Woźny stał z psem przed Uniwersytetem i nerwowo dopalał kiepy po studentach. Nie stać go było na papierosy bo Rektor Pan obciął mu pensję. Pies leżał na ziemi z wyciągniętymi łapami. Wyraźnie wychudzony. Woźny dopalał trzeciego kiepa, pod nosem narzekając, że papierosy elektroniczne poczyniły istne spustoszenie w świecie kiepów. Normalne papierosy palą już tylko nienormalni – świat stanął na głowie – powiedział i lewą ręką pogłaskał psa, żeby było mu lepiej.

– Ej ty – zawołał do studenta Woźny. – Nie masz może jakichś kości dla psa? – zapytał.

– Sprawdzę – odparł student i zaczął nerwowo przeszukiwać swój plecak. – No mam, nawet nie wiedziałem, że je noszę ze sobą – powiedział wyraźnie zaskoczony.

– To daj psu – polecił Woźny. I możesz iść na wykłady, choć one i tak już nie mają sensu. Świat upada. Ludzie znikają w niewyjaśnionych okolicznościach.

– To prawda proszę pana – powiedział student i wskazał ręką na drzewa. – Nie uważa pan, że one krzywo rosną?

– Znaczy jak krzywo? – dopytał Woźny spoglądając na psa żrącego kości.

– W sensie, że nie w pionie, ale pomiędzy pionem i poziomem. A powinny rosnąć w pionie. – Odparł student, który zaskoczony był znalezieniem kości dla psa w swoim plecaku.

– Faktycznie, powiedział Woźny i zadumał się. Ale akurat przechodził pracownik techniczny, nad którym Woźny posiada zwierzchność.

– Ej ty, zawołał do niego bezimiennie. Cho no tu. Widzisz te drzewa? – zapytał.

– Drzewa jak drzewa – odparł pracownik techniczny.

– Nieprawda, one rosną krzywo, trzeba je jeszcze dzisiaj wyprostować.

– Drabina jest na parkingu podziemnym, zabierz kolegów i wyprostujcie mi te drzewa. Dzisiaj – podkreślił Woźny zerkając na zadowolonego psa.

– A pan Woźny to kiepy po studentach dopala? – zapytał pracownik techniczny.

– Nie, odpowiedział niezgodnie z prawdą Woźny i kopnął z całej siły pracownika technicznego. – Do roboty, wyprostowywać mi te drzewa – zakrzyknął gromko.

Nieopodal przechodziła studentka w czerwonych rajstopach. Zatrzymała się i zapytała Woźnego, dlaczego kopie pracownika technicznego.

– Bo on jest od kopania – odpowiedział Woźny.

– Aha, rozumiem, odparła studentka i udała się na wykłady.