Właśnie sobie obejrzałem fragment programu, w którym Pan Bury u Pana Kłeczka walił ogórkiem w stół.

Przeczytałem wcześniej słowa Pana Burego, że on sobie tego ogórka specjalnie przygotował na okoliczność owej „pieriedaczy” (chociaż nie oglądam TVP, to jej programy polityczne przywołują w mojej wyobraźni słowa w języku rosyjskim. Nie wiem dlaczego).

Tak się zastanawiam co gorsze:

Czy pracownik propagandy Kłeczek, sączący jad a la Jerzy Urban w latach 80-tych, czy senator łażący do TVP z ogórkiem, który widać ma swoich wyborców za osłów, czy reszta przedstawicieli opozycji, która patrzyła się na sytuację jak te owce, nie wiedząc jak się w tej sytuacji zachować.

A była to sytuacja, w której Pan Kłeczek nawet nie udawał dziennikarza i zastosował chwyt grubo poniżej pasa. Siedzieli więc przedstawiciele opozycji i autoryzowali swoim milczeniem to, co Pan Kłeczek robił. Brawo.

Zaiste, w takich programach to tylko przedstawiciele opcji rządzącej wypadają jak poważni politycy.

Szkoda tylko, że na to wszystko idzie 2 700 000 000 zł rocznie z podatków. Ciekawe ilu lekarzy specjalistów można byłoby wykształcić za tę sumę?