Choć należą dziś do polskiej, bożonarodzeniowej tradycji, pochodzą z innych krajów i kultur. Jak np. choinka, makowiec, pierogi, sałatka ziemniaczana.

Polacy, i chwała im za to, przez wieki potrafili asymilować elementy innych kultur i tradycji.
Stały się elementem naszej i dziś już nie wyobrażamy sobie wigilii i świąt Bożego Narodzenia bez ich obecności.
Pomstowanie więc przez prawicę na „obce kulturowo wpływy” zwłaszcza niemieckie jest głupotą jakich mało i przejawem ignorancji.

Zacznijmy od choinki.

Przywędrowała do nas na przełomie XVIII/XIX wieku, z Niemiec, za sprawą protestantów, którzy się u nas osiedlali.
Przez polskie dwory szlacheckie trafiła pod strzechy, zastępując jemiołę wieszaną u powały.

Pierogi

Trafiły do nas z Chin, przez Ruś Kijowską w XIII wieku za sprawą św. Jacka Odrowąża i zagościły na polskich stołach, na dobre.
A nazwa „ruskie” nie oznacza „rosyjskie”, ale właśnie od Rusi Kijowskiej się bierze.

Sałatka ziemniaczana

Dziś trudno sobie wyobrazić wigilijny stół bez jej obecności.
A to przecież „kuzynka” niemieckiej Kartoffelsalat, sałatki ziemniaczanej.

Makowiec
„Polski makowiec” dotarł do Polski z Węgier, a korzenie ma bliskowschodnie.

Kutia

Podobnie jest z kutią, tak popularną na wigilijnych stołach w Polsce wschodniej.
Onegdaj popularna na tzw. kresach wschodnich, dziś Białorusi i Ukrainie.
A rodowód ma, podobnie jak makowiec, bliskowschodni.
Może aż z Mezopotamii.

Kiedy słyszę pieprzenie prawicowych polityków o dbaniu o czystość polskiej kultury i tradycji, to scyzoryk mi się w kieszeni otwiera, bo czegoś takiego zwyczajnie nie ma.
I to nie tylko w Polsce.

Świat, zwłaszcza ten globalny, jest siecią naczyń połączonych.
To co wczoraj było „ich” dziś jest „nasze”.
A to co wczoraj było nasze, jutro jest „ich”.

I dobrze.