Nie nadążam. No po prostu nie nadążam. czuję sie jak podmiot liryczny tej starej piosenki Genesis, tak, w tej wersji, gdzie muzycy występują jako karykaturalne pacynki z programu satyrycznego „The Spitting Image” – czyli zapluty obraz.
Próbuję przecierać, ale ledow wytrę szybę z jednego brudu, zaraz ktoś umyslnie albo bokiem, kącikiem ust – znowu napluje.
I tak na przykład już mnie nie dziwi 867 tytuł powieści zawsze budowanej wedle tej samej zasady – użycia modnego theatrum.
Był tatuażysta z Auschwitz, ostatnio szachistka sie pojawiła i kat z Auschwitz, czekam na człowieka-gumę z Auschwitz albo zegarmistrza, boksera, piłkarza.
Granica zażenowania nie istnieje.
Zazwyczaj są to książki obliczone na szybki zarobek, a zderzenie w tytule ze słowem Auschwitz, ma służyć przykuciu uwagi za wszelką cenę.
Książki są pełne rażących błędów rzeczowych, melodramatyzują zagadnienia ponure i tragiczne, ślizgają się po powierzchni zjawisk bo liczy się atrakcyjny pomysł na fabułę, bo przecież to tylko historia, kto będzie chciął to sobie zajrzy do książek na ten temat i sprawdzi, prawo literatury być fikcyjną, tak mówią.
Nawet nie próbuja udawać, że pisanie takich książek ma jakikolwiek inny cel poza komercją. Zero skrupułów. Chcemy zarobic i co nam zrobicie.
Nawet nie chce mi się podejmować dyskusji, bo żyjemy w świecie gdzie wiedzę na temat czołgów masy czerpią z gry World of Tanks a wiedzę o Zagładzie z książek typu „Naprawiacz Parasolek z Auschwitz”.
Ale napiszę może, że mnie najbardziej irytuje w tej modzie na kolejne „Nianie z Auschwitz” to, że w tym zalewie bzdur dokonuje się też petryfikacja zakłamanego obrazu Zagłady. Głownie z powodu fetyszyzacji samej nazwy Auschwitz, bez cienia wiedzy o tym, że Auschwitz był zjawiskiem w ramach Zagłady i terroru III Rzeszy sam w sobie wyjątkowy, nietypowy pod wieloma względami.
Chociażby dlatego, że był to obóz wielki, ogromny i o mieszanych funkcjach. Był zarazem obozem koncentracyjnym – czyli miejscem odosobnienia gdzie ludzi katowano katorżniczą pracą, często mordowano, znęcano się nad nimi, czyniono ich obiektami eksperymentów medycznych, to prawda. Ale zarazem zdarzały sie przypadki wypuszczenia z tego obozu. Można było go próbowac przetrwać, o ile byłeś Polakiem, Grekiem. Ale Żydem już raczej nie.
Bo ten sam obóz bywał on obozem zagłady, czyli takim miejscem gdzie w kilka godzin od przyjazdu sprawcy dokonywali zagłady całego transportu.
Z racji tego, że ten obóz był wielki, złożony i ewoluował w czasie jeżeli chodzi o jego funkcje – zdarzały się w nim dziwne historie, które gdzie indziej nie miały prawa się wydarzyć.
Ale to nie znaczy, że zdarzały się dowolnie, jak sobie scenarzysta wymyśli, uznając a’priori, że przecież w takiej ciżbie wydarzeń mogło się zdarzyć że … i tutaj następuje wskazanie sytacji jaką sobie wymyślił pisarzyna czy scenarzysta.
Na przykład taki scenarzysta „Syna Szawła”. Film w swojej metodzie wstrząsający, jak dla kina wojennego „Szeregowiec Ryan”. W warstwie fabularnej tak jak dzieło Spilberga – położone.
Właśnie dlatego, że nie, nie wszystko było możliwe. A ściślej możliwe było niewiele. Bardzo niewiele. Bo tryby Zagłady pracowały dosyc ściśle.
Ale przede wszystkim w tych klechdach na motywach znika z perspektywy to, że Zagłada nie była procesem warunkowym ale bezwzględnym, że nie była fakultatywna ale totalnym i co do zasady nie dotyczyła wszystkich ofiar terroru po równo. W jakimś sensie była ekskluzywna, jakkolwiek by to nie brzmiało potwornie.
I na tym tle warto wówczas przypomniec jeszcze raz, że Auschwitz był zarazem obozem karnym, koncentracyjnym i zagłady.
Ale Zagłada -tak w Auschiwtz jak i poza nim- dotyczyła tylko Żydów, Romów i Sinti.
Zagładzie według planów sprawców, czyli przywódców III Rzeszy Niemieckiej miała podlegać cała społeczność Żydów europejskich, a gdyby sięgnęli po ziemie poza Europą to i tam pewnie Zagłada by dotarła.
Zagłada jako proces totalny była bezwarunkowa, totalna oraz przeznaczona ekskluzywnie dla określonych grup – także Romów i Sinti.
Być może, nie da się tego wykluczyć, zamiast zamiany w pozbawioną elit masę niewolniczą, przywódcy III Rzeszy w jakimś momencie zdecydowaliby się także na zagładę innych grup etnicznych, w tym przede wszystkim narodów słowiańskich, którymi Hitler gardził niemal na równi z narodem żydowskim.
Być może.
Rzeź Woli wydaje się być wymowna poszlaką, ale wyjątkowe okrucieństwo tej zbrodni dokonało się w bardzo specyficznym kontekście.
Opierając się na historii, na faktach, a nie przypuszczeniach można powiedzieć tylko to, co powyżej. Dla Żydów, Romów, Sinti – była Zagłada, Porajmos, Szoa – dla reszty terror, terror, terror i eksploatacja na granicy życia i śmierci. Polak, który nie brał udziąłu w konspiracji, wpsółpracował z okupantem, albo chociażby pozostawał bierny miał szansę przetrwać.
Żyd – nie.
I dużo mniej znanymi miejscami Zagłady, niż Auschwitz, a nie mniej potwornymi były Treblinka, Chełmno Nad Nerem, Sobibór i Bełżec.
Może właśnie dlatego mniej się o nich mówi i wie, bo pokazują jednoznacznie charakter zbrodni.
I nie jest dziwnym, że żaden sprytny scenarzysta czy pisarczyk nie osadza swoich gore-romansideł w realiach Treblinki, Chełmna nad Nerem, Sobiboru czy Bełżca. Bo tam takie historie nie mogły mieć miejsca.
Transporty przychodziły po kilka dziennie i tego samego dnia tysiące ludzi ginęło. Nie było czasu na żadne opowieści. A same obozy były porażająco małe. Ale komory wydajne.
Chociaż z nielicznych relacji z Bełżca wynikało, że szczególnie na początku, w swoim pionierskim etapie, maszyna mordu się zacinała, zanim dopełniono wszystkie komory, ludzie w tych komorach upychanych na początku często czekali na zagazowanie spalinami już godzinę, dwie, a obsługa ciągle nie radziła sobie z zagonieniem wystarczającej liczby ludzi do tych komór, które były zapełniane ostatnie. I z tych komór z tyłu podobno ludzie mieli krzyczeć żeby już coś z nimi zrobić.
Relacje są skąpe. Bo nie przeżył niemal nikt.
Taka właśnie była różnica. Taki był właśnie wyjątkowy los Żydów na ziemiach polskich pod niemiecka okupacją.
Do tego należy dodać to, czego wykrzykujący slogany politycy i ich niedouczeni, prymitywni klakierzy nie rozumieją, bo nic ponad pojęcia jak cepy im się w głowach nie mieści – że Niemcy perfidnie rozgrywali koncesje strachu i śmierci dzieląc społeczności podbijanych państw.
Ale perfidia i spryt nie polegały na tym, że tworzyli podziały nieistniejące. Owszem, wykorzystywali to co zastawali niejako „w naturze”.
Bo oczywiście antysemityzm ostatnich lat 30-tych w Polsce był faktem, ściganie się sanacji z narodowcami w tym względzie miało miejsce i to pomimo tego, że trudno powiedzieć by Piłsudski, z dawien socjalista, był antysemitą, bo nie był.
Pisał przecież Karski, że okupant i społeczeństwo w jednej sprawie zdaje się znajdować porozumienie jak na wąskiej kładce. Mało się pamiętam o tej cześci raportów polskiego podziemia.
„Naród nienawidzi swego śmiertelnego wroga, ale ta kwestia stwarza jednak coś w rodzaju wąskiej kładki, na której przecież spotykają się z g o d n i e Niemcy i duża część polskiego społeczeństwa”.
Denuncjacje, szmalcownictwo, pogromy, małe zagłady to się wydarzało.
To, że Polak, sąsiad, zawsze wiedział i umiał ropoznać kto z jego otoczenia jest Żydem, a Niemiec, okupant, obcy w obcym kraju – nie zawsze albo rzadko – to żadna nowość.
Ale także traktowanie obywateli R.P., Żydów jako takich obywateli państwa równych mniej było charakterystyczne dla postawy polskiego podziemia bardziej niż skłonność do mniej lub bardziej zorganizowanych form pomocy żydowskim współobywatelom.
Opisuje to bardzo dobrze Adam Puławski w swoich trudno dostępnych pracach ale też wielu innych historyków zajmujących się Zagładą. Link do rozmowy z Adamem zostawiam w komentarzu.
Nade wszystko jednak w tym obezwałdniająco żenującym szczekaniu prawicowym wokół 80 rocznicy wybuchu Powstania w Getcie Warszawskim uderzający jest ton, w którym rocznica zagłady żydowskich współobywateli staje się tylko pretekstem do mówienia o polskim bólu, polskich ofiarach i polskiej ofiarności.
Nie ma już tych żydowskich ofiar, które nigdy nie doznały grama pomocy, które odbijając się od objętości sąsiadów, współobywateli szły wąskim tunelem do wagonów, a potem tymi wagonami jechały do miejsc zagłady takich jak Bełżec, o którym nie powstanie nigdy żadna tania literatura w rodzaju „Dentysty z Bełżca”.
Aczkolwiek trzeba przyznać politykom, że w porównaniu z nimi zidiociali pisarze i pisarki piszący kolejne osadzone w modnej rekwizytorni zagłady powiastki są i tak poczciwi.
Szczególnie jeżeli się weźmie pod uwagę, że ci nienawidzący werbalnie zbrodni politycy podtrzymują trwanie stanu zbrodniczego bezprawia na granicy z Białorusią, szczując na ludzi bezbronnych ale pilnując aby żadne sankcje nie spały na kreujący tę sytuację reżim w Mińsku.
Rzecz zgodna osobnej biąłej księgi polskiego wstydu i polskiej winy.
Zostańmy przy historii. Oto premier tego kraju, ten sam, który składał kwiatki na grobie Brygady Świętkorzyskiej NSZ pisząc tweeta w odpowiedzi na rzekome szkalowanie narodu przez badaczkę, Panią Barbarę Engelking, wypisje z rękawa przykłady – oczywiście jednostkowe – jak to Polacy ratowali Żydów.
Nie ma nic bardziej pomocnego jak przeciwstawianie badaniom historycznym, miesiącom kwerendy jednego czy drugiego pojedynczego przykładu.
I oczywiście – całkiem przypadkiem – są to przykłady działaczy podziemia narodowego.
W związku z tym dla porządku tutaj chciałbym zaznaczyć, że NSZ nigdy nie uznało Rządu RP na Wychodźstwie i nie uważało się za część Polskiego Państwa Podziemnego. Z wzajemnością.
Uwaga marginalna ale znacząca wobec piętrowej manipulacji polskiego polityka. Nie. NSZ nie było cześcią Polskiego Państwa Podziemnego, tak samo jak GL/AL było cześcią bardzo ogólnie rozumianego ruchu oporu. Ale nie Polskiego Państwa Podziemnego.
Ale głowna manipulacja polegała w tweecie pana premiera na czy innym.
Na tym, że większość przypadków pomocy miała charakter jednostkowy, a nie zbiorowy. A tweet sugeruje że to była generalna postawa państwa polskiego i większości polskiego społeczeństwa.
No więc niestety raczej nie była.
I to przekłamanie nie tylko polega na tym że Jedawbne, Radziłów, Bzury.
Polega na tym, że nawet Rada Pomocy Żydom „Żegota” powstała w momencie, w którym większość Żydów na terenie Generalnego Gubernatorstwa już nie żyła.
Polega na tym, że Komendant Główny AK w meldunku dotyczącym likwidacji warszawskiego getta martwi się – jak wynika z treści meldunku – bardziej o to, że gwałtowane wahania czarnorynkowych kursów walut z tym związanych utrudnia akcje zakupu broni.
Polega na tym, że ciężko znaleźć przypadki kiedy polskie państwo podziemne niosło realna pomoc Żydom ukrywającym się w latach 1942-43 w latach, nawet wtedy kiedy już w terenie działały oddziały AK.
O tym co ukrywającymi się w lasach Żydami robiły oddziały NSZ to lepiej tutaj nie mówić, bo nawet nie ma o czym mówić.
I nawet jak podzielić ilość drzewek w Alei Sprawiedliwych w Yad Vashem na liczbę polskich obywateli nie-żydów to odsetek pomagających nie sięga nawet 0,1%. Odliczając samych Żydów z liczby przedwojennycb mieszkańców II R.P. i odliczając straty związane z migracją, działaniami wojennymi tpo wychodzi 0,0024% społeczeństwa.
Aczkolwiek wszelkie takie statystyki są bzdurą, bo oddalają od prawdy, która jest złożona.
Bo oczywiście jak stanę koło konia, to razem będziemy mieli statystycznie po jednej nodze i dwóch kopytach, co nic nie mówi o sytuacji, kiedy stoję koło konia.
Sytuacja była złożona i jeszcze na dokładkę zmieniała się w czasie, bo historia się dzieje, zatem jest procesem.
I niestety, jakby źle to nie brzmiało – egzamin z heroizmu, jak zawsze zresztą, zdawały jednostki.
Struktury – reagowały, ale wyraźnie słabiej, z opóźnieniem, bez wielkiego moralnego napięcia, co widać jak się porówna – o czym pisze, a skrótowo mówi Adam Puławski – reakcje oficjalnych czynników na zamordowanie stu Polaków i zagładę warszawskiego getta. Odsyłam jeszcze raz do publikacji Adama Puławskiego.
A Polskie Państwo Podziemne na początku uznało, że zmaiast akcji czynnej wystarczy po prostu wyjawić światu skalę zbrodni, nagłośnić ją i Niemcy sie przestraszą.
Zanim to sie stało – większość Żydów na ziemiach polksich już nie żyła.
Bo sprwa żydowska była oczywiście zauważana przez polskie czynniki oficjalne, ale dopiero w krtórejś kolejności. Bo skończyła sie w 1939 II R.P. i niejako w procesie zaczeła sie formować polska etniczna, mononarodowa – najpierw w głowach, w obliczu Zagłady.
Z relacji Mordechaja Canina, który jako „anglik” podróżował po małych miasteczkach, sztetlach to wyłania się co i raz. Gdzie jest miejsce kaźni mieszkańców miasta, pyta mieszkańca Canin, miasta w którym przed wojną żyły tysiące Żydów, a ów pokazuje mu pomnik trzydziestu zabitych polskich zakładników.
I oczywiście – śmierc to, śmierć.
Ale tego nie da się ani zrównać, ani unieważnić jednych poprzez drugich. Trzeba opowiadać całą, złożoną, bolesną historię i zgodzić się na to że nie ma, nie było i nie będzie jednego mianownika.
W zamian za to, może udałoby się zacząć budowac świadomość wspólnoty, polegającej na tym, żeby dac głos tym, którzy między nami mieszkali i ich nie ma.
Słuchac przy takich okazjach ich głosu, przypominac ich imiona, nazwiska, ich losy – te heroiczne i te zwykłe.
Nie zakrzykiwać ich polskim neurozami. Polskimi w rozumieniu ściśle nacjonalistycznym. Nie-obywatelskim.
Bo jedyną pewną rzeczą będzie brak, już po wszystkie czasy – zegarmistrza, sklepikarza, producenta cykorii, wody mineralnej w miasteczku, jego żony, dzieci, wnuków, które się nigdy nie urodzą.
Pewna jest nasza samotność, w domu,w którym ciągle stoi pusty pokój po sąsiadach.
I ścian, które ciągle słyszą krzyk tych sąsuiadów kiedy obcy uch wyprowadzali na stracenie.
I jednak cisza, ktpora ich odprowadzała, kiedy siepacze prowadzili ich na umschlagplatz – nawet jeżeli ktoś na odchodne rzucił im ukradkiem kromkę chleba czy podał szklankę wody.
Nieopłakane – zawsze Cie obudzi w środku nocy.
Nie zakrzyczysz, nie zmyjesz.
(Na zdjęciu rzeźba Samuela Willenberga. Anonimowy żydowski tata pomaga zdjąć anonimowemu synkowi buty na placu w Treblince, zaraz oprawcy oddzielą meżczyzn od kobiet i dzieci. dzieciom może pozwolą zabrać t a m zabawkę, żeby uniknąc paniki, wrzasków, płaczy, dzieci sa spokojne kiedy mają swoją lalkę, misia. I koniec.)
https://www.youtube.com/watch?v=fKJzCVDv9bs – rozmowa z Adamem o postawie Polskiego państwa Podziemnego (Adam Puławski).
I o Janie Karskim – materiał – https://www.youtube.com/watch?v=23G2MjeGa7A
(Wiem post jest długi, kontrwersyjny i pewnie liczba obserwujących się posypie, a pora na publikacje beznadziejną, ale nic nie poradzę, tu stoję, inaczej nie umiem).
Autor: Radosław Wiśniewski
Polski dziennikarz, poeta, ur.1974 – pisze wiersze, publicystykę, prozę, krytykę. Autor kilku książek z wierszami, jednej eseistycznej, jednej prozatorskiej i jednej popularno-historycznej. Tłumaczony na niemiecki, angielski, hiszpański, ukraiński, fiński oraz węgierski. Jest współzałożycielem Stowarzyszenia Żywych Poetów z Brzegu, byłym redaktorem naczelnym ex-kwartalnika „Red.”, wieloletnim współpracownikiem „Odry”.
Więcej na Facebook’u: https://www.facebook.com/autorautor74
Zostaw komentarz