Stwierdzeniem o wręcz wielce banalnej, czy też trywialnej wymowie jest konstatacja odnosząca się do człeczej (feminatywnie człeczkowej) struktury organizmu, a przede wszystkim do przywołanego wyżej tytułu felietonu dla jego psychomotorycznego ubogacenia. Kolokwialnie używamy w tymże kontekście pojęć odnoszących się do cech człeczego (człeczkowego) charakteru, względnie poniekąd synonimicznie do stypizowanych elementów osobowościowych. Częstokroć w tymże pojęciu używamy także kolejnego synonimu w postaci pejoratywnego temperamentu. W codziennym życiu kategoryzujemy cechy charakteru wykorzystując pojęcie stałej, dziedzicznej predyspozycji do realizacji konkretnych zachowań u każdego człeka (~czki), która odróżnia go od inszych takowych indywidualności.
Podnieść należy, że różnice pomiędzy pojęciem charakter, a osobowość są niezwykle subtelne; na co dzień wykorzystywane bywają zamiennie. Pod pojęciem osobowości rozumiemy zbiór cech warunkujących tożsamość i spójność zachowania konkretnego człowieka. Na ukształtowanie osobowości wpływają posiadane geny oraz środowisko, w którym się wychowujemy. Osobowość i jej cechy są stałe i niezmienne. Pojęcie natomiast charakteru jest bardziej złożone i płynne. Zależne jest bowiem od sytuacji w jakiej znajduje się dana osoba podlegająca naszej ocenie. Związane jest to m.in. z faktem „wyznawanej” aksjologii konkretnego człowieka.
Egzemplifikacyjnie wymieńmy li tylko co poniektóre pozytywne cechy człeczego (człeczkowego) charakteru: asertywność, dobroduszność, kreatywność, odwaga, przyzwoitość, uczciwość czy wyrozumiałość. Na przeciwstawnym biegunie negatywnych cech charakteru wymienić powinniśmy tego typu jak np.: arogancja, bezczelność, chciwość, cynizm, fanatyzm, niewierność czy nieuczciwość. Natomiast pod pojęciem felietonowego tytułu określamy, że jest to po prostu niepohamowana żądza zdobycia wszelakich dóbr materialnych, uznania, względnie stanowisk bez względu na okoliczności i konieczność przestrzegania określonych norm czy też standardów. Arywizm synonimicznie skorelowany jest z prozaicznym nieaprobowalnym społecznie karierowiczowstwem. Za implikował arywizm wymowną aktualizacją znanego porzekadełka:
Kto pod kim dołki kopie, ten… szybciej awansuje!
Najtrafniej arywistyczną osobowość oddaje nawet w skrótowy sposób przywołana lista różnorakich renegatów, względnie degeneratów moralnych chętnie tańczących pod batutą zmienianych przez samych siebie politycznych dyrygentów. Na czołowe lokaty takowych arywistów załapały się tego rodzaju „wzorce moralne” jak: Hanka Gill-Piątek, Bartuś Arłukowicz, Daruś Joński czy Grzesiu Napier(d)alski; czyli dawne człony LSD, czy o inszym politycznym zabarwieniu Stefek Burczymucha od Niesiołów, RADEK od robienia laski, Nina Ochojska, czy Wojtuś Kałuża. Rzecz jasna peleton takowych arywistów jest zdecydowanie liczniejszy i każdy z P.T. Czytelników może ich nazwiska umieścić na swojej prywatnej liście. Koniecznym i znamiennym równocześnie elementem w tychże dywagacjach jest przywołanie niezwykle trafnej starożytnej latyńskiej paremii: tempora mutantur et nos mutamur in illis konstatującej o zmieniających się czasach i człeczych zachowaniach.
Odnieśmy się na chwilę do funkcjonujących od dawien dawna prawach popytu i podaży, absolutnie idealnie wręcz skorelowanych z takowymi wzmiankowanymi powyżej złajdaczonych, nacechowanych nikczemną zdradą postawami. Niedościgłym „wzorcem z Sevres” takowych kreatur jest Misiek Kamiński, aktualny v-ce senatmarschal, który zdolność do kolejnych zdrad opanował do perfekcji. Nie zdołał jedynie zostać członem NSDAP. Ten bezczelny huncwot z takowych permanentnych zdrad uczynił sobie niezłe źródło dochodów. Jakie korzyści natomiast z tego tytułu, że powierzył tej kanalii prawo do reprezentowania swojej osoby odnosi szeregowy elektor trudno dociec…
Zatem skoro czas kolejnych wyborów parlamentarnych w TENKRAJU nieubłaganie się zbliża poświęćmy kilka chwil refleksji nad wytypowaniem arywistów, którym absolutnie odmówimy jakiegokolwiek poparcia.
Finalizując „arywistycznie” niniejsze rozważania wspomnieć należy co nieco z inszej nomen omen beczki. Niniejsza „beczkowa” refleksja odnosi się do wykreowanego przed kilku laty reklamowego sloganu producentów winorośli i młodego wina, a także enologów:
Le Beaujolais Nouveau est arrive……
Tradycyjnie kojarzymy dobrą jakość oraz smak wina z koniecznością po dokonanej fermentacji długoletniego jego leżakowania, najlepiej w dębowych beczkach. Powyższa chwytliwa reklama wykreowała dla producentów tegoż młodego wina „kokosowe” dochody, bowiem eliminowała kosztowne wieloletnie jego leżakowanie. Tenże młody gatunek wina stanowi w tych okolicznościach wręcz swoistą jego oksymoryczną definicję. Warto zatem, aby w optymalnym czasie tj. w trzeci czwartek każdego roku oczekiwać jego arywacji, czyli kolokwialnie rzecz ujmując: przybycia!! Przeprowadzona w redakcji portalu jego degustacja była z zachwytem gremialnie zaakceptowana. Polecamy zatem przy najbliższej okazji jej dokonanie…
I to byłoby na tyle jak onegdaj konkludował śp. prof. J. T. Stanisławski.
30.03 2023
Dobre, trafnie opisane te polskie elyty