W odpowiedzi na nową kampanię środowisk homoseksualnych w zakresie „małżeństw” homoseksualnych:
Mówię „nie”.
Instytucja małżeństwa nie jest instytucją „liberalną”. Ma inne założenia i inne są wobec niej oczekiwania. Nie mam nic naprzeciwko pewnym formom „rozszerzonych” związków partnerskich, natomiast małżeństwo natychmiast wiąże się np, z prawem adopcyjnym, co pociąga za sobą kolejny dylemat: czy związki heteroseksualne są tak samo odpowiednie, jak heteroseksualne w tym zakresie? Doktryna liberalna zakłada oczywiście, że tak i ma tutaj jako argumenty swoje metryki, które znowu – są „liberalne” i wywiedzione z wartości takich np., jak uniwersalna równość wszystkich stylów życia.
Oczywiście – nie jest to w najmniejszym stopniu zgodne z doktryną konserwatywną. Doktryna konserwatywna nie zakłada żadnej „równości” stylów życia – uważa, że jedne lepiej służą wspólnocie a inne gorzej, że jedne budują jednostki bardziej przygotowane na „ciężkie czasy” a inne produkują ludzi niezdolnych do tworzenia silnych więzów lojalności, niechętnych wobec państwa i przedkładających „lekkość” życia nad jego trudy.
Zasadniczo – nie ma tu nawet powodu, żeby wymieniać się argumentami, gdyż jaką można przeciwstawić argumentację przeciw czyimś coraz dalej idącym roszczeniom do publicznego uznania jakiejś specyficznej tożsamości?
Konserwatysta po prostu powie, że nie musi w ogóle argumentować, gdyż ma określone przekonania i zgodnie z nimi głosuje. Jego przekonania umocowane są w tradycji, w tym, co wypróbowane przez pokolenia, okrzepłe i sprawdzone.
Liberał nie będzie zadowolony. Będzie domagał się tabelek, wykresów i racjonalnej argumentacji.
Argumenty konserwatysty wydają mu się dziecinne i śmieszne. Zarazem, będzie np. histerycznie reagował na doniesienia o „chemii w żywności” (bo nie wiadomo, czy na pewno nie szkodzi), ale jest pełen niezachwianego optymizmu w zakresie najdalej idących eksperymentów społecznych…
Ja już od dawna stawiam twardą granicę. O pewnych sprawach nie chce mi się już dyskutować. Trzymając się liberalnej logiki, dochodzi się do wynalazku „toksycznej męskości” i stwierdzeń reżysera Camerona, że z testosteronu należy ludzi leczyć…

Liberalizm prowadzi wprost do „betryzacji” społeczeństwa. Jednym się ten kierunek podoba a innym nie – to jest nie do pogodzenia i to będzie zawsze źródłem konfliktu społecznego, w którym centralne miejsce zajmuje uznanie „normy homoseksualnej” za tak samo dobrą, jak inne.
Fot. Pixabay/racjunior
Autor: Zbigniew Szczęsny
Prawicowy ateista. Zwolennik proatomowej strategii wychodzenia z paliw kopalnych. Polityczny (sur)realista tęskniący za „Międzymorzem” jako suwerennym biegunem siły między Rosją a Zachodem. Żyję z programowania. Publicystyką zajmuję się w czasie wolnym nie mogąc znaleźć sobie miejsca w świecie rozdrapywanym przez skrajności.
Zostaw komentarz