Krytykowałam koncept rozdzielania dotacji bez głowy już 3 lata temu podpierając się cytatami z prof. Janusza Filipiaka:

„Marnuje się miliardy euro. Europejskie granty przyznawane są w wyniku lobbingu. Czy ktoś słyszał o prawdziwej innowacji wytworzonej w ramach Unijnych grantów?”
„Podstawowym kryterium przyznawania publicznych środków powinna być wiarygodność biorcy. Z prostego powodu. W żadnej z organizacji, które rozdają publiczne środki, nie ma ludzi będących w stanie rzetelnie oceniać projekty” – pisał twórca Comarchu.

Internauci wygrzebali bulwersujące dotacje KPO z czeluści cyfrowych. Co chwilę nowe. Jedne piętnowano słusznie, inne mniej słusznie, ale jedne i drugie przyznano zgodnie z prawem. Były wnioski, było ocenianie wniosków, była selekcja i decyzja. Oszustów przemilczę, bo jak komentować świństwo. Widzieliśmy screeny ofert kupna/sprzedaży firm nadających się do dotacji. Czarny rynek wyciągania pieniędzy KPO? Zawiodły procedury i zawiedli urzędnicy.

A beneficjenci powtarzają, że dotacje przyznano zgodnie z prawem. I to jest najbardziej oburzające: skandaliczne decyzje zapadły zgodnie z prawem.

Cała sprawa jest tylko elementem szerszego zjawiska, jakim jest arcydurne, czasem arcyszkodliwe korzystanie z dotacji. Nie tylko przez pazernych oszustów uwłaszczających się na naszych pieniądzach. Fatalnie z dotacji korzystają też samorządy. Pisałam już o tym, ale jakoś się nie przebijam, bo mit złotej manny spadającej z niebios jest silniejszy od rozumu.

Np. Łódź dostała 7,5 miliona dotacji unijnej na „odbetonowanie terenów miejskich”. Pięknie! Tylko że nie tak dawno szczelnie zabetonowano tam Plac Dąbrowskiego, co kosztowało 15 milionów (35 milionów dzisiejszych złotych). Podobnie jest w setkach albo tysiącach innych miejsc. Wbrew wszelkiej logice oszpecono rynki miast i miasteczek. I ktoś na tę fałszywą rewitalizację dawał pieniądze. A przecież było oczywiste, że betonowy plac oznacza latem patelnię, a zimą ślizgawkę. Ale skoro były pieniądze, żal nie skorzystać. A na „odbetonowanie” pójdą nowe dotacje.

Takie to „szyje, pruje i z tego się utrzymuje”. Setki tysięcy gospodarstw dostały dotację na zastąpienie kopciuchów ogrzewaniem gazowym, co zdecydowanie poprawiło stan powietrza w całej Polsce. Ale…. po 4 latach te nowe kotły gazowe każe się wymieniać na pompy ciepła, bo zmienił się „cel klimatyczny”. Takich niekoherencji jest trylion. Wszystko naturalnie zgodnie z prawem.

Całość polityki dotacyjnej powinna iść do remontu, i nie tylko w Polsce, ale w całej Unii. To są do licha pieniądze nas wszystkich. Darmowe pieniądze niszczą konkurencję, prowadząc do feudalizacji Polski. [Tak Jan Oleszczuk-Zygmuntowski nazywa uwłaszczanie się niektórych na wspólnych pieniądzach] Zachęcają do rozrzutności. Uzależniają decyzje przedsiębiorców i samorządowców od księżycowych wytycznych politycznych decydentów. Tworzą linię swoistego szantażu: od Brukseli do krajowych ministerstw, przez decydentów różnych stopni, aż do beneficjentów.

Ci pierwsi wyznaczają cele, a pozostali – zgodnie z zasadą biurokracji – chcą projektów „pewnych”, bez ryzyka, więc sztampowych, jak nieszczęsne jachty w KPO! Często projektów bez głowy: zamiast obarczonych ryzykiem nowatorskich, preferowane są pewniaki. I fanty! Tak, fanty. Wójt, czy burmistrz się chwali, że ‘pozyskał dofinansowanie’, a skoro jest pieniądz, to trzeba go wydać. A że niekoniecznie na to, co rzeczywiście potrzebne? Kto ma czelność marudzić, skoro to pieniądz darmowy.

Zawsze zatem źle? Nie, nie zawsze. Unijne dotacje bardzo pomogły w realizacji wielkich inwestycji infrastrukturalnych. W wielu innych obszarach też były bezcenne. Jak choćby przy wspomnianym wyżej programie „Czyste powietrze”. Ale czas prostych inwestycji w Polsce się kończy. Są jeszcze wiatraki budowane na Bałtyku przez firmę Dominiki Kulczyk z udziałem Norwegów za 27 miliardów zł. Ile z tego z dotacji? Jeszcze nie wiadomo. Wolałabym, żeby dotacje poszły na ‘państwową’ elektrownię jądrową ale nie wiem czy jakieś wnioski dotacyjne zostały przedstawione.

Żeby to wszystko miało ręce i nogi potrzebna byłaby dalekosiężna strategia rozwojowa podjęta i respektowana ponad politycznymi podziałami. Skierowana na prawdziwy rozwój, na innowacje. Z uwzględnieniem projektów ambitnych i nowatorskich łącznie z badaniami naukowymi i inwestycjami w nowe technologie. Gdzie jest taka strategia? W czarnej dziurze.

fot. Krasnal ogrodowy; Europa Środkowa 2019.

Autor: Liliana Sonik
Urodzona 30 sierpnia 1954 r. w Krakowie – polska filolog, wychowanka DA Beczka, po śmierci Stanisława Pyjasa założycielka Studenckiego Komitetu Solidarności, publicystka, dziennikarka, opublikowała w „Tygodniku Powszechnym”, „Rzeczpospolitej”, „Dzienniku Polskim”, „Głosie Wielkopolskim”, „Gazecie Wyborczej”, „Znaku”. Pracowała w Radio France Internationale i TVP.