Zdarza się bowiem często, że młode pary decydują się na dziecko pod wpływem obserwacji jakiegoś fajnego dzieciaka. A moi rodzice latami powtarzali anegdoty o śmiesznym czterolatku, biegającym po nadbałtyckim ośrodku wczasowym, w którym w 1951 roku poznali się.

Nawet jeśli to z mojej strony totalna nadinterpretacja, Janek był pierwszym sławnym opozycjonistą, jakiego poznałem. Jakoś w 1978 roku założyliśmy z przyjaciółmi kółko samokształceniowe, wezorowane (w mikroskali) na Latającym Uniwersytecie.

Nie było to jakoś bardzo poważne; nasze poszerzanie wiedzy było mocno podlewane wódką i innymi uciechami towarzyskimi. Na jeden z wykładów ktoś (bodaj Andrzej j Jagodziński) przyprowadził Lita. Nie pamiętam, o czym był ten wykład; pamiętam za to, że Janek uosabiał to wszystko, co było dla nas najbardziej pociągające w etosie środowiska KOR-owskiego. Odwagę połączoną z kompletnym brakiem patetyczno-heroicznego zadęcia. Dystans do siebie i poczucie humoru. Mimo, że miał na głowie ważniejsze sprawy, jakoś wsiąkł w nasze towarzystwo, często pojawiał się na spotkaniach, organizowanych najczęściej na Muranowie.

Moja pamięć też wyparła ze wspomnień o Janku wszelki patos. Nie mam w rękawie żadnego Epitafium dla Wojownika, może też dlatego, że zbliżyły nas sprawy bardzo mało ważne z perspektywy Jego biografii. To u Litów przemieszkiwała pewna dziewczyna – po tym, gdy wyznała narzeczonemu, że jednocześnie romansuje ze mną.

No i pamiętam epickie zbiorowe zatrucie wódką, kupioną u pokątnych handlarzy na placu Zbawiciela. Rola Janka w tej historii była istotna – jako, że uszczknął z tego towaru ledwie kieliszek, a pochorował się potwornie, był żywym dowodem na to, że nasze zatrucie nie było efektem nadużycia, lecz faktu, że sprzedano nam truciznę.

W 1988 roku Lit zgłosił się do mnie z propozycją wspólnego napisania książki. Miała być o kontestacyjnej muzyce rockowej w krajach komunistycznych. Janek miał na nią bodaj amerykańskiego wydawcę. Byłem zaszczycony – ale po roku 1988 szybko przyszedł 1989 i nikt już nie miał głowy do takich ekstrawagancji.

Jak wiadomo, zginął próbując uratować psa. Jest coś w tej śmierci, czego nie potrafię nazwać, ale co mi bardzo do Lita pasuje.

Piotr BratkowskiPiotr Bratkowski – publicysta piszący najczęściej o popkulturze i książkach, czasem też o innych sprawach – od polityki po sport. Od 1981 roku opublikował 6 książek – cztery tomy wierszy, powieść i zbiór tekstów o muzyce rockowej. Za te ostatnie otrzymał w 1989 r. Nagrodę Młodych im. Stanisława Wyspiańskiego; w 2010 r. zaś został nagrodzony Pikowym Laurem – nagrodą za najlepsze prasowe publikacje na temat książek. Wieloletni juror nagrody literackiej Nike, obecnie jest również jurorem nagrody Superbrand w dziedzinie kultury, oraz nagrody Wielki Kaliber, przyznawanej za polską powieść kryminalną. Lubi koty, Warszawę, muzykę rockową, Mazury, literaturę kryminalną, skoki narciarskie i ciepłe morza; jest piłkarskim kibicem Barcelony, Rayo Vallecano i Polonii Warszawa.