Dzień Zesłania Ducha Świętego to dzień, w którym wierzący w Jezusa otrzymują nowe prawo, nowy życiowy fundament – dar Ducha Świętego.
W Księdze Rodzaju mówi się o Duchu Pańskim (Ruah Ellohim), o Duchu Boga, który jak silny wiatr unosił się nad stworzeniem.
W drugim opisie stworzenia jest mowa, że Bóg tchnie Go w człowieka utworzonego z prochu ziemi i od tej pory człowiek żyje życiem Boga.
Jan Chrzciciel naucza o Kimś, kto będzie chrzcił duchem i ogniem. Ogień, który oczyszcza i oświeca, staje się symbolem Bożego działania w życiu człowieka.
Mówi św. Paweł: Nikt bez pomocy Ducha Świętego nie może powiedzieć: „Panem jest Jezus”. (por. 1Kor 12,3).
Duch Święty jest nam dany, abyśmy wzywali imienia Jezusa i zostali zbawieni. Abyśmy się nawrócili, czyli uwierzyli, że Jezus, który jest Panem i Mesjaszem, może zmienić nasze życie, nadać mu sens i przemienić serca.
Jeżeli każdy z nas się nawróci, jeśli przyjmie zbawcze działanie Boga w swoim życiu osobistym – nasza wspólnota zacznie żyć w komunii z Bogiem, przynoszącej owoce Ducha.
Dzień Zesłania Ducha Świętego to dzień odrodzenia w nowym życiu. To przypadek, że dzień II Tury wyborów na urząd prezydenta wypada w święto Zesłania Ducha Świętego? Raczej nie! Dziś z perspektywy czasu rozumiemy inaczej słowa św. Jana Pawła II:
Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi… Tej ziemi.
A w zasadzie to dlaczego nie jest niby przypadkiem zbieżność dat święta i wyborów? Że niby to Duch Święty został zesłany w osobie pana Dudy? Czy też dlatego, że wybory to takie „święto demokracji”, którą Pan Bóg zapewne niezwykle poważa? Jakos nie łapię tego związku, skoro to „nieprzypadkowe” to może po prostu organizatorzy wyborów specjalnie – z jakiegoś powodu – wybrali ten termin? Np. po to, żeby to święto zminimalizować, albo co gorsza zrównywać do wyborów, co prawde mówiąc jest bluźnierstwem.