W poniedziałek byłem na Marszu. Mam jednak kilka spostrzeżeń:
– Atmosfera była bardzo dobra, podniosła, w ludziach było widać zaangażowanie i taką szczerą miłość Ojczyzny.
– W rozmowach dominował lęk i oburzenie z powodu bezradności wobec zachodzących w kraju i na świecie procesów, na które – ci ludzie to wyraźnie czują – utracili wpływ.
– W tej sytuacji, jak zwykle w takiej sytuacji, Polacy integrują się wokół symboli religijnych i narodowych. Idiom religijny był i jest mocno widoczny.
– Uderzał jednak brak władz państwowych. Pamiętam Marsz, na którego czele jechała prezydencka limuzyna… Łezka w oku się kręci… Tym razem widać wyraźnie, że w kraju nie ma żadnego porozumienia nikogo z nikim. Jeśli politycy gdzieś w tym marszu idą, to gdzieś dalej w swoich enklawach i ja ich nie widzę. Jeśli przemawiali na Rondzie Dmowskiego, na którym nie byłem, to nie zaproszono ich na czoło marszu. Rzeczpospolita jest dramatycznie podzielona!
– Organizacja Marszu Niepodległości była znakomita! Poza pojedynczymi jełopami strzelającymi od czasu do czasu z „achtungów” nie widziałem żadnych problemów. Na początku jak zawsze było trochę czerwonych i białych flar, ale to dobrze! Tak właśnie powinno być – na przekór tym cholernym balonikom!
– Szkoda jednak, że brakuje państwowej oprawy. To taki chichot historii, że tak samo nas ona łączy, co dzieli. Polaków dzieli przede wszystkim sama niepodległość, która dla jednych jest samym sensem istnienia narodu a dla drugich jedynie jedną z wielu i wcale nie najważniejszą kategorią indywidualnej wolności.
Zostaw komentarz