Tym razem w postaci figurki przedstawiającej chłopa i babę z konewką. Chłop w kapeluszu i długą brodą. Bardzo przaśny, autentycznie ludowy wyrób, pochodzący z najwcześniejszego okresu mojej twórczości. Pewnie z 1974 – 6 roku.
Wtedy kupiłem starą, zbudowaną z gliny pomieszanej z trocinami chałupę i po etatowej pracy w Pracowni Ekspresji Sztuki Psychopatologicznej, którą w 1969 roku założyłem w dużym szpitalu psychiatrycznym, nieomal do północy eksperymentowałem w niej z nowym dla mnie tworzywem – gliną. Nie zamierzałem imitować sztuki ludowej, ona siedziała we mnie od czasu, kiedy w dzieciństwie zaprzyjaźniłem się z wnukiem znanego poety przy tym kolekcjonera sztuki ludowej Emila Zegadłowicza. Prawie na co dzień obcowałem ze światkami Jędrzeja Wowry.
Ta utrwalona we mnie fascynacja posiadania własnej świąt karni, zaczęła mi podsuwać różne pomysły.Na początku wykonałem z gliny figury szachowe, potem zacząłem je łączyć w pary itp.
Prezentowana na zdjęciu przesłanym mi przez zadowoloną z posiadania wytrawną kolekcjonerkę para jest szkliwiona. Wypalana dwukrotnie i to w dosyć wysokiej temperaturze, co powodowało irytujące mnie zacieranie rysów z pietyzmem przeze mnie podrzeźbianych.
W dodatku każdy wypał stanowił zagadkę, czy uzyskam odpowiednią dla fryty szkliwa temperaturę, czujnik temperatury( termoparę) z pieca usunąłem, żeby zwiększyć jego pojemność i czas wypalania oceniałem na godziny. Po próbach zrezygnowałem ze szkliwienia figurek i zacząłem posługiwać się techniką biskwitu polerowanego, który przez Cepelię został zaakceptowany.

Zostaw komentarz