Postrzegany jako jeden z najwierniejszych pretorian Donalda Franciszka syn komuszego jeszcze oficera Marcin Kierwiński wali ostro w prawicę.
Taki oto njus rozpowszechnia w mediach społecznościowych.

Gdyby POseł Kierwiński nie był ministrem, ale aktywistą totalitarnej oPOzycji, takie wystąpienie byłoby zasadne.
Ale minister spraw wewnętrznych i administracji, jakim to od początku kompromitacji 13 grudnia był Kierwiński (z krótką przerwą bez znaczenia) nie może wygłaszać podobnych kocopałów.
Fakty bowiem są bezlitosne dla obecnego „żondu” i rudego premiera.
Jak czytamy w uzasadnieniu projektu niedoszłej ustawy, wniesionej pierwszy raz do Sejmu 26 czerwca 2025 roku (druk nr 1424):
Celem projektowanej ustawy jest zapewnienie stosowania rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2023/1114 z dnia 31 maja 2023 r. w sprawie rynków kryptoaktywów (…).
Zajrzyjmy zatem do tego rozporządzenia.
W art. 148 zostały nakreślone ramy czasowe obowiązkowe dla Państw członkowskich UE:
Państwa członkowskie przyjmują i publikują, do dnia 30 grudnia 2024 r., przepisy ustawowe, wykonawcze i administracyjne niezbędne do wykonania art. 146 i 147.
Mówiąc zrozumiale chodzi o to, aby dyrektywa 2023/1114 była w pełni implementowana do systemu prawnego danego kraju, co ujęte jest w art. 146 i 147.
Tak więc rząd Tuska powinien przedstawić odpowiednio wcześniej projekt ustawy tak, aby Sejm opanowany przez kompromitację 13 grudnia zdążył uchwalić niezbędną ustawą oraz ją opublikować do 30 grudnia 2024 roku.
Najpóźniej.
Ale Tusk miał ważniejsze sprawy na głowie.
Cały aparat Państwa był zaangażowany w szukanie haków na PiS.
O zwykłych ludziach, często wyborcach kompromitacji 13 grudnia, nikt nie myślał.
Świadomie czy nie Tusk dał czas szefostwu Zondacrypto.
Próba zrzucenia winy na prezydenckie veto jest tak samo przekonująca jak twierdzenia o pogłosie Kierwińskiego. 😉
Z wyłącznej winy Tuska Zondacrypto dostało kolejny rok czasu na działanie.
A jak wiemy z mediów właśnie wtedy doszło do przekrętu.
To nie pierwszy raz, gdy ostentacyjne wręcz zwlekanie Tuska z implementacją unijnej dyrektywy doprowadza do katastrofy finansowej jakąś część Polaków.
23 kwietnia 2008 r. Parlament Europejski i Rada Europy wydały Dyrektywę 2008/48/WE w sprawie umów o kredyt konsumencki oraz uchylająca dyrektywę Rady 87/102/EWG. Dyrektywa ta ma podstawowe znaczenie dla stosunków pomiędzy konsumentem a instytucją kredytową.
Zgodnie z art. 27 u. 1 Dyrektywy
Państwa członkowskie do dnia 11 czerwca 2010 r. przyjmują i publikują przepisy ustawowe, wykonawcze i administracyjne niezbędne do wykonania niniejszej dyrektywy. Państwa członkowskie niezwłocznie przekazują Komisji teksty tych przepisów.
Państwa członkowskie stosują te przepisy od dnia 11 czerwca 2010 r.
Tymczasem Polska (premier mgr Donald Tusk, minister finansów licencjusz Jan Vincent Rostowski, minister spraw zagranicznych bakałarz Radosław Sikorski etc.) zwyczajnie… olała unijną dyrektywę.
Dopiero rok później została uchwalona ustawa o kredycie konsumenckim (12 maja 2011 r.) przy czym zawierała półroczny okres tzw. vacatio legis co oznaczało, że weszła w życie dopiero 17 grudnia 2011 roku.
Od tej daty konsument zrobiony w bambuko przez bank na tzw. kredycie frankowym mógł się powołać na tzw. sankcję kredytu darmowego i spłacać bankowi goły kredyt udzielony faktycznie w złotówkach bez jakiegokolwiek oprocentowania.
Tusk poprzez swoją opieszałość dał bankom ponad 18 miesięcy na drenowanie kieszeni Polaków.
Wszystko na to wskazuje, że teraz manewr został POwtórzony!
Miejmy nadzieję, że nowy Sejm powoła Komisję Śledczą, która wyjaśni udział Tuska w megaprzekrętach finansowych, których ofiarami padają Polacy.
24.04 2026
il. facebook, AI
Zostaw komentarz