W czwartek 23 lutego przypada światowy dzień walki z depresją. Wewnętrznie czuję, że również ja powinienem dziś napisać w tym temacie kilka słów. Od rana w sieci widziałem już tak wiele pięknych, madrych i potrzebnych wpisów o depresji, że ja spróbuję trochę inaczej. Zupełnie nie naukowo, nie psychologicznie. Tak od siebie.

Zastanawialiście się kiedyś, czym jest zło? Spotkałem się z definicją cudowną w swej prostocie. Zło jest po prostu brakiem dobra. Analogicznie: zimno jest brakiem ciepła, ciemność jest brakiem światła, smutek jest brakiem radości…

Ogień to ciepło. To światło. To jeden z symboli życia. W każdym z nas płonie ogień. Depresja to podstępny przeciwnik, który ten ogień pragnie zgasić. Powoli, podstępnie, z zimną konsekwencją. Dzień po dniu, tydzień po tygodniu, do skutku. Do końca.

Depresja jest chorobą. Nie leczy się jej więc czekoladą, basenem, kawą z przyjacielem czy zwykłym dobrym słowem. Ale nie zgodzę się z tym, że te „zwykłe” gesty nie mają znaczenia. Mają. Wierzcie mi, mają.
W przebiegu niemal każdej choroby obecność bliskich, życzliwość i „małe przyjemności” mają ogromne znaczenie. W przypadku depresji jest to znaczenie szczególne.

Gdy więc napotkacie na swej drodze kogoś, kto mierzy się z depresją, jej objawami lub stanami ją poprzedzającymi nie przechodźcie obojętnie. Podajcie rękę, zapytajcie, skierujcie do specjalisty, który zaoferuje profesjonalną pomoc. Ten z pozoru drobny gest z Waszej strony może uratować komuś życie.

Gdy widzicie, że wewnętrzny ogień drugiego człowieka na Waszych oczach gaśnie, po prostu nie pozwólcie, by kontrolę nad nim przejęło zimno i mrok. Ogrzejcie go życzliwym spojrzeniem, podzielcie się własnym ciepłem, wskażcie bezpieczną drogę, ofiarujcie swój czas i uwagę, przywróćcie wiarę w to, że nie jest w życiu sam. Bo depresja karmi się samotnością…

Wszyscy, którzy walczycie, jesteście wielcy. Pamiętajcie: nie jesteście sami.

Autor: dr Krzysztof Klęczar
Burmistrz Kęt (miasto w Małopolsce, pow. oświęcimski), prezes zarządu wojewódzkiego PSL w Małopolsce.