Czytam, że według stanu na 20 lipca 2023 r. w uczelniach publicznych było:
8668 profesorów,
16383 profesorów uczelni,
62907 innych nauczycieli akademickich.
Minimalne wynagrodzenie zasadnicze profesora wynosi w 2024 r. 7210,00 zł brutto. Ale takie kokosy dostają tylko profesorowie tytularni, zwani dla poprawy samopoczucia belwederskimi. Profesorowie uczelniani, stygmatyzowani pogardliwą nazwą podwórkowych, mogą już liczyć tylko na 83 proc. pensji „belwedera”, tj. 5984,30 zł. Adiunkci mogą natomiast otrzymać 73 proc. wynagrodzenia profesora, tj. 5263,30 zł. Rozmaitej maści pozostałemu plebsowi akademickiemu przysługuje 50% wynagrodzenia „belwedera” (tj. 3605 zł brutto), co jak się okazuje jest kwotą mniejszą niż minimalne wynagrodzenie za pracę jaką w swej mądrości ustalił poprzedni rząd.
Proszę uprzejmie mi nie pisać, że są szczęściarze, co dostają pensje powyżej tego minimum. Wiem, że są tacy, ale tak się składa, że spotkać nie jest ich łatwo.
A teraz policzmy, ile kosztowałoby budżet naszego wiecznie nieszczęśliwego kraju, całe to towarzystwo po podwojeniu jego płac?
Z matematyki zawsze byłem bardzo słaby, ale akurat mnożenie jakoś opanowałem, podobnie jak zaokrąglanie w górę. I wyszło mi, że po podwojeniu płacy minimalnej „belwedery” kosztowałyby nasze państwo ok. 125 milionów, a „podwórkowcy” 196 milionów złotych. Na pewien problem natrafiłem przy trzecim obliczeniu, bo nie wiem ilu jest adiunktów, a ilu tych jeszcze niżej stojących w hierarchii akademickiej.
Ponieważ jednak uważam, że to od nich zależy przyszłość naszego szkolnictwa wyższego, to postanowiłem zaszaleć i policzyć ile kosztowałoby Rzeczpospolitą Polską przyznanie im wszystkim podwójnej pensji adiunkta. I wyszło mi 663 miliony.
Podsumowanie tych trzech liczb daje 984 miliony, oczywiście brutto. A zatem coś tam z tej kwoty jednak do budżetu zaraz wraca.
Dla porównania: jeden z pomników poprzedniej ekipy, czyli słynny – już wyburzony – blok węglowy w elektrowni w Ostrołęce, kosztował nas dobrze ponad miliard złotych.
I jeszcze jedna liczba, już ostatnia: budżet państwa zaplanowany na 2024 r. wynosi 866 miliardów.
Zestawienie wszystkich tych liczb dość dobrze oddaje, jakie znaczenie szkolnictwo wyższe miało dla poprzedniej, i jakie ma dla obecnej ekipy rządowej, która miała nieco czasu na modyfikację projektu budżetu oraz określenie w nim swoich priorytetów. I je określiła.
Ja też.
PS. Zwrócono mi uwagę, że w tym wyliczeniu zapomniałem o ZUS. Zgoda. Zatem po zaokrągleniu w górę cała kwota sięga poziomu 1,2 mld, czyli zbliża się do poziomu pisowskiego pomnika niekompetencji z Ostrołęki. Ale jeszcze zostaje kilkaset milionów na stworzenie profesjonalnego systemu oceny osób zatrudnionych, eliminującego „zgniłe jabłka” o których istnieniu piszą mi niektórzy w postach, jak bym o tym nie wiedział.
Przypominają mi ludzi, zwracających uwagę na opieszałość części personelu hotelu, który jest już ruderą. To dzieło wielu kolejnych rządów, ale przede wszystkim Was: popisowi partacze.
(Źródło danych liczbowych)
Autor: prof. Antoni Dudek
Polski politolog i historyk, profesor nauk humanistycznych, członek Rady Instytutu Pamięci Narodowej, profesor zwyczajny Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie.
Zostaw komentarz