Czasem historia polityczna przypomina tragiczny teatr: na scenie pojawia się człowiek, który widzi więcej niż inni, ostrzega, stawia twarde diagnozy – i zostaje wyśmiany, zlekceważony, odsunięty. A po latach okazuje się, że miał rację w każdym punkcie. Tak było z Zbigniewem Ziobrą.
Pakiet klimatyczny – początek zależności, której nie zatrzymamy
W 2014 roku premier Ewa Kopacz wróciła z Brukseli, ogłaszając „sukces” – zgodę Polski na unijny pakiet klimatyczny. Media w euforii mówiły o „historycznym kompromisie”, politycy gratulowali „zdolności negocjacyjnych”. Jednak już wtedy padły głosy ostrzeżenia. Ziobro mówił wprost: to wprowadza nas w spiralę uzależnienia od obcych regulacji i interesów. Wskazywał na przyszłość, w której energia stanie się droższa, przemysł będzie zamykany, a polską politykę gospodarczą zacznie kształtować szantaż pod przykrywką „zielonej transformacji”.
Minęła dekada – i wszystkie te punkty stały się faktem. Ceny energii rosną jak nigdy, kopalnie i zakłady przemysłowe padają, a unijne regulacje klimatyczne stają się narzędziem wymuszania politycznych ustępstw.
Reforma sądów – samotny na froncie
Kiedy został ministrem sprawiedliwości, nie chciał być zarządcą status quo. Chciał przebudować fundamenty wymiaru sprawiedliwości, które od 1989 roku trwały w postkomunistycznym dryfie. Napotkał mur – opór elit prawniczych, mediów, a w końcu także polityków, którzy bali się „zbyt dużego” konfliktu. Prezydenckie weto, rozmyte kompromisy, wycofywanie projektów… Ziobro został sam.
I choć wiele udało się zmienić, reforma została spowolniona, a w niektórych obszarach wręcz zatrzymana. Jednak kierunku nie zmienił ani o krok – bo wiedział, że państwo bez uczciwego wymiaru sprawiedliwości jest jak dom bez fundamentów.
Mechanizm warunkowości – zapowiedź szantażu
W 2020 roku Mateusz Morawiecki zgodził się w Brukseli na wprowadzenie mechanizmu warunkowości, czyli narzędzia pozwalającego Komisji Europejskiej blokować fundusze pod pretekstem „naruszeń praworządności”. Ziobro ostrzegał: to zostanie użyte przeciw Polsce przed wyborami. Jego słowa zbywano jako czarnowidztwo, straszenie i „antyunijną obsesję”.
W 2023 roku Komisja Europejska faktycznie zablokowała pieniądze z KPO. Scenariusz rozpisany przez Brukselę był niemal kopią tego, o czym Ziobro mówił trzy lata wcześniej.
A co, gdyby poszli za nim?
Może Polska byłaby dziś mniej lubiana w salonach brukselskich, ale bardziej szanowana. Może nie oglądalibyśmy polityków prawicy szukających winnych, lecz planujących kolejne kadencje. Może nasze państwo stałoby na mocniejszych fundamentach – odporniejsze na szantaż, mniej zależne od kaprysów zagranicznych urzędników.
Historia nie zna trybu przypuszczającego – ale zna rachunek sumienia. I prędzej czy później przyjdzie czas, kiedy także ci, którzy lekceważyli ostrzeżenia, będą musieli przyznać: miał rację.
Zostaw komentarz