroko rozumiany wpływ polityczny i gospodarczy Niemiec na arenie międzynarodowej.
Jednak dla Polski i innych krajów frontowych zagrożenie rosyjskie ma charakter egzystencjalny, podczas gdy wszelkie możliwe konsekwencje naruszenia określonych przez Niemcy warunków dysponowania zakupioną od nich bronią ma charakter jedynie formalno-prawny. W sytuacji krytycznej, kiedy Niemcy i tak okazały się bezużytecznym „sojusznikiem” – groźba ta straciła na znaczeniu. Kiedy Mateusz Morawiecki powiedział „sprawdzam”, czyli wyraził opinię, że „zrobimy co trzeba z Niemcami lub bez” – zasłona opadła. Niemcy okazały się nie posiadać atutów w ręku. Nie uzyskały wsparcia ani od USA, ani od innych krajów zaangażowanych w tę wojnę. Wszyscy wiedzą, że bez wsparcia potencjału gospodarki niemieckiej tę wojnę będzie trudno wygrać, lecz może uda się jej przynajmniej nie przegrać. Poddając się niemieckim warunkom – zdecydowalibyśmy wprost o porażce Ukrainy.
Jaką ostatecznie decyzję podejmie w tej sytuacji rząd niemiecki – tego nie wiem. Handelsblatt doniósł dziś nieoficjalnie, że rząd Niemiec „przygotowuje się do dostaw czołgów na Ukrainę”. Wiele wskazuje zatem, że Berlin uznał swoją porażkę i odblokuje możliwość dostarczania Leopardów-2 przez tych członków NATO, którzy uznali, że jest to celowe, a być może nawet formalnie dołączy do „koalicji pomocy”. Czy jednak za deklaracjami pójdą faktycznie dostawy – trudno powiedzieć. W Berlinie ewidentnie nie ma na to woli politycznej. Niemieckie społeczeństwo też zachowuje się w tej kwestii co najmniej ambiwalentnie. Sondaże nie są optymistyczne. bundeswehra także stęka, że ma ograniczone możliwości techniczne a niemiecki przemysł „ledwie nadąża”.
Z drugiej strony, oficjalnie Niemcy mają na stanie 350 czołgów Leopard-2 i raczej nie muszą szykować się na to, że za miesiąc czy dwa rosyjskie kolumny pancerne podejdą pod Rüdersdorf. Mają z czego odpuścić…
Fot. Bumar-Łabędy
Autor: Zbigniew Szczęsny
Prawicowy ateista. Zwolennik proatomowej strategii wychodzenia z paliw kopalnych. Polityczny (sur)realista tęskniący za „Międzymorzem” jako suwerennym biegunem siły między Rosją a Zachodem. Żyję z programowania. Publicystyką zajmuję się w czasie wolnym nie mogąc znaleźć sobie miejsca w świecie rozdrapywanym przez skrajności.
Zostaw komentarz