„Wykształcenie to dobro, którego nic nie jest w stanie nas pozbawić” – J. Menande.

– Szkoła już dawno nie wychowuje. Nie kształtuje postaw patriotycznych, poczucia wspólnoty. Autorytet kościoła niestety spada i nie pełni on już takiej roli, jaką dawniej pełnił w wychowaniu dzieci. Szkoda. Poza tym jest telewizja i komputery, które niestety nie uczą obcowania z drugim człowiekiem, dlatego brakuje empatii wśród dzieci. Do tego gimnazja, od których Europa dawno odeszła… – w wywiadzie dla portalu Pressmania.pl tak sytuację w Polsce ocenia nauczycielka z wieloletnim doświadczeniem Marta Szutkowska-Kiszkiel. – Tam, gdzie rodzice partycypują w kosztach (nawet symbolicznie) czują się bardziej odpowiedzialni za szkołę, angażują się bardziej, współpracują z nauczycielami, co stanowi niesamowite wsparcie dla rozwoju i edukacji dzieci – dodaje w rozmowie z Małgorzatą Kupiszewską. – Trzeba odbudowywać, repolonizować polskie zakłady, oddać ludziom prawo do normalności… Startuję, bo mam dość odbijania się od muru ignorancji i obojętności. Mam mnóstwo spraw polonijnych, których nie mogę załatwić, bo nie ma z kim rozmawiać – mówi kandydatka do Sejmu z listy KWW Kukiz’15, z okręgu 19, miejsce na liście 22.

Małgorzata Kupiszewska: Czy mieszkając 11 lat poza krajem można mieć z nim łączność? Wiedzieć, co tak naprawdę się w nim dzieje?

 Marta Szutkowska-Kiszkiel: – Nigdy nie rozstałam się z krajem. Śledzę informacje, pracuję z Polakami i jeżdżę tak często, jak to jest możliwe prywatnie i zawodowo. Mam w Polsce rodzinę, z którą jestem bardzo związana. Nie da się tak zwyczajnie zerwać tak mocnych więzi. Poza tym, dlaczego miałabym to robić??? Jestem dumna z tego, kim jestem. To jest najważniejsze, inaczej tracimy tożsamość. Tę dumę i radość z bycia Polakiem przekazuję moim uczniom w szkołach polonijnych… Działalność polonijna na szeroką skalę sprawiła, że poznałam realia funkcjonowania polskich urzędów, urzędników i parlamentu, i rządu bliżej niż wówczas, gdy jeszcze żyłam w kraju.

 Czy Pani wie, że Polacy nigdy nie dowiedzieli się o wynikach projektu (2012 rok) cyfryzacji polskiej szkoły i stworzenia sieci internetowej w szkołach, na które poszły miliony?

 Polacy nie wiedzą o wielu działaniach, które są kosztowne i mają na celu jedynie stwarzanie pozorów. Przykładów jest mnóstwo: szkolenia , na które brak zapotrzebowania, darmowe podręczniki, z którymi nie da się pracować, projekty dla Polonii wymyślane w Polsce przez osoby, które nie mają pojęcia o naszych potrzebach. To wszystko jest marnowaniem pieniędzy, których przecież i tak nie mamy zbyt wiele… Polskie szkolnictwo zmierza do tego, by kształcić ludzi bez refleksji: uproszczony program nauczania, gimnazja, i finansowanie w myśl zasady „pieniądz za uczniem”, co powoduje, że szkoły średnie muszą zabiegać o uczniów a nie uczniowie o miejsce dobrej szkole. To wszystko niestety owocuje spadkiem poziomu nauczania.

Czy celowym działaniem jest niszczenie mózgów polskich dzieci i młodzieży przez testomanię w szkołach?

 Oczywiście. To część całego planu. Taka edukacja nie przygotowuje młodych ludzi do życia, funkcjonowania na rynku pracy, rozwiązywania problemów, myślenia. Znam wielu pedagogów, którzy mają dość takiej pracy – nauczania pod testy. To bardzo ogranicza możliwości uczniów i rolę nauczycieli.

 W MEN-e jest już 18 minister w ciągu 25 lat. Czy  w takiej sytuacji można mówić o ciągłości myślenia, zarządzania , tworzeniu systemu?

Każdy, kto się pojawia ma własną tzw. koncepcję. Nikt nie zastanawia się, jak poprawić sytuację. Za każdym razem musimy tłumaczyć te same sprawy nowym ludziom, którzy i tak nic sobie z tego nie robią. Trudne a kluczowe decyzje trafiają pod dywan. Lepiej zająć się drożdżówkami… Szkoda słów.

Według Pani, skąd w szkołach tak dużo stresu szkolnego i agresji, która sie wciąż zwiększa? Jak rozumie Pani słowo „przemoc” w kontekście dyskryminacji w szkole?

Składa się na to wiele przyczyn. Brak czasu rodziców na wychowywanie dzieci. Szkoła już dawno też nie wychowuje. Nie kształtuje postaw patriotycznych, poczucia wspólnoty. Autorytet kościoła niestety spada i nie pełni on już takiej roli, jaką dawniej pełnił w wychowaniu dzieci. Szkoda. Poza tym jest telewizja i komputery, które niestety nie uczą obcowania z drugim człowiekiem, dlatego brakuje empatii wśród dzieci. Do tego gimnazja, od których Europa dawno odeszła. Ogromne dysproporcje stanu posiadania – dzieci z rodzin biednych czują się pokrzywdzone…. Niewłaściwa dieta i wiele innych przyczyn – konsekwencji zmieniającego się świata. Przemoc promowana jest przez media. Internet nie zna żadnych ograniczeń. W tej sytuacji trudno oczekiwać od dzieci pozytywnych pro-społecznych zachowań.

Czy rząd kiedykolwiek powie obywatelom prawdę, dlaczego wszystkie sześciolatki muszą iść do szkoły, mimo że tak dużo obywateli protestuje? Prawda jest taka , że samorządy, które odpowiadają za utrzymanie przedszkoli,  nie mają pieniędzy?

 Nie ten rząd…. Prawda jest taka, że nie widzę nic złego w posyłaniu sześciolatków do szkół. Mój syn uczy się w szkole od czwartego roku życia i przynosi to fantastyczne efekty. Warunkiem jednak jest właściwe dostosowanie szkół do potrzeb młodszych dzieci, dlatego rozumiem sprzeciw rodziców. Trudno mi uwierzyć w deklaracje pani minister, że szkoły są na to gotowe. Słyszałam wiele takich deklaracji, mających się nijak do faktów, np. o tym, że polskie szkoły są gotowe na przyjęcie powracających uczniów lub – nie tak dawno – dzieci uchodźców…

Czy rząd, wpychając dzieci 5- i 6-letnie do szkół wziął pod uwagę emocjonalną i społeczną sferę rozwoju dziecka?

 Taka zmiana wymaga gruntownego przygotowania miejsca, programu i kadry. Nie sądzę, by tak właśnie się to odbyło.

Wiemy, że MEN dofinansowuje i promuje na swoich stronach (poprzez odnośniki) działania Ponton działającej przy organizacji będącej na liście płac biznesu aborcyjno-antykoncepcyjnego IPPF. Czy poda mi Pani przykłady organizacji pro-rodzinnych i pro-life wychowujących do wartości i wstrzemięźliwości, które MEN dofinansowuje lub wspiera i promuje (czy takie istnieją?)

Niestety, nie znam. Wychowanie pro-life nie jest w stylu naszego rządu. Młodzież woli proste rozwiązania i to, co łatwe i płytkie przyjmie z ochotą. Nasz rząd jest przecież bardzo nowoczesny… Jestem za tym, by nauczyć młodych ludzi dokonywać mądrych wyborów. By tak się stało, młody człowiek musi dobrze poznać temat i wiedzieć, jakie konsekwencje wiążą się z podjęciem takiej a nie innej decyzji.

Czy zna Pani organizacje pozarządowe, z którymi współpracuje MEN i których opinii zasięga w takich kwestiach jak edukacja seksualna i przedmiot wychowania do życia w rodzinie (podstawa programowa + podręczniki + materiały dla uczniów i nauczycieli, pedagogów itp)?

Myślę, że przedmiot wychowania do życia w rodzinie przede wszystkim wymaga tego, by prowadziły go osoby dobrze przygotowane i silne moralnie. Brakuje tego w szkołach a nauczyciele często sprowadzają temat do antykoncepcji. Szkoda. Nie winię za to nauczycieli. Podziwiam tych, którzy w dzisiejszej szkole podejmują trud prowadzenia tych zajęć.

 Czy Pani widzi głęboką przepaść pomiędzy szkołą powszechną utrzymywaną z podatków rodziców i szkołą prywatną opłacaną przez rodziców?

Szkoły prywatne mają większą swobodę działania. Myślę, że tam, gdzie rodzice partycypują w kosztach (nawet symbolicznie) czują się bardziej odpowiedzialni za szkołę, angażują się bardziej, współpracują z nauczycielami, co stanowi niesamowite wsparcie dla rozwoju i edukacji dzieci.

Jak wygląda szkoła w Irlandii? Chętnie chodzi do niej Pani synek?

 Bardzo chętnie. W szkole są dzieci od 4-12 lat. Maluchy uczą się przez zabawę. Starsi uczniowie im pomagają – są opiekunami. Wspólnie przygotowują przedstawienia. Grają w piłkę. Syn zawsze wraca zadowolony, choć oczywiście zadania domowe to inna sprawa
Wszyscy zaczynają zajęcia o 9.15 i kończą o 15.00 (poza najmłodszą grupą, która kończy o 14.00).

Dlaczego dzieci w Polce uczą się na 3 zmiany? Wyż demograficzny? Mało budynków? Gdzie szukać przyczyn innej edukacji?

 Mamy niż demograficzny. Myślę, że to wynika z oszczędności. Nie wiem tylko, dlaczego oszczędza się na tym, co najważniejsze. A może rząd uznał, że nie warto stwarzać dzieciom lepszych warunków .

 Założyła Pani kilka szkół polskich poza granicami naszego kraju. Jak tam wygląda nauka dzieci Polaków?

 Szkoły polonijne pracują po 16.00 lub w soboty. Są to szkoły uzupełniające. Uczniowie od czterolatków po maturzystów – w zależności od szkoły. Uczymy języka polskiego i wiedzy o Polsce (historia i geografia Polski). Pracujemy tak, by dzieci robiły postępy i były zadowolone, by polska szkoła nie była obciążeniem tylko radością. Jako współzałożycielka i Prezes Polskiej Macierzy Szkolnej w Irlandii staram się dbać o to, by każdy, kto chce założyć szkołę, otrzymał pomoc. Sporo udaje się zrobić dzięki współpracy między szkołami i wzajemnemu wspieraniu się. Niestety jest ogromny problem z finansowaniem szkół: MEN w pełni finansuje ok. 10% szkół (SPK) na świecie, pozostałe 90% może liczyć na wsparcie symboliczne lub żadne. Wiele dobrych inicjatyw z tego powodu upada. Chciałabym, by ten problem został rozwiązany. Wielokrotnie zwracaliśmy na to uwagę w petycjach i apelach, niestety bez odzewu. Uważam, że każde polskie dziecko podejmujące trud nauki języka powinno być w równym stopniu wspierane.

Jak Pani doświadczenie w pracy w zupełnie odmiennych warunkach niż polskie realia mogą przyczynić się do zmiany w szkolnictwie? Co natychmiast zmieniłaby Pani szkole?

 Zmieniłabym program nauczania, który dziś jedynie powierzchownie traktuje wiele tematów a do wielu wcale nie nawiązuje( np. historia). Zlikwidowałabym gimnazja, które są źródłem problemów i aspołecznych zachowań. Zmieniłabym zasady finansowania szkół średnich, żeby to uczniowie musieli zabiegać o miejsce w szkole a nie szkoła o uczniów, bo inaczej dotacja będzie zbyt mała, by się utrzymać. Wycofałabym obowiązek posyłania sześciolatków do szkoły na tak długo, aż szkoły byłyby gotowe na ich przyjęcie. Dostosowałabym szkolnictwo zawodowe do potrzeb lokalnego rynku pracy…Tak wiele trzeba zmienić, że trudno powiedzieć, co jest najistotniejsze.

„Dostosowałabym szkolnictwo zawodowe do potrzeb lokalnego rynku pracy..”- przecież w Polsce już nie ma szkolnictwa zawodowego! Niebawem nie będzie hydraulików, cieśli i ślusarzy. Komu zależało na likwidacji „zawodówek”?

 Właśnie o to chodzi, że nie ma, a być powinno. Zamiast marnować pieniądze na tzw. szkolenia, na które nikt nie przychodzi, powinno się przywrócić szkoły zawodowe, które przygotowałyby do pracy w lokalnych zakładach pracy.

 …Zakładów też nie ma! Tylko usługi i sklepy. Zawodowy ugór nam rząd zafundował. My patrzyliśmy z przyzwoleniem na tę dewastację Polski. Dlatego pani startuje do Sejmu? Że nawet poza granicami widać polską tragedię?

 Widać lepiej niż z kraju. Widać, że krajem można zarządzać jak biznesem, dbać o obywateli, w urzędach nie dobijać tylko pomagać, chronić miejsca pracy… Pewnie, że zakładów nie ma albo są sprzedane w obce ręce, niestety. Trzeba odbudowywać, repolonizować, oddać ludziom prawo do normalności. Startuję, bo mam dość odbijania się od muru ignorancji i obojętności. Mam mnóstwo spraw polonijnych, których nie mogę załatwić, bo nie ma dobrej woli, by je rozwiązać.

 Kiedy wolą wyborców dostanie się Pani do Sejmu, sprawi Pani, że zostanie uregulowana częstotliwość zmiany ministrów? Skąd wynika ten brak odpowiedzialności za wychowanie dzieci i młodzieży? Pokłosie komunizmu?

 Nie wiem, czy sama zdołam, ale z pewnością warto o to zawalczyć, bo nie dość, że się stale zmieniają, to jeszcze są zupełnie oderwani od realiów. To paraliżuje postęp…. Nie wiem, czy pokłosie, ale przecież społeczeństwem słabo wykształconym rządzi się bardzo komfortowo.

 Postara się Pani zlikwidować beznadziejny, demoralizujący nauczycieli system awansu nauczyciela?

 To czysta biurokracja. Podobnie jak w wielu innych dziedzinach życia, można to uprościć. Moim zdaniem po rocznym stażu powinien być egzamin dyplomowy i na tym koniec. Za to nauczyciel powinien regularnie się szkolić nie dla certyfikatów tylko dla swoich uczniów.

 Zadałam Pani większość pytań skierowanych we wrześniu do Minister Oświaty Joanny Kluzik-Rostkowskiej. Zbliża się listopad, a ja niestety, nie doczekałam się odpowiedzi. Życzę Pani sukcesów za kilkanaście dni. Dziękuję za rozmowę.

 Ja życzę sukcesu Polsce… Dziękuję.