Nagromadziło się tych lat więcej, niż heksów na Łysej Górze i wciąż zlatują kolejne straszydła. Ale Szarek jeszcze żyje, pokątnie pije i tyje. Pije niewiele, bo Cesia zamknęła mu barek na klucz, za to tyję na potęgę, i jak tak dalej pójdzie, nie zmieści się w ławce szkolnej i straci robotę nauczyciela pomocniczego.
Szkoda by było, bo przyszły tłuste lata dla belfrów! – dzisiejszy post wystukuje już na nowym laptopie, który zafundował nauczycielom min. Czarnek, zaś lada dzień spodziewam się podwyżek od nowych rządów.
W pokojach nauczycielskich – wielki poruszenie – ci planują ferie w Alpach, tamci wakacje na Zanzibarze i czuć, że idzie nowe. Nawet dekoracja świąteczna w naszej szkole jest w tym roku nowocześniejsza, bo zamiast szopki i Świętego Mikołaja – Wesołych Świąt – życzą uczniom Kubuś Puchatek i Tygrysek przystrojeni w czerwone czapeczki. Dobrze, że poseł Braun nie przychodzi do nas na wywiadówki, bo jakby zobaczył, to mógł by się zdenerwować i Puchatka zgasić.
Z okazji urodzin dostałem też bilety na premierę sztuki Moniki Strzępki pt. „Heksy”,realizowaną na podstawie powieści A. Szpili. Niestety zamiast bawić na przedstawieniu, pocałowałem klamkę teatru. Bowiem w ostatniej chwili premierę odwołano w atmosferze skandalu, a sztuka spadła z repertuaru, zanim zaistniała.
Od dłuższego czasu z T. Dramatycznego dochodziły wieści o przemocy i mobbingu, jakiego dopuszczała się dyrektorka, która zmuszała, pomiatała i odprawiała personel wedle swego widzimisię. Kto nie wyrażał entuzjazmu dla jej eko-feministycznych fanaberii, ten był zwalniany, albo zmuszany do odejścia. Zdesperowani pracownicy wysłali do samorządu stolicy dramatyczny list z apelem o interwencję. Teatr poddano kontroli, a dyrektorka wzywana była na dywanik do Ratusza. Jednak gwóźdź do trumny i ostatnią szpilę, wbiła Strzępce, na dzień przed premierą autorka powieści „Heksy” – Agnieszka Szpila.
Pisarka wystosowała odezwę, w której oświadczyła, że solidaryzuje się z prześladowanymi aktorami i w akcie protestu nie będzie obecna na premierze „Heksów”. Dlatego przedstawienie zostało odwołane, Szarek musiał obejść się ze smakiem, a Strzępka podała się do dymisji.
Zaś cała sprawa stała się jeszcze jednym dowodem na to, że owładnięci rewolucyjnymi zapałami ludzie, nie powinni być dopuszczani do władzy, bo to zawsze kończy się dyktaturą, że oparte na wydumanych, nierealistycznych przesłankach ideologie, dopóki są tylko teoriami, mogą nawet być zabawne, jak w przypadku Sytrzępki i jej kultu Vulvy, ale stają się niebezpieczne, kiedy fanatycy mający za sobą autorytet siły, usiłują wcielać teorie w życie.
I tym morałem kończę dzisiejsze nauczanie. Pisałem je trochu na chybcika, trochu na kolanie, żeby przy okazji podziękować wszystkim za życzenia, które dostałem na „privie”
Dziękuje!
Autor: Marek Szarek
Zostaw komentarz