Dokonując w sposób humorystyczny transkrypcji tegoż łacińskiego powiedzenia należy uznać trafność konstatacji, że przywołany wyżej tytuł felietonu odnosi się do połowicy, którą jej ślubny zwektorował na ścianę, albowiem jej postura składała się wyłącznie z kości obleczonych skąpą ilością cielesnej powłoki.

Cytując dokładnie i dosadnie; rzekomo tenże łaciński przekład kolokwialnie brzmi : rzucając chudą żonę o ścianę … rzekł jej mąż.

Słynna powyższa konstatacja odnosi się jednak do znakomitego wodza rzymskiego Cezara, który przekraczając rzekę Rubikon stanowiącą granicę pomiędzy ówczesną Galią Przedalpejską, a Imperium Romanum dokonał. historycznego przełomu, a przede wszystkim ostatecznego wyboru nie licząc się z jakimikolwiek konsekwencji, albowiem uznał, że jest w stanie je całkowicie zneutralizować. Dnia 10 stycznia 49 r p.n.Ch. Cezar zdecydował się przekroczyć tę rzekę i tym samym rozpocząć w konsekwencji wojnę domową.

Kości zatem zostały rzucone …… i od przekroczenia tejże rzeki (właściwie rzeczki) antyczna historia potoczyła się innym niż dotychczasowym republikańskim trybem. Rzymski Senat zakazywał bowiem Cezarowi wkraczania poza wyznaczony limes na czele armii pod rygorem kary śmierci. Identyczną karę winni ponieść także żołnierze Cezara razem z nim tenże Rubikon przekraczający. Nie było zatem możliwości odwrotu i jakiegokolwiek manewru dla tegoż słynnego zdobywcy Galii (słynna Alezja i Wercyngetoryx się kłaniają). Cezar po prostu musiał zdobyć Rzym i wyeliminować swoich przeciwników, aby nie zostać samemu zdekapitowanym. Jego zamierzenia zostały pozytywnie rozstrzygnięte i tym samym od tego czasu nastała epoka cezarionizmu trwająca (w różnej formie) aż do czasów upadku Rzymu w 476r, gdy Odoaker zdetronizował ostatniego cesarza Romulusa.

To swoiście „wynalazcze” powiedzonko Cezara właściwie nigdy nie uległo anihilacji i jest częstokroć przywoływane w okolicznościach odnoszących się do dylematów z cyklu: albo … albo … .

Dotychczasowa historia cywilizacji; przede wszystkim europejskiej i chrześcijańskiej świadczy o ponadczasowym aksjologicznym dorobku opartym o sprawdzone wielo wiekowo wzorce.

Jak każdy wzorzec, czy też schemat postępowania np. w polityce gospodarczej, społecznej czy edukacyjnej; może podlegać i co oczywista podlega różnorakiej kontestacji.

Oczywistą oczywistością jest i pozostaje konstatacja, że idealny, uniwersalny schemat, czy też wzorzec tego typu jak z Sevres w wzmiankowanym zakresie po prostu nie istnieje.

Oddaje tej konkluzji stosowną słuszność ludyczne, niezwykle trafne powiedzonko :

jeszcze się taki nie narodził, który by każdemu dogodził.

Historia magistra vitae est.

Skoro posiadamy jako cywilizacja ułomność w postaci impotencji wykreowania super uniwersalnego rozwiązania – to zasadną i logicznie imperatywną alternatywą jest mimo wszystko powszechna akceptacja wypracowanych modeli aksjologicznych.

Tak to ne je, Pane Havranek.

Zawszeć w historii cywilizacji, aczkolwiek w sposób temporalny niezbyt regularny, czyli cyklicznie; na jej scenie pokazywały się różnego rodzaju osobnicy (czki; zgodnie z nowomową tow. S. Spurek także), którzy powodowani różnego rodzaju przyczynami (częstokroć o ewidentnie psychicznie zwichniętej implikacji), usiłowali tenże ustalony porządek zwalczyć, .a co najmniej znacząco zaburzyć.

Ich propagowane żarliwie wizje o posiadaniu rzekomo nowej cudownej, a nawet czarownej wręcz receptury na uszczęśliwienie ludzkości tu i teraz na tym padole łez, a nie w zaświatach częstokroć padały na tzw. podatny grunt.

To po prostu praprzyczyna różnego rodzaju tzw. rewolucyjnych zmian w dotychczasowym funkcjonowaniu ustalonych wiekowo porządków. Wystarczy nawet pobieżnie prześledzić przyczyny, dokonania, a przede wszystkim różnorakie (w większości niezwykle dramatyczne, czy tragiczne) skutki negacji dotychczasowych rozwiązań i unormowań, w których miejsce miał zostać wprowadzany tzw. nowy porządek.

Idealne” wizje tychże „nowych porządków” naturalnie posiadali rzekomo wyłącznie prekursorzy rewolucyjni w rodzaju M. Robespierra czy G. Dantona w XVIII w. Francji, a w Rosji XX w. dwaj wielce sympatyczni inaczej Żydzi w osobach W. Uljanowa (ksywa LENIN), czy Lejba Bronsztejn (ksywa Trocki) – psychopatyczni zbrodniarze mający na sumieniu śmierć wielu milionów niewinnych ofiar.

Zdumiewającym jest przy tym fakt, że w miarę pobieżna analiza proponowanych „nowych porządków”, rzekoma zasadność konieczności ich wprowadzenia oraz proponowana metodyka, jak również przewidywane koszty społeczne i materialne winny być przez jako tako rozumne istoty z gatunku homo sapiens apriorycznie odrzucane !!!!

Jak zwykle trafnie; należy w tym miejscu przywołać sprawdzoną historycznie konstatację: historia uczy, że niczego nie nauczy.

W historii cywilizacji wielekroć „iluminowały” się człecze jednostki w postaci różnorakich władców, schizofreników, filozofów, proroków, dewiantów politycznych, czy błaznów, którzy odcisnęli w historii różnorakie, ale jednak znamienne piętno.

Wielki wódz, wojownik i władca Aleksander Macedoński posiadał (nie tylko on) inklinacje do swojej deifikacji, a tym samym do rzekomej nieomylności w realizacji swoich zamierzeń.

A. Hitler ustawicznie powoływał się na wolę Opatrzności, która go rzekomo stymulowała w jego postępowaniach oraz wręcz swoiście dopingowała do ustanowienia przynajmniej na kontynencie europejskim faszystowskiego porządku.

W. Lenin – wywodząc werbalnie w postaci substytucyjnych wypowiedzi komuszego poety W. Majakowskiego utwierdzał swoich akolitów i wyznawców, że jednostka jest niczym, masy (rzekomo) są wszystkim !!!

Ponadto w swym komuszym amoku W. Majakowski nadał sobie uprawnienie do takiej to poniższej konkluzji:

Dosyć już żyliśmy w glorii
praw, które dał Adam i Ewa.
Zajeździmy kobyłę historii.

Aktualnie funkcjonujący jeszcze uczniowskie matuzalemy z lat np. 60-tych XX w. z całą pewnością do dzisiejszego dnia znamiennie pamiętają różnorakie komusze, nie tylko literackie, ale przede wszystkich w krystalicznie czystej propagandowej postaci wtłaczane do młodych głów dewiacje.

Kolejny raz trafnym jest przywołać w tym miejscu słowa szlagieru naszej słynnej wiecznie młodej, a tym samym żywej Marylki : ale to już było ……..

Jak to wszystko się skończyło – to chyba większość z nas potrafi w sposób bezbłędny skonkludować.

Było cicho i spokojnie; nagle jak coś nie ………………e.

Postarajmy się w tym miejscu nie wzorować na żenujących występach aktualnych idoli Warszafki i Krakufka w kontekście swoistej artykułowanej werbalnie swoistej „mowy miłości” ograniczającej się jedynie do wulgaryzmów, prostactwa, bluzgów i oczywistego bełkotu.

Jesteście ukontentowani ze swojej HIPOKRYZJI !!!

BRAFO WYYYY !!!

Pomijając aspekt zasadności, czy też braku tejże zasadności jakichkolwiek protestów organizowanych przez jakakolwiek opcję polityczną – to forma tychże protestów winna odpowiadać cywilizacyjnym normom, a nie epatować animalnością, dehumanizacją oponentów protestów oraz kreacją strat materialnych i moralnych.

No, cóż – takie jest szczytne założenie, a jaka realizacja każdy widzi.

Oczywistą oczywistością, przynajmniej dla osób nawet minimalnie zatrudniających swoje szare komórki mózgowe jest fakt, że aktualnie w TYMKRAJU i z TYMKRAJEM (Kopaczka) toczona jest nowa niewypowiedziana formalnie wojna.

Posiada ona wielorakie aspekty zarówno natury politycznej, gospodarczej, a może nawet przede wszystko natury etyczno-moralnej. Nie może dziwić przecież fakt, że zdominowana tzw. stara Europa przez tabuny dewiantów o różnorakiej proweniencji tj. lewactwo, genderyzm, pedalstwo etc. z całą mocą; przy użyciu wszelakiego rodzaju instrumentarium – będzie dążyć, aby także niepokorne Węgry czy RP na swoją modłę zunifikować.

Powyższe tytułowe kości już zostały przed wielu laty rzucone kreując cezariański dylemat, a jednocześnie imperatyw kategoryczny stojący przed Polakami, nie polactwem, aby uchronić naszą wyznawaną aksjologię.

Tertium non datur.

Nota bene; pewne rozbawienie intelektualne musi się rodzić przy propagandowym wręcz eksponowaniu eufemizmu „niemieckiej prezydencji” terroryzującej UE koniecznością stosowania sankcji budżetowych za rzekome łamanie praworządności.

Nic się przecież nie dzieje w próżni, a zatem mówmy otwartym, jasnym tekstem; nie chowając głowy w piasek – to MAKRELA, a nie jakaś personalnie; bliżej nie zidentyfikowana „prezydencja” usiłuje tenże swoisty faszyzm wprowadzić, albowiem to ta kanclerzyna z makaronem będzie iudexem, który rozstrzygać będzie o przestrzeganiu lub nie praworządności na zasadzie : orzeł – ja wygrywam, reszka – ty przegrywasz.

Przegrywając w początkowej fazie operacji pt. BARBAROSSA ze swoim aż do czerwca 1941 r. nazistowskim aliantem SOWIETY, pragnąc uchronić się przed generalną militarną klęską uskutecznili szatański, werbalny pomysł w postaci : ni szaga nazad, czyli zabroniony jest jakikolwiek odwrót z frontu, nawet na tzw. z góry upatrzone pozycje.

Diaboliczność tegoż „wynalazku” zasadzała się na filozofii imadła, czyli, że sowiecki żołdak miał alternatywę: zginąć w walce w okopach z Niemcami, albo ……… od kul NKWD – w przypadku usiłowania opuszczenia bronionych okopów.

Prawda – jakie to skuteczne????

Paralelnie – polska tożsamość, kultura, wiara, racja stanu, patriotyzm i przyszłość narodu aktualnie na wskutek niesłychanej ofensywy na różnych odcinkach przeprowadzanej przez watahy polackich i zagranicznych jurgieltników G. Sorosa jest narażona na śmiertelne wręcz niebezpieczeństwo. Od społecznej mobilizacji mającej na celu; z przywołaniem się na słynne słowa kard. S. Wyszyńskiego: NON POSSUMUS zależy, czy nadal pozostaniemy dumnym ze swojej historii narodem, czy też zostaniemy sprowadzeni do roli germańskiego trybika.

Byłby to swoisty chichot historii, a także pośmiertny triumf O. Bismarcka i A. Hitlera, zbędnie i nieskutecznie używających przemocy militarnej, zamiast skorzystać z metody postępowania jaką wobec RP zastosowała MAKRELA.

Na stwierdzenie zatem i zastosowanie wobec RP tytułowej konstatacji:

ALEA IACTA EST – Polacy jasno odpowiadają: NON POSSUMUS!!

I to byłoby na tyle jak onegdaj konkludował śp. prof. J. T. Stanisławski.

AMEN!!!

6.12 2020