Pod kierownictwem min. Anto­niego Macierewicza powołana została podkomisja smoleńska do spraw zbadania przyczyn katastrofy polskiego Tu-154 w Smoleńsku, ponieważ raport Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego Jerzego Millera niczego nie wyjaśnił, tylko podzielił Polaków.

Podziały powiększyły się po ujawnieniu nagrania z wypowiedzią przewodniczącego J. Millera: „Nasze ustalenia zostaną zderzone z ustaleniami rosyjskimi, (…) i jeżeli te dwa raporty będą różne, to będzie do tego cała teoria spiskowa zbudowana w społeczeństwie, że albo ten ukrył, albo tamten ukrył, ale na pewno prawda jest gdzieś jeszcze indziej”.

Podkomisja miała ponownie zbadać przyczyny katastrofy smoleńskiej. Osobiście wiązałam z nią bardzo duże nadzieje zwłaszcza, że kierował nią min. A. Macierewicz, który jako wojownik o prawdę smoleńską, gwarantował swoją osobą, etykę na najwyższym poziomie, rzetelność, konsekwentne dążenie do celu, solidność działania, wiedzę oraz przestrzeganie dobrych obyczajów podczas badań tzn. nie ograniczanie ich.

Od dłuższego czasu zastanawiałam się, co jest przyczyną tego, że mimo licznych zapowiedzi do tej pory nie ukazał się końcowy raport zamykający jej pracę.

Wielkim szokiem dla mnie był artykuł członka podkomisji Glenna Jorgensena, „Badanie tragedii smoleńskiej – co się dzieje?”, („Sieci”, 22.02.2021, nr 8), w którym autor oskarża min. Macierewicza m.in. o:

słabe zarządzanie projektem (brak planu projektu oraz harmonogramu – co należy zrobić, kiedy, w jakiej kolejności i przez kogo,)

szkodliwe decyzje merytoryczne (fa­talnej organizacji prac z Narodowym Instytutem Badań Lotniczych (NIAR) w Stanach Zjednoczonych któremu na czas nie dostar­czano danych pomiarowych skazujących Amerykanów na bezczynność ich zespołów. W wyniku zaistniałych nierzetelności zrezygnował on ze współpracy i wycofał się z projektu),

mnożenie nieuzasadnionych wątpliwości (upublicznienie wątpliwych z punktu widzenia nauki wyników, uniemożli­wienia dokonania eksperymentu, który pre­cyzyjnie scharakteryzowałby brzozę,

zablokowanie:

– kontynua­cji ważnych prac światowej klasy ekspertów, włączonych do badania,
– dostępu do bliźniaczego Tu-154M (Pl02) w Mińsku Mazowieckim,
– zakupu bliźnia­czego tupolewa Tu-154M za cenę złomu, zwracając pod koniec roku sporą część budżetu podkomisji do budżetu państwa, co w praktyce uniemożliwiło przepro­wadzenie rzeczywistego eksperymentu uderzenia skrzydła w drzewo.

złe relacje i izolacja (wygłaszając szkodzące relacjom oświadczenia w prasie i pozwalając na przecieki wstępnych wyników, skomplikował stosunki podkomisji z polską prokuraturą)

monopolizację dostępu do materiałów dowodowych i niszczenie zdolności do pracy w zespole (brak dziennika dowodów, w którym systematycznie powinno się rejestrować zebrane dowody. Bez niego członkowie podkomisji nie mają pełnej wiedzy, jaki materiał dowodowy jest w ich dyspozycji.),

Na zakończenie swojego artykułu Glenn Jorgensen, zarzucił A. Macierewiczowi „blokowanie kluczowych badań przez przewodniczącego podkomi­sji, przy jednoczesnym marnowaniu wielkiej ilości czasu i energii na mało istotne kwestie, sztucznie wykreowane przeszkody, zarządzanie poprzez chaos i konflikt, arbitralne rozstrzyganie kwestii technicznych bez posiadania do tego kompetencji. (…) Zamiast promować dobrą pracę zespołową, wprowadza chaos i konflikty; zamiast budować dobre relacje z potrzebnymi partnerami, którzy mogliby bardzo pomóc, two­rzy wrogów; monopolizuje potrzebne informacje, które powinny być udo­stępniane; rozpowszechnia błędne informacje w mediach oraz aktywnie blokuje wszelkie próby prowadzenia systematycznego śledztwa opartego na dowodach”.

Są to tak ciężkie oskarżenia, uderzające min. A. Macierewicza, które niszczą nie tylko dobre imię i dotychczasową reputację, ale i legendę jaka Go otacza.

Myślę, że nie tylko ja czekam na ustosunkowanie się do stawianych tak poważnych pomówień. Chciałabym również poznać opinię pana ministra czy w ogóle powstanie raport końcowy z katastrofy smoleńskiej, a jeżeli tak, to kiedy.

Foto: biblioteka mediów