Po ciężkiej chorobie często pojawia się coś, co w psychologii nazywa się zespołem stresu pourazowego. (PTSD)Wiem, że kojarzy się to z wojną, ale ciało też może być ( i jest) polem bitwy.
Organizm zapamiętuje zagrożenie. Układ nerwowy przestaje ufać światu. Każde ukłucie w klatce piersiowej staje się sygnałem alarmowym. Każde zmęczenie brzmi jak powrót choroby. To nie jest histeria. To aktywny system przetrwania.Do tego dochodzi lęk, ale inny.Nie boisz się tego, co jest. Boisz się tego, co może wrócić. To życie w cieniu przeszłości. Człowiek zaczyna skanować rzeczywistość pod kątem zagrożeń. Świat przestaje być neutralny.
Paradoks polega na tym, że medycznie możesz być zdrowy, ale psychicznie nadal jesteś na oddziale intensywnej terapii.Choroba niszczy podstawową iluzję, że życie jest ciągłe i przewidywalne.
Do momentu choroby człowiek żyje w milczącym założeniu, że jutro będzie podobne do dziś. nie za bardzo dba o siebie, żyje na luzie.Udar, zawał czy diagnoza onkologiczna rozrywają tę opowieść na strzępy. Nagle. Wiesz, że ciało może się zbuntować bez zapowiedzi.To doświadczenie radykalnej kruchości już ciebie nie opuści.Zostanie już z tobą na zawsze.
Martin Heidegger pisał o byciu-ku-śmierci. Większość ludzi spycha tę świadomość na margines albo ukrywa ją gdzieś głęboko. Ci, którzy przeszli ciężką chorobę, nie mają już takiego luksusu. Śmierć przestaje być abstrakcją. Ma zapach sali szpitalnej, dźwięk aparatury, smak leków.I tego nie da się odzobaczyć.
Jest jeszcze coś głębszego. Moment, w którym naprawdę stoisz na granicy życia i śmierci. Nie w wyobraźni, nie w refleksji, ale w doświadczeniu swojego ciała, które przestaje być posłuszne. Leżysz na szpitalnym łóżku i rozumiesz, że twoje „ja” nie rządzi już sytuacją. Decyduje biologia, czas, przypadek, czyjaś ręka w rękawiczce chirurgicznej,albo inna nieznana siła.To chwila obnażenia. Role, ambicje, plany tracą znaczenie. Zostaje czysta egzystencja.Oddycham albo nie oddycham. Serce bije albo nie bije.Jeśli wracasz stamtąd, wracasz już inny. Stajesz się świadkiem własnej kruchości. Świadkiem tego, że życie nie jest projektem do realizacji, lecz czymś, co może zostać przerwane bez ostrzeżenia. Tego świadectwa nie da się w pełni przekazać i o nim napisać.Można je tylko nieść w sobie. Po takim doświadczeniu widzi się świat podwójnie. Z jednej strony codzienność. Z drugiej cienka linia oddzielająca istnienie od nieistnienia. Życie od śmierci.Ta linia już zawsze jest obecna- nie zniknie.Nie jako obsesja, przewrażliwienie, lecz jako wiedza.Po takim doświadczeniu świat dzieli się na „przed” i „po”.
Niektórzy stają się bardziej wdzięczni. Inni bardziej wycofani. Część traci złudzenia wobec ludzi. Kiedy leżysz bezbronny, widzisz, kto przychodzi, kto znika, kto milczy, kto się odwraca.Relacje się prześwietlają, weryfikują.
Pojawia się też ambiwalencja. Z jednej strony większa intensywność życia. Z drugiej stały cień. Jakby w tle każdego dnia stało pytanie: a jeśli to wróci?
Najtrudniejsze jest jednak to, że lęk nie znika wraz z wyleczeniem.Strach to nie tylko obawa przed bólem. To lęk przed utratą kontroli w przestrzeni publicznej. Upadnę na ulicy. Zostawię bliskich. Nie zdążę się pożegnać.
Strach po raku to życie w rytmie badań kontrolnych. Każdy wynik staje się werdyktem albo odroczeniem.Do każdego badania podchodzisz z niepewnością i lękiem To nie jest irracjonalność. To świadomość, że zagrożenie już kiedyś było realne.
Ten lęk nie jest patologią. On jest ceną świadomości.
Nie da się tego wymazać. Trauma ciężkiej choroby zostaje. Można ją zintegrować, nadać jej sens, nauczyć się z nią żyć. Próba wyparcia zwykle kończy się większym napięciem.
Psychologia to fachowo nazywa, chyba mówi o wzroście potraumatycznym. Część osób po doświadczeniu granicznym dojrzewa szybciej, żyje uważniej, mniej odkłada na później. To nie jest gloryfikacja cierpienia. To konsekwencja spotkania z własną skończonością.
Świat wtedy przestaje być już bezpieczny i też każdy kolejny dzień. Ale staje się prawdziwy.
Zostaw komentarz