„Postaram się”!

Borys był w Polsce w 2016 roku, ułożyliśmy mu trasę, nie obyło sie bez przygód, ale udało się – miał kilka spotkań, poszło trochę książek. Noclegi były różne, od czterogwiazdkowego hotelu, po kwaterę u kumpli na Trzebnickiej, która według słów Borysa wyglądała tylko trochę gorzej od jego kwatery z czasów walk we wsi Piski, zaraz koło lotniska w Doniecku.

Nie wszystkie spotkania doszły do skutku, dwa trzeba było odwołać, bo jak to określił jeden ze znajomych zaangażowanych w organizację – nie było możliwości zapewnienia bezpieczeństwa spotkania poetyckiego.

Potem wrócił do siebie, chyba zajął się znowu malowaniem.

A potem wybuchła wojna.

Tak piszę z pełną świadomością słowo „wojna” żeby zwrócić mu jego brutalny, bezprzymiotnikowy charakter.

Nie wojna hybrydowa, domowa, pełnowymiarowa, niepełnowymiarowa. Nie.

Po prostu wojna.

Wcześniej były wojny przymiotnikowe – pełzające, hybrydowe, aneksje, anschlussy.

24 lutego po prostu wybuchła wojna, bez zielonych ludzików, bez mundurów które można kupić w każdym sklepie, bez tajemniczych, znikających wyrzutni rakietowych, tajemniczych spadających na ziemię, zestrzelonych niby to nie wiadomo przez kogo samolotów z cywilami.

Chciałem dzisiaj usiąść i napisać sążnisty post właśnie o tej wojnie, bo wiadomo, pełne daty, okrągłe rocznice, miesięcznice porządkują nam świat, pomagają wierzyć w jakiś porządek.

Chociaż wiadomo, że wojna nie czeka wcale na swoją rocznicę by się zakończyć albo wejść w jakąś nową, decydującą fazę.

Może poza tym, że radzieccy sztabowcy kochali symboliczne daty. Dlatego na przykład jedna z największych ofensyw armki czerwonej zaczęła się 22 czerwca 1944 roku, tak symbolicznie. I jeszcze ta nazwa – operacja „Bagration” ( znany carski generał, żołnierz kampanii przeciwko Napoleonowi w 1812 roku) w trzecią rocznicę operacji „Barbarossa”. I tu na B i tam na B.

Ale mimo rozlicznych wieści z frontu, które kazałyby myśleć, że coś się wydarzy miałem i dalej mam przeczucie, że jak się wydarzy to niekoniecznie 24 lutego.

Tylko dlatego, że minął rok.

Ale tego wszystkiego nie napiszę.

Powiem Wam tylko, że pierwsze dni sprawdzałem przez facebooka czy moi żyją, czy są bezpieczni. Miałem wówczas tylko kilka znajomych osób w Ukrainie.

Jedną z nich był Borys, tuż przed wybuchem Wojny skończył 57 lat.
Walczył wcześniej w wojnie w Donbasie w latach 2014-2015, jako ochotnik. Normalnie nikt go nie chciał w wojsku, mówili mu – dziadku, idź do domu wnuki bujać.

Kiedy zatem wybuchła Wojna
– był znowu gotowy, miał doświadczenie i poszedł znowu na ochotnika.

Kilka dni sprawdzałem dzień w dzień co u niego, a potem przywykłem, że Borys jest niezniszczalny.

Pisał mi tylko, że ta Wojna go zmieniła.

Na tamtej pisał wiersze, to była jego opoka. Mówił – wtedy wszyscy strzelali, ale nie w maszty gsm, bo ci z jednej i ci z drugiej strony potrzebowali facebooka.

Napisał w okopach – wetdy – „Wiersze z wojny”.

Robiły piorunujące wrażenie, bo jakoby wojny oficjalnie nie było. Chociaż była – w Donbasie, pełzająca, hybrydowa.

I wtedy pisał. Te wiersze rodziły się ze statusów na facebooku. W przerwie walki. To się czuło.

Rok temu – już nie chodziły za nim wiersze. Już tylko walka.

Na początku maja zluzowano go, wrócił do domu, znowu pojawiły się posty o pszczołach, obrazy, zdjęcia kwitnących drzew. Ale wiedział, że wróci.

Napisałem mu tylko stary, głupi tekst, jedyny sensowny jaki cywil może powiedzieć żołnierzowi.

„Nie daj się zabić”

Odpisał krótko, jak to ostatnio on:

намагатимусь

w wolnym tłumaczeniu: „postaram się”

Kiedy dzisiaj myślałem o czym napisać w tę okrągłą rocznicę wybuchu Wojny dostałem wiadomość, że Borys zaginął pod Bachmutem.

Rzeczywiście, nawykły do tego, że jest niezniszczalny jakoś nie zaniepokoiłem się, że od jakiegoś czasu newsfeed nie wyrzuca mi jego postów.

Ostatnio zresztą sporo osób na linii i w pobliżu linii frontu umilkło, byli tacy co sobie tłumaczyli to tym „że coś nadchodzi” i stąd blokada informacyjna, także na łączność osobistą.

Ale sprawdziliśmy szybko ze znajomymi, że to nie tak. Ostatni post Borysa to 25 grudnia, święta, zdjęcie z przyjaciółmi nad miską pierogów, dopisek – „Gdzieś pod Bachmutem”.

Dwa dni później – zaginął.

Podobno dał znać przez radio że on kilka osób zostało rannych.

Wysłano za nim ekipę z odsieczą, ale nikogo nie znaleźli, ani ciał, ani żywych ludzi.

Jest środek nocy i nie mogę się pozbierać.

Kiedy Borys był w Polsce w 2016 na odjezdnym dał mi dwie butelki wódki, powiedział, że myślał, że wypijemy, a myśmy mu tak upchali plan wyjazdu, że nie było kiedy i jak, wstawiłem je do szafki, że na następny raz.

Ale nie przetrwały, zostało pół basa w jednej. Jak wiadomo takie rzeczy się nie psują po otwarciu, to nie wino.

Myślę, że stawię te pół basa.

Wypijemy Borys Humeniuk, jak wrócisz.

Postaraj się,

czekamy.

Autor: Radosław Wiśniewski
Polski dziennikarz, poeta, ur.1974 – pisze wiersze, publicystykę, prozę, krytykę. Autor kilku książek z wierszami, jednej eseistycznej, jednej prozatorskiej i jednej popularno-historycznej. Tłumaczony na niemiecki, angielski, hiszpański, ukraiński, fiński oraz węgierski. Jest współzałożycielem Stowarzyszenia Żywych Poetów z Brzegu, byłym redaktorem naczelnym ex-kwartalnika „Red.”, wieloletnim współpracownikiem „Odry”.

Więcej na Facebook’u: https://www.facebook.com/autorautor74