Kierownik Działu bardzo pragnął być z kobietą. Była to bowiem jak najbardziej uświadomiona sobie tzw. druga połówka. Pożądał on kobiety niewysokiej i gospodarnej. Lekko przygarbionej, aby inni mężczyźni jej nie pożądali. Potencjalnie matki swoich przyszłych dzieci o ile byłyby one podobne do niego samego.
Lata mijały i żadna nie zgłaszała się na ochotnika. Postanowił zatem działać. Najpierw przechadzał się pod uniwersytetem i chwytając poszczególne kobiety za szyję szeptał im patrząc prosto w oczy: zechcesz być moją kobietą? Wszystkie po jakimś czasie wymykały się, a on zostawał ze swoim pytaniem. To najwyraźniej nie był dobry sposób na znalezienie sobie kobiety.
Kierownik Działu bardzo potrzebował kobiety. Współczesne kobiety jednak nie pragną mężczyzn. Nie akceptują ich z przyczyn ekonomicznych, estetycznych i erystycznych. Wolą przelotne związki i mieszkanie z psami lub kotami. Kiedyś tak nie było.
Kierownik Działu policzył banknoty w portfelu, zajrzał przez internet na konto i podjął decyzję. – Jadę do Odessy. Tam znajdę żonę – powiedział.
Kupił bilet na pociąg do Przemyśla. Po drodze zrobił 0,7 Bociana. Było już zatem z górki. Busem do Medyki, potem z buta do Szegini i marszrutką do Lwowa. Ze Lwowa o 19:00 pociąg do Odessy. Bilet kupiony za łapówkę. Bo już oficjalnie nie było. O 8 rano w Odessie. Całych 12 godzin do pociągu powrotnego, żeby znaleźć żonę. Niemożliwe? Nie w Odessie. W Odessie wszystko jest możliwe.
Kierownik Działu w ciągu trzech godzin zakochał się na zabój w dwóch kobietach i to ze wzajemnością. Musiał wybierać i z tym miał problem. Ostatecznie wybrał Olenę, niebieskooką blondynkę, córkę marynarza, który z reguły nie wraca do domu. Ojcem był prawdopodobnie nadwołżański Niemiec. Horst. Listonosz.
Kierownik Działu zapakował narzeczoną do pociągu, wraz ze wszystkimi bagażami, których było mnóstwo, ale nie miał już czasu na negocjacje. Brał kobietę wraz z bagażem. Ona przez całą drogę pytała go czy ją naprawdę kocha. On odpowiadał twierdząco ale niedostatecznie pozytywnie, bo ona wciąż ponawiała swoje pytania.
– Kocham, kocham – jakbym nie kochał to bym powiedział „nie kocham” – przestań mi już zawracać głowę i daj się wyspać. Jeszcze siedem godzin do Lwowa zostało. A jest już pierwsza w nocy.
– Ale kochaj mnie bardziej niż teraz – powiedziała Olena z Odessy. – Bo jak nie, znajdę sobie innego – zagroziła.
– Co to to nie, żadnego innego, będę Cię kochał na maksa, nie po to wyprawiłem się z Warszawy do Odessy, żeby nie odnieść sukcesu matrymonialnego. W moim domu znajdziesz wszystko.
I żyli długo i szczęśąliwie.
Obraz Josep Monter Martinez z Pixabay
Zostaw komentarz