Baskowie mieszkają na północy Hiszpanii. Jacy są? Nieugięci. Honorowi, dumni, bojowi. Mają silne poczucie tożsamości.  Wyróżnia ich nie tylko oryginalna uroda, silnie zbudowana sylwetka, niepodobny, do żadnych innych znanych, język. Są zjednoczeni i wierni we wspieraniu klubu: Athletic Bilbao. Grać w nim mogą tylko ci, którzy urodzili się w Kraju Basków, na ziemi położonej między Pirenejami a Zatoką Baskijską. Klub został założony w 1898 roku i istnieje, realizując motto: „z wychowankami i lokalnym wsparciem, nie potrzeba obcokrajowców”.

W południe Święta 3 Króli towarzyszyłam Baskom w meczu piłkarskim na stadionie San Mames. Athletic Bilbao grał w ćwierćfinałach o Puchar Króla. Z domu wyruszyliśmy dość wcześnie. Dzieci w klubowych koszulkach, ja z szalikiem, który na pewno ma już ponad 20 lat. Na każdej stacji metra przybywało kibiców. W różnym wieku. Ze zdumieniem przyglądałam się gromadce przedszkolaków z opiekunami. Wszystkie grzeczne, każde z dzieci w koszulce zespołu, z szalikami, z buziami pomalowanymi na biało-czerwono. Ulicami, w stronę stadionu, wielkości naszego Narodowego, maszerowały tłumy kibiców. Widziałam mnóstwo matek z małymi dziećmi i wiekowych Basków w czarnych beretach prowadzonych przez wnuków. U jednego z kibiców zauważyłam kolczyk w uchu kształtu krzyża baskijskiego (lauguru), na głowie innego czarny beret zapełniony odznaczeniami.

Biletów na mecz kupić nie można. Kibice posługują się tylko kartami klubowymi, imiennymi, ze zdjęciem. Wielu ma karty przekazywane z pokolenia na pokolenie. Baskowie dopingowanie swojej drużynie traktują za swój moralny obowiązek.

Mówi się często, że na murawie, obok 11 piłkarzy, gra jeszcze publiczność. Angażuje się z nie mniej niż biegający zawodnicy. 90 minut meczu i obowiązkowa przerwa minęły prawie niezauważenie.  Kibice przeżywali każdy moment rozgrywek. Bili brawo zagraniom swoich zawodników: w polu, przed bramką, kiedy strzelali gole a nawet jak tracili bramki. Z ponad 40. tysięcy gardeł słychać było bezustannie doping: a- aaa – thleee – tik – eup! Do przerwy ich klub przegrywał 0:2. W drugiej połowie, kiedy padły 3 gole, publiczność długo wiwatowała. Szaliki fruwały nad głowami i sypały się pocięte karteczki z góry. Po skończonym meczu piłkarze kłaniali się głęboko, dziękując kibicom za obecność i doping.

„Beti zurekin” – „Na zawsze razem” tak mają napisane kibice na szalikach swojego klubu. Takich kibiców zazdroszczą  im w różnych miejscach, nie tylko w Hiszpanii.

Baskowie na północno-zachodnim obszarze Półwyspu mieszkali już w czasach neolitu, kiedy w Europie nie było jeszcze ani rzymskiej ani greckiej państwowości, zaś Europejczycy koczowali na stepach Eurazji. Rzym władał Krajem Basków od ok. II w. p.n.e. do połowy V, Baskowie jednak oparli się romanizacji. Od połowy V do VII w. władali nim Wizygoci. Baskowie oparli się Arabom w VIII w. zachowując niezależność do XIV., gdy Kastylia wchłonęła ich kraj.

Każdy naród pozbawiony politycznej suwerenności z najwyższym trudem zachowuje swoją tożsamość. Zaborca bowiem stara się zniszczyć naczelne wartości kulturowe podbitego narodu: niepodległość, ziemię, język. Baskijskie dzieci, którym zabraniano mówić po baskijsku, karząc je, gdy to czyniły, w tajemnicy i po kryjomu uczyły się swojej mowy. Na boisku przetrwała ich duma narodowa i świadomość prawdziwej historii.

Nie widziałam nigdy meczu w Polsce – czy dlatego, że nie interesuję się piłką nożną czy może dlatego, że bałam się pójść na mecz sądząc, że spotkam tam chuliganów. Już ósma pielgrzymka polskich kibiców na Jasną Górę, do duchowej stolicy Polski, przekonuje mnie, że patriotyzm i tradycja to wartości, dla których jednoczą się sympatycy zwaśnionych drużyn – jak podkreślił w homilii organizator ks. Jarosław Wąsowicz. Polska w tym roku przeżywa 1050 – lecie chrztu. Zachowaniem wiary ojców imponuje całej Europie.  Baskom także.

foto: Małgorzata Kupiszewska